Nowa wersja Mały Człowiek

Autor: kenaz
; Przez ostatnie tysiąc lat człowiek rozwijał nie tylko swoją inteligencje ale także psyche. Technologia stała się dla człowieka bardziej naturalna i biologiczna. Utworzono rade mędrców i największych autorytetów zastępując politykę wspólnym zarządzaniem uwarunkowanym przez kronikę Akaszy  i prawem kosmosu. Świat Tera był pod adeptem generała wszechświata który podróżował po innych planetach i cywilizacjach federacji miast światła. Ten system polegał na pewnym wyborze który polegał na wyborze wolnej woli lub poddaniu się woli własnego wyższego ja. Jedne cywilizacje obierały kierunek wolnej woli i zostawały unicestwione bo najczęściej tak kończyły światy zarządzane przez ludzkie marności. Bylem dorosłym mężczyzną w ciele chłopca ale tak naprawdę byłem tam jeszcze dzieckiem a nawet embrionem który kołysał się w łonie matki natury. Mój język i myśli znaczyły tyle co gdakanie przez smoczek niemowlaka i tylko mogłem się uśmiechać albo płakać z przerażenia od pierwszych kontaktów  z nową rzeczywistością. Przechodząc przez bramy Universum dostąpiłem inicjacji przebudzenia i stałem się adeptem. Ter zaprowadził mnie do mojego pokoju nazywanym sypialnią bez snu. Pod powiekami mojego strachu rozgrywał się karnawał przygody jakiej nigdy jeszcze nie przeżyłem. Pomieszczenie było urządzone bardzo skromnie lecz to było tylko złudzenie , samo miejsce odzwierciedlało moje najśmielsze sny i marzenia. Z wielkiego okna mogłem podziwiać plac centrum metalurgicznego miasta światła. Na przeciw były tysiące innych takich samych okien adeptów tworząc ogromny krąg ścian z oknami obejmujących całe centrum a sam plac był przeogromny gdzie dostrzegałem ogrody , jeziora i lasy oraz mniejsze centra miast Byłem gdzieś na dziewiątym pietrze wielkiego kolosa który był zdobiony symbolami nieznanej mi dotąd architektury przeplatającej się z architekturą starych mi znanych miast.
          Na czterech horyzontach były umieszczone cztery wieże które od spodu przypominały otwory od rakiet. Cale miasto jakby się unosiło nad ziemią pod chmurą. Byłem wewnątrz św.Grala który lśnił w jaskrawym majestatycznym słońcu na dzikiej polanie. W pokoju znajdowało się urządzenie o nazwie PLEYDA. Po włączeniu go miałem wgląd w konstrukcje miasta na płaszczyźnie czterech wymiarów. To był bioprzewoznik który był powiązany z Terem. Sam Ter reprezentował moich mitycznych nauczycieli i mistrzów od początku istnienia mojej psyche. Znajdowałem się w miejscu gdzie albo mogłem dalej się rozwijać lub unicestwić swoją dusze. Największym moim odkryciem była komnata na jedenastym piętrze gdzie znajdowała się wizualizacja pewnej materii przypominającej trochę odległą galaktykę. Ten promień kształtu był ukazany tak by nie dostrzec jego istoty. Jaskrawo kryształowa i ciemnoniebieska galaktyka przedstawiała twarz samego stwórcy. To była straszliwa broń w świecie Tera , ukryta pod osłoną niezniszczalnego szkła które zatrzymywało śmiercionośne promienie twarzy Boga. Maska jego twarzy była jakby rozbita a kilka set tysięcy jej części rozproszonych w próżni. Każda z tych części stanowiło sylabę jego imienia. Brakowało tez wielu jej części które były w posiadaniu Mada i jego sług. Drobne kryształy maski Boga zdobiły ich własne twarze z promieniami dziwnej śmierci która niszczyła małe części naszych dusz. . Gdyby maska w całości dostała się w posiadanie Mada świat Tera i wszechświat stanął by w obliczu nieuchronnej zagłady.. Z Terem wróciłem do swojego pokoju na dziewiątym pietrze. Kiedy już zostałem sam na wysokości mojego pietra pojawiła się chmura z małymi piorunami a raczej ich błyskami. Chmura zbliżała się do wielkiego okna i wleciała przez poświatę przypominającą szybę okna.
         Chmura celowała prosto we mnie i trafiła w pierś otaczając m

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy