Niemy

Autor: tojav
NIEMY Zapadał zmierzch. Park opustoszał prawie zupełnie. Tylko gdzieś w oddali pijany człowiek kołysał się niepewnie wśród majaczących drzew. W błyszczących kałużach kąpały się pierwsze tegoroczne żołędzie. Niczym dorastające dzieci opuszczały rodzicielskie pielesze, wyślizgiwały się spod opieki dębowych liści. Stary dąb otrząsał z siebie resztki minionej ulewy. Postawny wysoki mężczyzna stąpał po asfaltowej ścieżce tak, jakby każdym krokiem próbował grunt pod nogami. To była jego pora, jego park i jego alejka. Tak przynajmniej sądził każdy, kto go tu widywał. Mężczyzna ów, stał się bowiem częścią składową niewielkiego miejskiego parku. Trudno byłoby sobie wyobrazić tę oazę zieleni bez ogromnego starego dębu, bez kilku kasztanowców o masywnej koronie i bez tego, błąkającego się tu prawie codziennie, człowieka. Kim był? Co robił? Nikt nie wiedział, kim był i co robił. Samotnie spacerujący mężczyzna nie wzbudzał już nawet zainteresowania. Nikt nie próbował z nim rozmawiać, nikt nie słyszał jego głosu. Ktoś kiedyś powiedział, że zna jego przeszłość. Tajemniczy bywalec parku w przeszłości ponoć był słuchaczem seminarium duchownego. Po dwóch, czy trzech latach teologii uległ groźnemu wypadkowi drogowemu i dłuższy czas przebywał w szpitalu. Pozbierał się fizycznie, lecz stracił mowę. Ależ, kto wie, jak było naprawdę? Od tego czasu musiało upłynąć przynajmniej trzydzieści lat. Ci, którzy stykali się z nieznajomym, nazwali go Niemym. Niemy przeważnie nie budził niczyich emocji. Tolerowany przez większość, stawał się czasem przedmiotem kpin i pośmiewiskiem niektórych. Wysoki, dobrze zbudowany mężczyzna lubił park. Siadał na jednej z ławeczek i trwał tak godzinami. Jego twarz była poważna, oczy jakby schowane gdzieś głęboko w duszy. Kilkudniowy zarost nie zmieniał swej postaci nigdy. Tak, jakby był starannie pielęgnowany w zaciszu domowej łazienki. Szerokie ramiona Niemego okrywał długi wojskowy płaszcz, zniszczony i poplamiony. Co było pod płaszczem? Trudno dociec, gdyż zapięty on był zawsze na ostatni guzik. Niezależnie od pogody, nogi mężczyzny chroniły wysokie gumowe buty. Przy wyjściu z parku trafiało się do popularnej, dobrze utrzymanej restauracji. Można tam było nieźle i tanio zjeść. Specjalnością zakładu była smażona wątróbka cielęca, podawana z ryżem i sałatkami. Potrawa ta pachniała czosnkiem i bazylią. Przyjemnie tu było spędzić kilka chwil nad talerzykiem grochówki czy flaczków. A później pięćdziesiątka żołądkowej gorzkiej, bądź kufelek piwa. Klientów nie brakowało nigdy. Obsługa i smaczne posiłki przyciągały ludzi także z odleglejszych dzielnic miasta. Do restauracji zaglądał też Niemy. Nie, nie jadł tutaj. Podchodził do oszklonej ściany lokalu i patrzył w głąb. Czasami, gdy klientów wewnątrz było mniej, zbierał się na odwagę i wchodził do środka, przekraczając zaledwie o pół kroku próg sali restauracyjnej. Omijał szatnię – nie mógłby się przecież rozstać ze swym płaszczem, który stał się cząstką jego samego. Ten niezwykły akt odwagi dziwił bywalców lokalu. Niektórych denerwował: - Czego tutaj chcesz? - Wyjdź stąd facet, bo śmierdzisz i nie mogę jeść. - Daj spokój, to Niemy, może też nie słyszy, co się będziesz na kalekę wydzierał. Niemy wykorzystywał chwilowe zamieszanie i nie zwracając uwagi na ludzi, rozglądał się po sali. Jego wzrok wędrował po ścianach, zatrzymywał się na przedmiotach, by w końcu dobrnąć do starego fortepianu stojącego w rogu. Instrument znajdował się tu od niepamiętnych czasów. Był dekoracją, tak jak reprodukcje obrazów na ścianie i suszone kwiaty na stołach. Sporo miejsca zabierało to ogromne cielsko fortepianu, lecz przyzwyczajono się do niego i trudno byłoby wyobrazić sobie to miejsce bez instrumentu. Nikt na nim nie grał, bo i po co? Muzyka dobiegała z kolumn głośnikowych; nowoczesność i wygoda uczyniła fortepian niemym. I tak oto stali bez słowa, bez dźwięku. On i on. Po chwili pozostawał tylko instrument. Człowieka wypraszano. Nie był tu potrzebny, psuł smak i poczucie piękna.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy