Ochy…! Achy…! Prawdziwe / udawane…?

Autor: Leila

     Wiele kobiet roztacza w sypialni misternie utkaną siateczkę iluzji, bardzo często ciągnącą się latami, aż do nieuniknionego znudzenia, wypalenia, obumarcia. Na siłę! A w licznych przypadkach niepotrzebnie chcąc podbudować ego partnera. Stawiając go na piedestale w postaci idealnego kochanka, boskiego żigolaka czy nieomylnego konesera kobiecego ciała. Bez zająknięcia odgrywają w łóżku istną pantomimę rozkoszy, ekstazy, euforii przy akompaniamencie symfonicznych dźwięków westchnięć i okrzyków, godną Oscarowej nagrody. Najnormalniej w świecie oszukują tworząc spaczony obraz satysfakcji. Pozbawiając obojga radości i przyjemności z niczym nieskrępowanego cielesnego aktu. Zmysłowego, czułego, unikatowego, najintymniejszego z połączeń, jakim mogą dzielić się dwoje kochających ludzi. Kieruje nimi nieświadomość, niewiedza, wyrafinowanie, perfidia, wygoda…

Zastanawiam się, w jakim celu Białogłowe mamią swoich mężczyzn, a przede wszystkim same siebie? Czy stwarzając te pozory naprawdę stają się szczęśliwsze, piękniejsze, lepsze, bardziej pożądane, a może jedynie pragną zamieść pod dywan głęboko zakorzenione kompleksy lub boskie niedociągnięcia…

Nie łatwiej, szczerzej i uczciwiej byłoby postawić na rozmowę? Powiedzeniu tego, co jest złe, a co dobre. Czasami ryzyko urażenia partnera może się opłacić i w przyszłości zaprocentować niezapomnianymi doznaniami. Tylko od nas zależy drogie Panie czy będziemy zaspokojone czy wręcz odwrotnie. Wybór należy do was…

 

***

Wychowałam się w pobożnej katolickiej rodzinie. W domu, w którym obowiązywały surowe, sztywne zasady. Nie było mowy o żadnej taryfie ulgowej. Czasami bywało ciężko i nieprzyjemnie, ale ja i moje rodzeństwo zgodnie dziękujemy rodzicom za tą pierwszą lekcję życia oraz przygotowanie na nieuniknione starcie z dorosłością. Aczkolwiek nie ukrywam tego, że szalenie zazdrościłam koleżankom z klasy wypadów na dyskoteki czy randek z chłopcami albo chodzenia za rękę, przytulania, pocałunków… Mama nigdy nie rozmawiała ze mną ani nie uświadamiała mnie w sprawach intymnych, relacjach damsko – męskich, seksu. Były to zakazane meandry. Tematy tabu. Gdy tylko zaczynałam robić podchody w tym kierunku ona od razu nabierała wody w usta. Przy dziewczynach wstyd mi było przyznać się do swojej niewiedzy oraz braku doświadczenia w kontaktach z płcią przeciwną, lecz uważnie chłonęłam ich opowiastki, przechwałki, podniecenie.

Dopiero na studiach poznałam swoją wielką miłość. Marek był i jest moim jedynym partnerem, przyjacielem oraz kochankiem. Dotychczas uznawałam nasze pożycie za całkiem poprawne, a niekiedy wręcz szalenie przyjemne. Mogłabym się nazwać uległą, polegającą stu procentowo na umiejętnościach Marka, a niekiedy wręcz bierną. Odpowiadał mi taki podział ról, ponieważ nie zdawałam sobie sprawy, że można inaczej, intensywniej, mocniej…

 

***

 Moja rodzinka była chyba najbardziej szalona, wyzwolona i postępowa ze wszystkich na ziemi. Rodzice zatrzymali się w czasie na epoce wiecznie żywych „ dzieci kwiatów”. Otwarci, wyluzowani, rozchichotani i wiecznie na zielonym haju. Z siostrą wychowałyśmy się praktycznie same, latałyśmy do późna samopas i na własną rękę poznawałyśmy świat. Nie znałyśmy zakazów, nakazów, obowiązków. Uczyłyśmy się na własnych błędach i wzlotach. Często kluczyłyśmy, błądziłyśmy, potykałyśmy się w ciemnościach, ale porażki tylko nas uskrzydlały. Mamę traktowałyśmy jak troszkę starszą kumpelę z paczki, a tata był siwowłosym bratem. Już na początku gimnazjum zostałyśmy „ uświadomione”, co to jest miesiączka, skąd się biorą dzieci, jakie są metody antykoncepcji… Nie wstydziłyśmy się pytać, bo poczucie skrępowania było nam obce. W tak radosnej, szczerej, pozbawionej kłamstwa, fałszu i hipokryzji, wypełnionej miłością, atmosferze cieszyłyśmy się z Agatą każdym dniem.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy