Myślałem, że najbardziej niezrozumiałą rzeczą dla mnie będzie to, co robisz, ale to, co powiedziałaś, jest jednak jeszcze gorsze. (niedokończone)

Autor: styluff
ajdowałyśmy, miałyśmy tylko jeden cel: dostać się do tego klubu.   Źle, ponownie. Bo oczywiście coś mi nie odpowiadało. To to, to tamto, to jeszcze inne to, jakby było ich zbyt mało. Wyszłam, okręciłam się o sto osiemdziesiąt stopni i weszłam do innego miejsca. W inne drzwi. Gdzie nikt nie sprawdzał dokumentów, a osoby tej samej płci nie interesowały się osobami płci przeciwnej, ale sobą. Po jaką cholerę tu jestem, zapytałam siebie. A potem coś przykuło moją uwagę. W kieszeni miałam pieniądze. Z tego, co słyszałam przy stole podczas kolacji - gdzie rozmawiałyśmy tylko w ojczystym języku, na złość kobiecie, która nas przyjęła - równowartość tego, co inne dziewczyny odłożyły na zakupy w tym wielkim sklepie odzieżowym na P. Kupiłam wczoraj rękawiczki. Odzieży wystarczy.    Wydałam pieniądze, w zamian otrzymałam coś na wzór małego plasterka, który dziewczyna z włosami jaśniejszymi przy końcówkach przykleiła mi na wystawionym języku, To był najbardziej wulgarny gest, nagrodzony najcenniejszą nagrodą - obie te świetności, pięły się na podium doświadczeń mego życia. Kiedy w końcu widzę na oczy, rozłamuję ich trzyliterowe pieczęcie, dostrzegam tylko głowę na wysokości moich kolan. Włosy ma tak śmieszne, za mam ochotę w nie zakołatać, nie mogą trzymać się w ten sposób, jeśli są prawdziwe. Lekko skręcone, jakby falą przemykające w jedną stronę czoła. Oczy spotykają moje oczy. Mam ciemniejsze, w innym kolorze, a jakbym patrzyła w lustro. Nic innego w twarzy czy ciele się nie pokrywa. Może we współczynniku świadomości.   Widzę, że ma rozpiętą koszulę, tymczasem ja nie mam koszuli. Ani nic innego poza biustonoszem. Za to rozpięte mam spodnie. Przyjmuje to niczym fakt, że oddycham. No, może z mniejszym smutkiem.   Opadam na kolana, a szklanka się trzęsie. Redukuję odległość nas dzielącą do tego stopnia, że bez problemu wyczuwam, co było w szklance, a co jest teraz w nim. Utopijnie się czuję. Jakby to była najpiękniejsza woń na świecie.    Nie przyglądam się jego twarzy. Nie chcę, bo wydawała mi się jakby poufała, familiarna. Jakbym minęła go raz czy dwa. A nie mogę teraz widzieć niczego, co wiązało mnie z tym, co jest mi bliskie, z czym miałam już kiedyś do czynienia. Czasami, żeby coś zrobić, musisz uwolnić się od znanych ci rzeczy. Znane rzeczy nie pozwalają się zdystansować. Przez nie, zamiast próbować poruszać się inaczej niż normalnie, zastanawiasz się, czy fruniesz, czy może się czołgasz.  - Co tu robisz, skoro patrzysz na mnie? - Głos obija mi się boleśnie po czaszce. Muszę wyjść na zewnątrz albo całkowicie się zamknąć. - Myślałem, że najbardziej niezrozumiałą rzeczą dla mnie będzie to, co robisz, ale to, co powiedziałaś, jest jednak jeszcze gorsze. Dociera do mnie śmieszność tego, że nie rozumie mojego pytania zadanego w ojczystym języku, a mimo to w pewien sposób na nie odpowiada. Śmieję się na głos, biorę jego szklankę do ręki i wylizuję brzegi. Odstawiam szkło lepkie od wódki za siebie i zsuwam się ze stolika na jego kolana. Chcę, żeby ktoś inny zobaczył, jakim ciężarem jestem. I sprawdzić, czy jestem nim też dla innych czy to może osobiste doświadczenie. Wsuwa palce w szlufki moich spodni, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Teraz, kiedy jestem tak blisko, nie muszę się tak koncentrować, żeby patrzeć mu w oczy, bo zajmują mi całe pole widzenia. Rzęsy ma ciemne, ładne, przypominają p

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy