Myślałem, że najbardziej niezrozumiałą rzeczą dla mnie będzie to, co robisz, ale to, co powiedziałaś, jest jednak jeszcze gorsze. (niedokończone)

Autor: styluff
azury, które okalają skórę zmarszczoną pod oczodołami. - Przyszedłem tu, żeby się dowiedzieć. Bo mam dość tego, że jestem nazywany kimś, kim nie jestem. A potem zaczynam się łapać na tym, że zachowuję się jak osoba, którą oni mówią, że jestem. Rozumiesz? Przyciskam wargi do jego tak mocno, że aż czuję nie do końca gładkie szkliwo na delikatnej powłoce dziąsła. Ale to nie boli. Nie wiem, czemu oczekiwałam, że będzie. Chciałam zrobić to, jak najmocniej się dało, mimo to, nie boli. Klej na moim języku, który rozlał się po moim organizmie, też nie bolał. Obejmuje ustami moje. Jakby chciał je udusić. Ale to też nie boli. Całe moje wyobrażenia o wszystkim, czego do tej pory nie próbowałam, są gówno warte. Miałam się zdystansować, a tak przeżywam. Źle. Zabolało. Kiedy oparłam czoło na jego, tak, ze brwi zmieszały nam się pewnie na tyle, że mój czarny włosek przyozdobi jaśniejsze jego, rzęsa - nie moja - dźga mnie w oko. Na pewno nie moja. Przecież sama nigdy nie zrobiłabym sobie krzywdy. Ocieram usta o jego policzek, bo to w końcu jego gorzka ślina spływa mi po brodzie i wargach. Patrzy na mnie jakoś dziwnie.  - Mówię im nie. A ty, mówisz coś? - Mówię sobie nie - odpowiadam po angielsku, jak Bóg przykazał. Widzę jakby zmieszanie w kącikach jego oczu - wykrzywił twarz w jakiś osobliwy sposób, bo powędrowały jakby do góry.  Dłonie mam na jego ramionach. Pod kciukami wyczuwam puls i jakby naprężone sznury. Moja głowa traci stabilność. Podnoszę się, opierając się na stoliku, a on chyba rozumie, że jestem w kropce, bo odsuwa się razem z krzesłem, żebym mogła stanąć normalnie. Zapinam spodnie.  Patrzymy na siebie dalej. Kolorowe neony tworzą mu kwiaty na policzkach. Zaraz wracam spojrzeniem do jego oczu, nie miałam patrzeć nigdzie indziej. Poprawia mi kieszeń, która wywinęła się na zewnątrz. Każdy jego dotyk jest  niczym wiatr ocierający liść o twoją skórę; to pewnie przez mróz ma takie suche dłonie. Zaczynam zastanawiać się, czy wie. Bo ja nie wiem, co jest takiego dziwnego w tym, że ktoś w życiu nie przeżył jeszcze tego czy tamtego. Nie do wszystkich okazja puka w wieku lat czternastu. Czy usta nie całują w klamkę, wcale nie przysłowiowo, a na wezwanie do drzwi. Dłonią wskazuje mi coś na ziemi. Zauważyłam ruch jego barku i to za nim podążyłam wzrokiem po ręce, do końca podwiniętego rękawa, końca palców aż po kupkę na ziemi. Moje ubrania. Przykucam, czując jak na brzuchu tłuszcz zwija się w paskudne fałdy i rowy. Obrzydliwość. Wyciągam z kieszeni swetra moje grosze. Nie pamiętam, kiedy zaczęłam je zawsze nosić przy sobie. Podchodzę do niego, siadam na kolanach, ale tym razem bokiem. To zmusza go, by znowu mnie dotknąć, a dotyka tam, gdzie bym nie chciała. Prawie wstaję, ale jego dłonie na moich bokach są zbyt silne. I nie boli, kiedy palce szorstkie jak liście czy inne pomioty drzewa uspokajają  moje równie szorstkie, niczym kora, kreski na skórze. Odpakowuje grosza i oparłszy nadgarstek na jego obojczyku, przesuwam wzdłuż linii szczeki.  Nigdy nie trzęsły mi się ręce, aż do teraz. Do momentu, w którym skończyłam, nie naruszając liściowatej powłoki okalającej kość żuchwy. Patrzymy na siebie. Milimetrowe włoski spadają na moją lewą, zaczepioną o czwarty guzik jego koszuli, dłoń. - Chcesz

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy