Obrazy Mistrza

Autor: Rayhell
Mistrz nigdy nie pił do lustra. Przecież nie był alkoholikiem. Nie lubił też libacji w tłumie. Kameralne spotkania w trójkę, a najlepiej to chyba w dwójkę. Szcera rozmowa w cztery oczy. Zazwyczaj ci sami ludzie. Jakis cioteczno-wujeczny dziadek w ułańskim mundurze ze zbyt dużą szablą przy boku. On był wczoraj. Porozmawiali o polityce i o tym czy dwaniej jest tak samo jak teraz czy też nie. Dyskusja zeszła jak to zwykle bywa na religie. Mistrz chciał powiedzieć o tym jak boli go brak Anioła w zyciu, ale zasnął. Kiedy indziej zapoznał się z pewną kobietą. Nie miała więcej niż trzydzieści lat. Piękne włosy i zielone oczy. Na lewym policzku miała lekko rozmazaną farbę. Zapłacił jej, a właściwie za nią, jedyne dwieście złotych. Mówiła mało. Piła tylko wódkę z lodem i sokiem cytrynowym. Dziwna i intrygująca. Po siódmej szklance popłakała się i opowiedziała Mistrzowi wszystko. O ojcu który ją bił i o matce która jej nienawidziła. O pierwszym mężczyźnie który ją zostawił i tym obecnym który nie kochał. Łzy rozpusciły farbę. Gdy kładli się do łóżka smakowała słono. Najczęściej przesiadywał w swoim mieszkaniu w najwiekszym pokoju. Tym z balkonem. W nocy miasto rzucało nikły zimny blask neonów na bladą twarz pociętą bliznami. Anastazja, bo tak jej było na imię, znała się z Mistrzem od czasów szkolnych. Kiedyś wszyscy zazdroscili im szczerej, nierozsądnej i silnej miłości. Ale... Pewnego dnia Nastia odeszła. Mistrz zawsze sobie powtarzał, że jak to zwykle mówią, wina leżała po środku. Winowajcami były ich autorytety. Ona wychowała się w piekle sztucznego małżeństwa rodziców. On całe życie cierpiał z powodu braku ojca. Nie mieli wzorców. Uczucie nie starczyło. Przynajmniej tak sobie to wszystko tłumaczył. Teraz za to często przesiadują w pokoju, tym z balkonem, wspominając dawne czasy. Spotkania te kończą się dwojako. Albo zasypiają przy otwartym oknie muskani brudnym, zimnym miejskim powietrzem, albo Mistrz rwie we wściekłości jej twarz na strzępy krzycząc jedno i to samo zdanie - Dlaczego odeszłaś bez słowa pożegnania? Potem płacze, przeprasza, przeklina. I stara się skleić zdjęcie spowrotem. Ale za każdym razem gubi jeden malutki fragment fotografii. I zastanawia się nad tym kiedy twarz zniknie. A przecież nie przypomni już jej sobie. Ostatnio dużo rozmawiał z Nazarejczykiem. Przyniósł go z licytacji. Jakiś facet umarł. Śmierć jest za darmo, a zarobić na niej można dobrze. Opowiadali mu kiedyś o nim i chyba mieli rację. Mądry człowiek. Czasem rzuci spojrzenie spod pokrwawionej korony. Przez tę krótką chwilę Mistrz nie musi się bać i tęskinic. Zazwyczaj z tego stanu wyrywa go bicie dzwonów pochodzące z kamiennego budynku ufortyfikowanego wieżą. Wtedy wraca szary świat. I widzi za oknem przemykające cienie, ubrane w beżowe płaszcze. Dlaczego oni mają takie długie kołnierze? Przecież jest ciepły maj. Powinien być. Tej niedzieli jak zykle wybrał się na targ staroci. Tam można znaleźć najciekawszych rozmówców. Chodził tam w godzinach, gdy wszyscy ludzie klęczeli w kośćiołach. On tego nie potrzebował, przecież miał Nazarejczyka na codzień. Tylko dla siebie. Gdy przechadzał się między niewielkimi straganami czuł, że tym razem nie znajdzie żadnego godnego obrazu. Mylił się. Dziewczynka na portrecie wyglądała na jakies trzynaście lat. Miała długie proste blond włosy i piękny zadarty nosek cały upstrzony piegami. Sprzedawca z zadowoleniem przeliczał dziesięciozłotówki, a mistrz nie mniej ukontentowany niósł obraz lekko go przytulając. Ludzie na ulicy jak zwykle go nie dostrzegali. W zasadzi to nie widzilei nikogo, chyba że własnie przechadzali się przy sklepowej przeszklonej witrynie. Wtedy na moment dostrzegali swoje kamiennie twarze. Ale tylko na moment. Okazało się, że blondyneczka ma na imię Aleksandra. Mistrza to urzekło, gdyż kiedyś komuś obiecał, że tak nazwie swoją córkę. Dziewczynka nie chciała dużo mówić. Położyła się w kącie ramy i zasnęła. Jej nowy właściciel wstał aby ją delikatnie okryć kocykiem. Przez przypadek z

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy