Nie stój! Całuj! - Walentynkowe Story

Autor: AkFa
a to wściekle różowego, na dodatek pokrytego toną cekinów.

Kobieta zignorowała go szczerząc śnieżnobiałe ząbki w szerokim uśmiechu i rzucając mu się na szyję z chichotem.

– Masz szczęście że przyszedłeś! – cmoknęła go głośno w policzek i z zadowoleniem sprawdziła, że jej nowa nie pozostawiająca śladów pomadka na serio działa.

Jacob zdusił sarkastyczną odpowiedź cisnącą mu się na usta. Wdawanie się w słowne potyczki w tym momencie było mu niepotrzebne do szczęścia. A przyznać się do faktu, że i tak nie groziło mu że wygra, było zbyt bolesnym ciosem dla jego zagrożonej w tym serduszkowym raju, męskości.

– Nie ciesz się. Nie zabawię długo.

– Przestań! – Lucy zażądała poważnym tonem, jednocześnie obrzucając jego sylwetkę szybkim, szacującym spojrzeniem. Szczupły i wysoki, jak zwykle nie zrobił nic aby podkreślić swoje atuty. Ciemne włosy rozczochrane, a policzki nieogolone. Choć w jego przypadku zawsze wyglądało jakby efekt był zamierzony i Lucy nieraz korciło aby powiedzieć bratu, że wynik był całkiem przeciwny do tego na jaki miał nadzieję. Jasno niebieskie oczy tylko dodawały mu uroku zawadiaki, swoim chłodnym spojrzeniem.

A przecież dobrze wiedziała, że taki nie był. Był wspaniałym, troskliwym bratem i zawsze mogła na niego liczyć. Tak długo był sam, że już nauczył się nie mieć nikogo. Czas aby to ona się nim zaopiekowała. – Nie mogłeś przynajmniej włożyć tej koszuli, którą ci kupiłam w prezencie? – zapytała z wyrzutem. Czarna prosta koszulka nie oddawała w pełni sprawiedliwości jego umięśnionej choć smukłej sylwetce. Jacob rzucił jej wredne spojrzenie.

– Jak sama zauważyłaś to prezent. Muszę go szanować.

– Jasne! Zwyczajnie nie chcesz aby kobiety się na ciebie rzucały! – palnęła go w ramię z mrugnięciem oka. Uważnie jednak obserwowała jego reakcję. Miała nadzieję, że jej plan zadziała. Wszystkie samotne koleżanki jej i koleżanki, koleżanek przyszły aby na niego zapolować. Phi… nawet kilku kolegów…

– Tak – Jacob skinął na kelnerką ręką po następną szklaneczkę. – Właśnie tego chcę. Aby zostawiono mnie w spokoju. Jakiekolwiek więc plany matrymonialne dla mnie miałaś, już możesz o nich zapomnieć. Nie chcę dziewczyny. A gdybym chciał, wierz mi znalazłbym sobie sam. – Przyjął drinka ze nieobecnym skinieniem głowy w stronę obsługującej go kobiety. Alkohol zaczynał go już ogrzewać od środka, ale nadal nie wystarczająco, aby zwabić go w swoje sidła harpii. Z westchnieniem spojrzał na smutną i rozczarowaną minę Lucy. – Nie chcę znaleźć sobie dziewczyny! – dodał stanowczo aby nie pozostał nawet cień wątpliwości. Lucy wyszczerzyła zęby w krwiożerczym uśmiechu.

– To znajdź sobie chłopaka!

Jacob jedyne na co mógł się zdobyć to tylko przewrócenie oczyma. To różowe coś zaczynało smakować coraz lepiej.

– Kochany, masz dwadzieścia osiem lat. Czas na ciebie. Nie robisz się coraz młodszy, a po za tym wiem, że byłeś ciekaw. – Lucy uwiesiła się na jego ramieniu patrząc na niego przymilnie.

– Nie aż tak ciekawy. – Nigdy nie powinien był ulec pokusie i wypytywać jej o jej homoseksualnych przyjaciół. Zawsze wiedział że jego ciekawość zapędzi go w kłopoty. – Sprecyzuję konkretnej aby nie było żadnych więcej wątpliwości. Nie jestem zainteresowany ŻADNYM związkiem! – dokończył stanowczo, wypijając resztę alkoholu.

Wyglądało jednak na to że będzie potrzebował znacznie więcej. Lucy chyba doszła do tego samego wniosku, bo sama machnęła na kelnerkę. Minutę później wręczała bratu kolejną szklaneczkę. Musiał się zrelaksować, inaczej nic nie wyjdzie z tego.

– To dlatego, że jeszcze nie spotkałeś właściwej osoby.  Chodź przywitać się z Mike’m. – Bez oglądania

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy