Restaurator 5

Autor: klaudiuszlabaj
iadła głębiej w kanapie. Musiałem przekroczyć granicę dobrego żartu, albo przypadkiem trafiłem w prawdę, albo ją zawiodłem, albo olała moją wypowiedź. Właśnie tego najbardziej obawiałem się w kontaktach z drugą osobą. Ciągle jakieś moje dziwne błędy w wypowiedziach, brak zrozumienia a przede wszystkim brak zaufania ze strony innych osób. Kiedy cały czas jesteś przyzwyczajony do mówienia prawdy ludzie ci niedowierzają. A jeżeli nikt nie pokłada w tobie wiary, to nie ma dla ciebie na tym świecie niczego cennego. Spojrzałem na zdjęcie córki. Gdyby nie ona, zwariowałbym.

- Dlaczego nie jesz? Nie smakuje? – spytałem kiedy wróciłem na miejsce obok Moniki – Już i tak ostygło. Zabiorę talerze do kuchni nie będą przeszkadzać.

- Nie, zostaw! Przepraszam! Nie szkodzi, że ostygło. Ja tak jem. Już kosztowałam, jest bardzo dobre! – na dowód nabrała trochę ryżu na widelec i włożyła do ust – nie będzie ci przeszkadzać jak będę tak skubać po troszku?

- Ależ skąd! Przecież nie będę ci mówić jak masz jeść. Czuj się jak u siebie.

Zadowolona usiadła po turecku, talerz chwyciła do ręki i zabrała się do jedzenia. Ta czynność tylko z pozoru przypominała odżywianie, bo włożyła do ust zaledwie kilka ziaren ryżu a gryzła je, jakby brała udział w konkursie żucia gumy. Pewnie ma dietę. Nie powinienem się dziwić, przecież mówiła mi, że nie jest głodna a ja uparłem się na zrobieniu kolacji. Niepotrzebnie się wysilała próbując coś zjeść, nic by się nie stało gdyby po prostu podziękowała i odłożyła talerz.

Mimo tego czas upływał bardzo przyjemnie. Równocześnie wybuchaliśmy śmiechem i zagłębialiśmy się w milczeniu jak tylko zmieniał się nastrój filmu. Zachwycaliśmy się w ten sam sposób mimo różnic wieku, płci, wychowaniu. Po czasie zorientowałem się, że byliśmy do siebie okropnie podobni ale nie mogłem określić w czym. Nawet się nie zorientowałem kiedy położyła się na kanapie opierając głowę na moich nogach a swoim pozwalając zwisać z oparcia. Aby głowa jej się nie osunęła i mogła wygodnie spoglądać na monitor komputera, wyprostowałem moje nogi i oparłem je o stolik. Teraz obydwoje czuliśmy się już swobodnie. Po ilu dniach znajomości? Dwóch? Trzech? Jak można się tak blisko zbliżyć w tak krótkim czasie? Dla mnie to było niezrozumiałe. Czy to tylko jej osobowość sprawiała te wrażenie lekkości jakie odczuwałem w jej towarzystwie?

- Dawid? Mogę zostać u ciebie na noc? – spytała nagle ale nie zaskoczyła mnie bo już czułem że dziś nie trafi do domu. - Zrozum, ja mam gdzie spać ale czuję się dzisiaj taka samotna. Prześpię się na kanapie i będę cicho jak mała myszka. Ale proszę, nie wyrzucaj mnie. Naprawdę nie będę ci sprawiać żadnego problemu.

- Nie. Nie będziesz spać na kanapie tylko w łóżku. Ja, prześpię się na kanapie – odparłem bardzo poważnie nie odwracając wzroku od bohatera dającego wycisk japońskiej jakuzie kijami od golfa.

- Fajnie! – była wyraźnie zadowolona – A obejrzymy jeszcze jakiś film?

Zerknąłem na zegarek. Kurcze, jak ten czas leci już w pół do pierwszej. O tej porze najpóźniej kładłem się spać ale co mi tam! Jedna nie przespana noc to nie tragedia. Zgodziłem się.

- A widziałaś „Dym”?

- Tak – już miałem zmienić propozycję ale ubiegła mnie wyprzedzając moje niewypowiedziane słowa – Ale z tobą bardzo chętnie go jeszcze raz zobaczę.

Milczeliśmy przez całą projekcję filmu, chłonąc każde słowa i gesty wyśmienitych aktorów. Łączyliśmy się w cierpieniu z obcymi ludźmi, którzy nie dość że byli po prostu postaciami na monitorze to na dodatek udawali swe emocje. Czyżby? Żaden mężczyzna nie tęskni za zmarłą kochaną żoną? Ilu chłopców na świecie chce poznać nieznanego ojca? Kto nie robi chociaż raz w życiu, czegoś wbrew logice i korzyś

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy