Ogródek

Autor: JuliaH

 

Nad pogrążoną w ciszy dżunglą traw zwolna wstawał świt. Mimo wczesnej pory powietrze było już bardzo ciepłe i wilgotne. Ogród powoli budził się do życia. Mucha wspięła się na wysokie źdźbło trawy, aby w ciepłych promieniach rannego słońca osuszyć skrzydełka. Przednimi kończynami zaczęła niespiesznie czyścić swoje ciałko. Rozglądała się, a jej złożone oczy tworzyły w świetle poranka delikatne błyski. Chociaż wszystko wokoło zdawało się być wilgotne, jej skrzydełka już prawie obeschły. Poruszyła nimi kilkakrotnie. Tak, były gotowe do lotu w kolejny piękny dzień. Poderwała się lekko jak gdyby właśnie do tego była stworzona. Poderwała się, by stawić czoła wiatrom i słońcu, aby uchwycić marzenie…

Jak dobrze jest poczuć przestrzeń. Jak dobrze płynąc na fali rozhukanego wiatru pachnącego ziołami, kwiatami (tak kwiatami!) i skoszoną trawą. Jak przyjemnie jest być wolnym: lecieć, pędzić, gnać do utraty tchu w kierunku wytyczonym przez radość w czystej postaci i… przypadek, by następnie nabrać sił pojąc się słodkim nektarem w samym wnętrzu kielicha jakiegoś urokliwego kwiatu. Tak, kwiaty przyciągają, kuszą, nęcą. Strojne w wielorakie barwy, tak delikatne, tak słodkie, tak nietrwałe i tak liczne, że za każdym razem można wybrać inny, wręcz proszą o przybycie. Jak dobrze mieć nad nimi tę przewagę – korzystać z ich dobrodziejstw w zmian tylko… a właściwie co? Czy to jest dla nich aż takie istotne? Zresztą, jakie to ma znaczenie…?

                Mucha oderwała się od aksamitnego płatka jednego z kwiatów. Znów wzniosła się ponad to. Czar nieograniczonej przestrzeni, nieskrepowanych możliwości zrobił swoje. Jak wspaniale zostawić to wszystko za sobą – przecież skrzydełka już dawno obeschły, nie zostało już na nich nic z porannej wilgoci. Tak, zatracić się w błękicie pogodnego nieba. Zmienić perspektywę i wymieszać ze sobą horyzonty. Zjednoczyć się ze słodkimi dźwiękami wielkiego świata. Dotykać rozkoszy, poczuć jedynie ideał istnienia. Niczym rozgrzane ziarenko piasku, wzbijane wciąż wyżej przez jaskrawe promienie słońca tańczyć, wirować w ciepłym powietrzu, a za jakiś czas znów delikatnie osiąść na jakimś drżącym płatku. A wiec dalej! Dalej, wspinać się ponad soczyste ostrza traw, ponad zgrabne główki kwiatów, kąpać się w srebrzystych promieniach słońca… do zatracenia. Tak, tak właśnie smakować rzeczywistość. Wciąż dalej, dalej i dalej…

                To była chwila. Jednak chwila nieuwagi. Pośród tylu już wręcz rutynowych momentów zapomnienia, właśnie ten jeden (dlaczego właśnie ten? Dlaczego teraz? Dlaczego tak? Przypadek? – ale dlaczego!?) miał decydujące znaczenie. Tak wysoko, bo aż pomiędzy drobnymi gałązkami ozdobnego drzewka, tak subtelnie utkana, tak delikatna, że drżała przy każdym, nawet najlżejszym podmuchu ciepłego wiatru, rozpięta została pajęczyna. Kilka kropel rosy drżało pośród lepkich nici niczym klejnoty wplecione gdzieniegdzie w miękkie włosy jakiejś dostojnej pani.  Elastyczne włókna skutecznie krępowały każdy ruch muchy która pragnąć uwolnić  z sieci plątała się w nią coraz bardziej. Świadomość uwikłania była straszna. Mucha wiedziała, że gdzieś tam nieuchronne przeznaczenie czeka aż ona osłabnie, aż straci siły, aż jej rozhuśtane jestestwo drgnie po raz ostatni, by zamrzeć tak jak zamarły wszystkie te pogardzane istoty. Ta świadomość sprawiała fizyczny ból. A może… a może los nie będzie nawet taki łaskawy? Może jej godzina nadejdzie wcześniej? Może przemocą zmuszą ją do uległości, do podporządkowania się zasadom wprawdzie ustalonym już od wieków, a przecież tak bardzo jej obcym, tak bardzo ją krzywdzącym... Może wypiją z niej soki życia zanim jeszcze zdąży się na to chociaż odrobinę przygotować…!

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy