Muzyka

Autor: AndreaDoria
Dostałem prezent. Miły, gdyż nieoczekiwany. Ot - płyta kompaktowa z "muzyką dla duszy". Włożona w kieszeń kurtki czeka na zistnienie. Otulona szczelnie w folię, nie może doczekać się kiedy pozbawię ją przezroczystego ubrania. Nie znosi bezruchu. Jej żywioł to wirowanie. Tylko wtedy może pokazać co potrafi. Wziąłem ją na przetrzymanie. Poczekaj, jeszcze trochę poczekaj. Było by profanacją wrzucić cię do odtwarzacza tak bez przygotowania. Muszę się odpowiednio nastroić, powyciszać rozbiegane myśli. Powyłaczać telefony, pozamykać drzwi i okna, odgrodzić od zewnętrznego świata. Wtedy będziesz moja, tylko moja. Celebruję z rozmysłem wszystkie czynności. Przygotowuję arenę kontemplacji. Teraz już czuję, że nadszedł odpowiedni moment, że możesz zaistnieć. Ostrożnie, z namaszczeniem biorę cię do ręki. Delikatnie pozbawiam dziewictwa, przezroczystego etui, które gwarantuje, że nikt inny nie sprofanował cię swym dotykiem. Otwieram pudełko i pierwszy raz mogę spojrzeć na twe nagie ciało. Srebrzysz się delikatnie w promieniach słońca, rzucasz w oczy świetlne zajączki. Dostrzegam drobny tatuaż - "dla twojej duszy". Tak, tylko dla mojej. Nie mógłbym dzielić się kochanką z kimś innym. Pieszczotliwie ręką gładzę twój brzeg. Odwlekam w nieszkończoność chwilę spełnienia. Pozbawiam cię wreszcie ostatniej części garderoby i kładę ostrożnie w kieszeń odtwarzacza. Nakładam słuchawki. To przez nie możesz się ze mną komunikować. Przesłać całą swą zawartość zapisaną w postaci zer i jedynek. Rozluźniony wyciągam się na kanapie. Teraz twój ruch. Możesz pokazać co potrafisz. Cichy szum morza wycisza i relaksuje. Przymykam powieki. Czuję powiew słonej bryzy na czole. Przyjemnie chłodzi wprowadzając jeszcze większe rozluźnienie. Wtem do mózgu dociera nowy sygnał. Tak znajomy, tak rozpoznawalny. Czuję całym sobą co to jest. Zestrajam się z tym rytmem, rytmem serca. Powoli niknie realność pokoju, słuchawek, mojego fizycznego ego. Jestem myślą, energią dla której nie ma granic i barier. Jeszcze nie przyzwyczajony do nowej formy, wystrzeliwuję co trochę w innym kierunku. Kalejdoskop obrazów, dźwięków, przeróżnych odczuć. Zwariowana karuzela przyprawiająca o skurcz żołądka. Powoli się uczę. Obrazy trwają dłużej, jeszcze dłużej. Wreszcie pełna kontrola. Ze zdziwieniem obserwuję swoje ciało leżące pode mną. Czy naprawdę tak wyglądam? Lustrzane odbicie zupełnie nie przypomina obrazu jaki widzę w dole. A właściwie widziałem. Gdyż nagle wszystko wypełniają kolory. Czyste, wyraziste, pulsujące w rytm dzwonów dochodzących skąś do środka mojego jestectwa. Sam jestem kolorem. Każdym z osobna i wszystkimi naraz. Płynę kolorem, płynę myślą zostawiając za sobą złotą, roziskrzoną nić. Czuję? Słyszę? Jestem szumem wód płodowych tego niezwykłego przedstawienia. Barwy przenikają mnie. Każda niesie nową wiadomość, nową informację. Ach - dotrzeć tak do centrum, skąd pochodzą. Pochłonąć od razu, zachłysnąć wiedzą, jaką niosą. Lecz złota pępowina trzyma mnie w miejscu, nie daje zbliżyć do źródła prawdy. Niedosyt. Chcę więcej, chcę dużo więcej, chcę wszystko ! Rzucam się, wiruję skrząc kolorami tęczy. Nic z tego. Nagle nowy sygnał. Odległe bicie bębnów wprowadza nową wibrację. Barwy pastelowieją, blakną, znikają. Nić ciągnie mnie do tyłu. Szybciej, coraz szybciej. Drżę cały. Przyzwyczajam się na nowo do swojego ciała. Roziskrzony wzrok błądzi wolno po ścianach pokoju. Muzyka cichnie. Ostatni akord strun harfy pieczętuje przeżycia. Chwila bezruchu, zadumy, odprężenia. Zwalniasz swe obroty, zatrzymujesz bieg. Cisza, która zapadła jest tak bardzo wymowna. Nie będę jej przerywał. Do jutra. Spotkamy się znowu.
1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy