Restaurator 5

Autor: klaudiuszlabaj
moim domu. Dzwonek do drzwi. Wystraszyłem się mimo tego iż wiedziałem kto stoi na klatce. A może właśnie dlatego byłem przerażony. Spoglądałem na masywny, gruby materiał drewna, plastyku i metalu dzielący mnie od świata. Zamknięte drzwi nie wpuszczały problemów do środka. Problem tkwił również w tym, że stare problemy nie mogły wyjść na zewnątrz.

Stałem dalej jak skamieniały z słuchawką w ręce gapiąc się na klamkę. Nacisnąć czy nie nacisnąć? Miałem nadzieję, że odejdzie. Przypomniałem ją sobie jak wyglądała rano i zrobiło mi się naprawdę niedobrze wspominając jak ją potraktowałem. Jak można się bać kobiety? Czy ja jestem mężczyzną? Przecież dopiero co przegoniłem trzech wrednych drabów z mojej knajpy. A ona? Czego chciała? Kolejny dzwonek rozdarł ciszę w mojej oazie sztucznego spokoju. Wdarła się do mojego życia na dobre.

- Jesteś na mnie zły. No nie? - Marcin wciąż nasłuchiwał po drugiej stronie aparatu

- Pogadamy jutro – odparłem flegmatycznie, odłożyłem słuchawkę i zbliżyłem się do klamki, której nie spuszczałem z oczu od kiedy „ona” stanęła po drugiej stronie drzwi.

Dotknąłem chłodnego metalu. Zaraz! Co ty robisz? Wiesz co się stanie jak otworzysz? Jesteś teraz sam, ale to jest przynajmniej bezpieczne. Tutaj w własnych czterech ścianach nikt cię nie okłamie. A kłamią wszyscy. Począwszy od rodziców kłamiących, że są szczęśliwi kończąc na uśmiechniętych przyjaciołach obgadujących cię za plecami. Nawet twoja córka. Jej, wybaczysz drobne kłamstewka bo ją kochasz ponad życie. Przecież ona jest twoja a ty jej! Ale komuś obcemu, kogo zaprosisz do siebie, zaufasz, dasz schronienie, nakarmisz, pokochasz, będziesz tęsknić, śmiać się i płakać jak możesz zaufać? Znasz już ten ból, kiedy rzeczywistość znacznie odbiega od tego co sobie wyobrażasz. Osoba, której zaufałeś nie jest tym za kogo się podawała. Albo to ty byłeś oślepiony i nie widziałeś faktów widocznych dla innych ale nie dla ciebie. Nie chcę tego. Świat to morze kłamstw, lepiej niech pozostanie na zewnątrz nie chcę się utopić w myślach, kto chce mnie wydymać. Mogę się uśmiechać w pracy. Wiadomo, tutaj wszyscy udają szczęśliwych. Ale nie w domu. Nie w sercu. Tutaj nie można udawać. Niech odejdzie bo widzę same argumenty przeciw wpuszczeniu jej do środka. A jednak jeden drobny fakt zaważył o mojej decyzji przechylając szalę na drugą stronę. Czułem się okropnie samotny.

Nacisnąłem klamkę i uchyliłem lekko drzwi. Stała bardzo blisko, jakby planowała wcisnąć się przez wąską szparę tylko jak ją uchylę. Uśmiechnęła się nieśmiało kiedy zobaczyła moją zaskoczono – przerażoną twarz.

- Przeszkadzam? Pewnie jesteś zajęty. – miała głos troskliwy i wystraszony. Przyjrzałem jej się błyskawicznie od stóp do głów. Kurcze, za takimi kobietami mężczyźni obracają się nawet kiedy idą z partnerką. W oczy rzucały się obcisłe czarne dżinsy i wąska czarna kurteczka ledwie co ukrywająca obcisłą bluzkę z odważnym dekoltem. Kiedy się poruszała pobrzękiwały na jej ubraniu srebrne dodatki, które oślepiały obserwującego refleksjami światła. Włosy w nieładzie sprawiały wrażenie uciekającej dziewczyny od chłopaka, z miejsca gdzie nie powinno jej być. Zbliżyła się jeszcze bardziej. – Wpuścisz mnie? Bardzo chciałabym porozmawiać.

Chryste! Poczułem alkohol. Spojrzałem w te zmęczone, smutne ale mimo wszystko piękne oczy i nie mogłem odmówić. Uchyliłem drzwi na całą szerokość. Weszła ostrożnie, drobnymi kroczkami zupełnie jakby była bardziej wystraszona ode mnie. Dźwigała z sobą wypchaną i ciężką torbę. Robiąc ostrożne kroki nie mogła ukryć stłumionego pobrzękiwania szkła.

- Wiesz co? Wolałabym żebyś wiedział. Wypiłam wcześniej kilka piwek. Nie przeszkadza ci to?

Też mi szczerość! Albo powiedziała to, zdając sobie sprawę z mojego wyczulonego zmysłu węchu albo miała to gdzieś co sobie o tym myślę.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy