Nie stój! Całuj! - Walentynkowe Story

Autor: AkFa
ększemu mężczyźnie. Wierząc że jest bezpieczny w jego ramionach. Pożądanie jak elektryczny prąd przepłynął przez ich ciała, wprawiając ich w wibracje. Budząc głód, którego nie dało się tak zwyczajnie zaspokoić.

Uległość i ufność połączona z namiętnością jego partnera najwyraźniej wyrabiała cuda z jego libido i ego. Czuł się panem świata.

– I mamy zwycięzców! – głos Mike’a huknął tuż przy uchu Jacoba, podrywając ich obu na miejscu. Zdezorientowani mężczyźni nieprzytomnie rozejrzeli się wokół. Kiedy pochmurna twarz Mike’a z błyskawicami w oczach zbliżyła się do nich nieznajomy chciał odskoczyć jak oparzony. Jego przystojna twarz zalana czerwienią praktycznie mieniła się pomimo ciemnej karnacji. Jacob jednak nie miał zamiaru tak łatwo wypuścić swojej zdobyczy z rąk. Niemal do bólu zacisnął palce na szczupłych biodrach, zanim nieznajomy dał radę się wymknąć. Potrzebował czasu aby ogarnąć sytuację.

Ogłuszający dźwięk oklasków nie zamaskował groźnego pomruku wkurzonego wielkoluda, a nadal zasnuty mgiełką pożądania mózg Jacoba nie pomagał mu w odnalezieniu się w całej sytuacji. Jego priorytetem jednak był człowiek, który przewrócił jego świat do góry nogami, a teraz próbował się mu wymknąć.

Mężczyzna zażenowany skrył w końcu twarz w koszuli na szerokiej piersi Jacoba, kiedy stało się jasne, że nie ma najmniejszych szans na ucieczkę. To było idealne miejsce dla niego i Jacob był bardzo zadowolony z obrotu sytuacji. Szybko objął szczupłą postać i zabezpieczył kryjąc w ramionach. Niestety świat chciał się koniecznie wedrzeć między nich. Z wkurzonym Mike’m włącznie.

– Widzę, że miałeś okazję poznać mojego małego braciszka Fernando. – Mike zauważył z przekąsem, chwytając ich obu za przedramiona i rozdzielając lekko. Uzyskał może pięć centymetrów i musiał się z tym pogodzić, jeśli nie chciał robić sceny. A Jacob nie był jeszcze gotów wypuścić Fernando z ramion. Byłaby więc scena.

Jacob jęknął mentalnie, wtórując jękowi Fernanda. Ludzie jak sępy przyglądali im się z uśmieszkami na ustach i konspiracyjnymi szeptami. Większość jednak wiwatowała na ich cześć i klaskała.

No tak, wygrali.

– Moi państwo mamy zwycięzców! – Lucy podbiegła do nich wymachując entuzjastycznie dwoma kopertami z przewrotnym uśmiechem. Tylko niebezpieczny błysk w jej oku, ostrzegał jej brata przed długim i skrupulatnym przesłuchaniem, kiedy tylko całe to szaleństwo się skończy i będzie mogła zdzierać skórę z jego pleców bez świadków.

Mmm…nieeeee… jeśli tylko coś na to może poradzić.

– Proszę, panowie – zawołała z impetem jednocześnie wciskając koperty w tylne kieszenie ich spodni. Obaj aż podskoczyli wpadając na siebie, a ich nadal boleśnie obrzmiałe erekcje otarły się o siebie, odbierając im oddech. Jacob przelotnie zastanowił się czy to oznacza, że mogą z Fernando kontynuować, ale chichot zadowolonej z siebie Lucy sprawił, że na jego twarz wypłynął upokarzający rumieniec. Mike jednak najwyraźniej nie podzielał jej radości. Gdyby mógł uszkodzić Jacoba wzrokiem i upiekłoby mu się to, to ten pewnie leżałby teraz pozbawiony jąder zwijając się na parkiecie.

Brawa i gratulacje, przeplatane złośliwymi uwagami zelżały i wydawało się iż każdy powoli wraca do swojej wersji zabawy. Czyli kobiety zebrały się na środku Sali, bez żenady plotkując i wytykając palcami, a mężczyźni szturmem wzięli barek w posiadanie, kryjąc własne plotki za szklaneczkami. Tylko podekscytowanie i niezdrowy blask w oku, mówiły, że ich nonszalancja jest tylko pozorna.

Jacob z niechęcią i wbrew jakiemuś wewnętrznemu imperatywowi puścił Fernando, kiedy uścisk dłoni Mike’a stał się bolesny na jego przedramieniu. Instynkt mu podpowiadał że jego zdoby

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy