Niespodzianka (Malarz 12)

Autor: zielona

Zastanawialiście się kiedyś ile w naszym życiu zależy od nas samych, naszego działania, podejmowanych decyzji, a ile od… właśnie – losu? fatum? siły wyższej?. Mieliście kiedyś wrażenie, że cokolwiek byście nie zrobili, jakiekolwiek byście się nie starali to i tak w ostatniej chwili coś, ktoś przestawia szyki całkowicie? Zdarza wam się, że w chwili zupełnej rezygnacji i zwątpienia sprawy rozwiązują się same, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? Ja każdego dnia przekonuję się, że w życiu nic nie da się przewidzieć. Choćbyśmy nie wiem jak starannie poukładali sobie jutro… nie przewidzimy co się zdarzy. Czy to złośliwość kogoś kto stoi nad nami, czy też część większego planu z wyższym i nieznanym nam celem, który kiedyś, może odkryjemy. Przypadek? Zbiegi okoliczności? Ja coraz mniej wierzę w przypadki.

 Kryspin skończył obraz malowany dla parafii. Rzucił okiem. Wyszedł pierwsza klasa. Sam z siebie był dumny. Zwinął płótno i ruszył do kościoła, aby dostarczyć podarek. Szedł pieszo w związku z tym, że samochód został pod szpitalem. Musiał go jeszcze tego dnia odebrać  i miał zamiar to zrobić zaraz po zamontowaniu obrazu. Nie spodziewał się, że tu może napotkać trudności. Specjalnie wybrał porę, kiedy nie odbywały się żadne nabożeństwa, a kancelarie księży działały, więc musiał kogoś zastać. Marszowy równy krok wśród gwaru ulic rozkwitającej obficie przyrody i  przyjemnych podmuchów wiatru na twarzy działały orzeźwiająco.
W kancelarii zastał proboszcza, Adama i jeszcze dwóch duchownych. Przywitał się z uśmiechem, ale księża na jego widok zamilkli. Ani uśmiechu, ani ciepłego powitania. Chłód raczej, czy też konsternacja zastygła na twarzach.
 - Drobny prezencik dla parafii przyniosłem do wglądu. – zawiadomił malarz, ale odzewu nie było. Kamienne twarze, wymiana spojrzeń. Chyba czekali na reakcję proboszcza.
 - Co? Spóźniłem się?  Już coś macie? Ktoś mnie uprzedził?
 - Jak ja Kryspin mam wziąć od ciebie teraz obraz? – spytał proboszcz z widocznym niedowierzaniem – To co zrobiłeś nóż mi w serce wbiło. Powiem ci, że wstyd. Nie spodziewałem się.
 - Ale, że co? – spytał nasz malarz i pierwsza rzecz jaka mu przyszła na myśl to było współżycie z Joanną, mężatką, ale oni nie mogli o tym wiedzieć, bo skąd? Nie miał pojęcia o co chodzi.
 - Ty się pytasz, co? Żeby tak sprzeniewierzyć się Bogu i prawdzie dla chwilowej chwały i poklasku? Jak możesz teraz pytać o co chodzi? We wszystkich wiadomościach opowiadali o twoim dziele wystawionym w Madrycie. Ty naprawdę wierzysz w te historie o Jezusie i Marii Magdalenie? Powiedz mi, kto ci takich głupot do głowy nawbijał?.
 - Chodzi o mój obraz z Madrytu? – spytał Kryspin z pewną satysfakcją, że udało mu się ustalić powód niechęci księży, ale po chwili satysfakcję zastąpiło zakłopotanie. Nie spodziewał się, że ktoś w kraju wie o obrazie i nie był przygotowany na tego typu rozmowę. – Zaraz. Chodzi o obraz?
 - To nie jest tylko obraz chłopcze. – mówił poważnym tonem proboszcz – To jest sprzeniewierzenie się swojej wierze i kościołowi, to jest propagowanie jakichś niesprawdzonych domysłów podważających podwaliny naszego kościoła.  Tym obrazem podważasz fundamenty wiary katolickiej.
 - Nie księże proboszczu. Nie miałem zamiaru niczego podważać. To jakieś nieporozumienie.
 - Pokazywali ten obraz w telewizji drogi chłopcze i ja sam wiem co na nim widziałem.
 - No, co ksiądz widział? Kobieta i mężczyzna w czułej, intymnej sytuacji. Co więcej?
 - Kobieta i mężczyzna? No tak. Tylko symbolika dookoła nich, otoczenie, wszystko wskazują jednoznacznie kogo miałeś na myśli.
 - Symbolika i otoczenie wskazują na czasy Chrystusa, na to ile dla nas poświęcił, na cierpienie obecne w życiu, a kobieta i mężczyzna to po prostu kobieta i mężczyzna, jacyś tam, bez imienia. Jacyś, którzy przez swoją miłość zapoczątkują przyszłe pokolenia. Niech się ksiądz im przyjrzy i znajdzie jakieś podobieństwo do Jezusa, czy Marii Magdaleny. Że szaty i fryzury? Taka ponoć moda wtedy była. To ci głupcy w galerii dołożyli sobie swój podpis, żeby przyciągnąć uwagę mediów.
 - I ty chcesz mi powiedzieć, że ty jesteś niewinny i miałeś zupełnie czyste intencje?
 - Bóg mi świadkiem. Nawet, jeśli nie jestem pewien czy faktycznie nie byli małżeństwem i między nimi taka sytuacja nie miała miejsca, to na pewno nie malowałem ich na tym obrazie. To jakieś koszmarne nieporozumienie, a tutaj mam zupełnie inny obraz, który jest czysty i żadnych kontrowersyjnych skojarzeń budzić nie będzie.
 - Jeżeli to jest nieporozumienie to jako katolik powinieneś je jak najszybciej wyjaśnić i nie pozwalać, aby w taki sposób ktoś patrzył na ten obraz. Ty go namalowałeś i ty za niego odpowiadasz. Ja nie mogę zamieścić twojego obrazu w głównym ołtarzu, kiedy wszystkie media trąbią o tym, że jesteś przeniewiercą. To już chyba biskup by mnie za to wysłał gdzieś w środek Arabów. Odkręć to synu, a ja wtedy z przyjemnością umieszczę twój obraz w ołtarzu.
 - Nie chcecie to nie. Zabieram z powrotem. Na pewno znajdą się chętni do nabycia go za niemałe pieniądze. Chociaż trochę się dziwię, że samemu papieżowi nie przeszkadzało, że Michał Anioł maluje Kaplicę Sykstyńską  mając kontrowersyjne spojrzenie na wiarę katolicką, a księdzu proboszczowi przeszkadza mój jeden źle zinterpretowany obraz. A gdyby malarz był ateistą, albo Arabem to jego prace zostałyby spalone na stosie, choćby były artystycznie pierwszorzędne. Tak? Dobra. Szczęść wam Boże. Idę.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy