Nie stój! Całuj! - Walentynkowe Story

Autor: AkFa
rdzo.

Jacob przetarł dłonią twarz, nagle zmęczony. Z westchnieniem znów spojrzał na swojego przystojnego towarzysza. Lucy miała szczęście. Miała miłość. Idealnego partnera. Już go nie potrzebowała.

– Mike, to nie chodzi o to, że nie tęsknię. – Wzruszył ramionami, prawie nonszalancko. – Mieszkacie razem. Ty biznesmen, ona modelka. Nie macie czasu aby na dodatek niańczyć jednego sfrustrowanego inżyniera, nudnego jak flaki z olejem.

– A wiec przyznajesz, że jesteś sfrustrowany! – Lucy wyskoczyła zza jego pleców tak nagle, że niemal przyprawiła go biednego o zawał.

– Lucy!

– No co! Musisz wreszcie użyć trochę życia! Proszę cię, nie… błagam. Skorzystaj z okazji, rozejrzyj się. Może akurat ktoś wpadnie ci w oko. – Uniosła dłoń stopując wszelki protest cisnący się na usta Jacoba, zanim ten nawet zdołał skonstruować choćby jedno zdanie. – Nie mów, nie! Daj sobie szansę. W najgorszym wypadku po prostu nic z tego nie wyjdzie.

– Ale… – głowa Jacoba zaczynała lekko falować. Idealnie w rytm otaczającego go tłumu.

– Obiecaj mi chociaż że weźmiesz udział w konkursie – Lucy spojrzała na niego błagalnie, niemal brutalnie zaciskając palce na jego dłoni. Nie miał serca jej odmawiać, kiedy tak na niego patrzyła, swoimi kocio zielonymi oczyma. Najwyraźniej przechodziła kolejną fazę, bo jej kontakty zaczynały przybierać coraz bardziej niesamowite kolory. Mike stojąc za jej plecami, położył dłoń na jej ramieniu w cichym wsparciu. Nienawidził widzieć Lucy zmartwionej.

– Ok, ok – westchnął poddając się nieuniknionemu. Czemu nadal łudził się, że może z nią wygrać to nie miał pojęcia. Przecież zawsze było tak jak Lucy chciała.  – Wezmę udział w twoim szalonym konkursie, choć miło by było gdybyś mnie uprzedziła o co chodzi, a potem wracam do domu.

Piękna kobieta rozpromieniła się jak neon. Jej szeroki uśmiech wręcz przerażał Jacoba. Cokolwiek wykombinowała nie mogło to być nic dobrego.

– Super. Stój tu. Nie ruszaj się. Wypij drinka. Ja z Miki’em idę wszystko przygotować. – Mężczyzna wyglądał na równie zrezygnowanego, jak ona wyglądała na podekscytowaną. – Nie bierzemy udziału w nim, bo jesteśmy organizatorami, a na dodatek Mike będzie jurorem. – Lucy zachichotała, nic nie robiąc sobie z pochmurnej miny narzeczonego. Cmoknęła Jacoba w policzek i obróciła się na pięcie ciągnąc za sobą biedaka. – Acha i musisz poznać brata Mike, Fernando. – I poleciała.

Przez jakieś pięć cudownych minut Jacoba zabawiał się myślą o tym, że odważnie odwraca się i wychodzi przez najbliższe drzwi, przez nikogo nie zatrzymywany. Po pięciu minutach jednak, zmusił się aby wrócić do rzeczywistości. Nie mógł złamać danego słowa i nie zamierzał. Pociągając kolejny długi łyk, rozejrzał się nawet po Sali. W końcu obiecał, tak? Może faktycznie, powinien wyluzować? Może przestałby się wówczas czuć tak staro. Tak… niepotrzebnie.

Wiele było par, szybko więc ich zdymisjonował. Singli za to było znacznie więcej, choć głównie wydawało się że to były kobiety. Kilku markotnych samotników pełzało w tą i z powrotem, bez konkretnego celu, nieczęsto z miną świadczącą o tym, że chcieliby być gdziekolwiek tylko nie tu.

Sympatyzował z nimi całym sercem.

Dziewczęta, kobiety, całe śliczne, całe dostępne. Poważne i chichoczące, rzucały mu ciekawe spojrzenia. Zdawało się, że niewiele już czasu zostało, aż nazbierają odwagi aby go zaczepić.

Szkoda tylko, że każdy włosek na jego ciele stawał mu dęba na samą myśl. Nie żeby był przeciwnikiem kobiet. Miał swoją dolę randek i jednonocnych eskapad, od kiedy zaczął interesować się seksem w delikatnym wieku, lat szesnastu. Obyło mu się jednak i ponad dzies

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy