OGRODNICZKA .Sek(scesy) Gramy. Od 18 lat

Autor: kkodik

Ogrodniczka rozłożyła planszę

- a jaką kosteczkę wybieramy? – zapytała Kandydata

- niebieską – odrzekł podniecony Kniaź

To już było szaleństwo połączone z wyuzdaniem kolorystycznym. Czerwony pioneczek i ta niebieska kosteczka .

Ten kolor był wręcz nieprzyzwoitym ,erotycznym wyuzdaniem   , który  dla Ogrodniczki stanowił dominantę natury Królewicza. Czerwień jego ust , i niebieskość jego oczu , jak błękit wiosennego nieba nad polami ogórków.

- Niebieskie niebo na de mną , a Kniaziulek ze mną. – z parafrazowała Immanuela K.  – mówiąc na głos .

- Że co? – zapytał Kniaź

- Oj nic, nic – Ty błyskotliwy niebieski Paniczu – ha, ha , ha , hi , hi , hi, - oboje zaśmiali się , aż echo rozniosło się po komnatach , a mały stonek w słoiczku wybałuszył uszka i zawył swym godowym śpiewem także po niebiesku – trili , lili , chrum, chrum, chrum .

- a , o co , chodzi w tej grze ?- zapytał dojrzały Panicz .

- w zasadzie by wygrać – odpowiedziała Panna. – ale dziś nie zwycięzca się liczy , a cudny wieczór mój Królewiczu Rumakowy . Ileż było w tym stwierdzeniu  uczucia, ciepła, radości i namiętności.

 

Chipsy zadziałały na Ogrodniczkę jak kilka litrów soku marchwiowego z delikatną nutą makówki ,  a na Królewicza jak super dopalacz połączony z zapachem świeżo ściętej w poprzek sosny z wyciekającą żywicą w zakładzie stolarskim  , który powodował ,że stawało mu wszystko , nawet włosy dęba i oczy na żyłkach wychodząc z swoich czaszkowych pod zatokowych wgłębięń

- Kto wyrzuci większą liczbę oczek ten musi dostać buziaka – stwierdziła Panna.

Kniaziowi tylko w to graj.

- jesteś Ogrodniczko . no, no. – super laska , taka lachówka ,że hej ,hej  – stwierdził Kniaź i zaakcentował swoi przerywnikiem myślowym -  No –

Nie istotne stało się już to ,że w taki sposób skośny  Chińczyk dostanie prostaty oczu z powodu profanacji gry, ale teraz  liczyło się zupełnie coś innego.

Kniaź rzucał , Ogrodniczka rzucała i  każdy był wygrany. Buziaki szły po całości . na początku skromne bez penetracyjne i bez ślinotokowe  , ale po krótkiej wymianie kilku rzutów , Ogrodniczka pojechała po bandzie i już bez krępachy  z wzajemnością badała strukturę kubeczków smakowych kandydata wraz z ich rozmieszczeniem, a także wydolność ślinianek. Pierwotna natura otaczająca ich na zewnątrz poprzez swój zapach i odgłosy poszumu pietruszynkowych naci dochodzących z za okien  , nie zmąconych  przemysłem i infrastrukturą dodawała im obojgu pewności ekologicznej i wzbogacała doznania.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy