Ojczyzna. Odsłona kolejna

Autor: LKZelewski

OJCZYZNA. ODSŁONA KOLEJNA

autor: LKZelewski

 

Pan Stefan szedł z trudem po chodniku. Bolała go noga i musiał wspierać się na drewnianej lasce. Była to pamiątka, jeszcze po postrzale, kiedy to peerelowska milicja polowała na leśnych. Pan Stefan dostał wtedy niski wyrok, który jeszcze skrócono. Oskarżony tylko o dostarczanie ukrywającym się żołnierzom AK, ostatecznie opuścił więzienie już po roku.

Powoli wszedł na schodki prowadzące na posterunek Policji. Postrzał postrzałem, ale i podeszły wiek zrobił swoje. Kiedy z przodu ma się prawie 8, to człowiek nie ma już wiele siły. Nie był zaskoczony, że i w tym budynku państwowym nie ma podjazdu dla wózków, po którym wszedłby łatwiej. Przyzwyczaił się.

- Dzień dobry – powiedział do oficera dyżurnego i wyjął z kieszeni małą kartkę. – Miałem się tu zgłosić.

 

Trzy tygodnie wcześniej…

 

Bartek zataczał się po pustej drodze. Był wieczór, wokół panowała cisza. Zapiął kurtkę pod samą szyję, bo siostra zawsze powtarzała mu, żeby tak robił po wódce. Po chuj?, pomyślał. Przecież jest mi ciepło. Przystanął. Pogrzebał w kieszeniach kurtki. Chyba gdzieś miał rękawiczki. Zachwiał się, ale nadal dzielnie przeszukiwał kieszenie kurtki. Przecież był już dorosły. Więcej! Właśnie wypili z kumplem z okazji dwudziestych urodzin Bartka.

- A… jebał to pies. – Nie ma to nie ma, pomyślał i ruszył w dalszą drogę.

W słabym świetle stojących w dużej odległości latarń zauważył nadchodzącego z przeciwka jakiegoś gościa. Dziwny jakiś taki, ale…

- Jebał cię pies – mruknął Bartek. Odbiło mu się. Szedł dalej. Zerknął w bok w poszukiwaniu jakichś krzaków, bo lać mu się zachciało. Nie ma krzaków? To jebał was pies, na chodnik będę lał.

- Co jest, kurwa? – warknął, gdy idący z przeciwka…

 

Dwa miesiące później… Fragment programu emitowanego w ogólnopolskiej telewizji, poświęconego sprawie Stefana O.

 

- Pani brat skatował starszą osobę – stwierdził znajdujący się poza kadrem dziennikarz.

- A co pan by zrobił? – odpowiedziała Justyna, siostra Kuby. – Szedł spokojnie od kolegi i jakiś facet dziabnął go nożem. No to musiał się bronić, nie?

 

Półtora miesiąca przed emisją programu poświęconego sprawie Stefana O….

 

Pan Stefan wyszedł z budynku w którym mieścił się jakiś ośrodek psychiatryczny. Twarz nadal miał spuchniętą, ale wyglądał wyraźnie lepiej. Szczęśliwie okazało się, że nie nabawił się żadnej poważnej choroby, jak początkowo podejrzewali lekarze, kiedy nieprzytomny przeleżał z pół godziny na asfalcie.

Gorzej, bo po tym jak dźgnął tego Kubę nożem, prokuratura nie dość, że zastosowała dozór policyjny, więc dwa razy w tygodniu musiał chodzić na policję, to jeszcze musiał poddać się badaniom psychiatrycznym. Powiedzieli, że może stanowić zagrożenie dla otoczenia. Pan Stefan po raz pierwszy od dawna poczuł tak silne uczucie nienawiści.

 

Fragment programu emitowanego w ogólnopolskiej telewizji, poświęconego sprawie Stefana O. Ciąg dalszy rozmowy z Justyną I.

 

- No to sam pan widzi, że czepiają się mojego brata, bo kiedyś tam jechał samochodem po piwie. – Twarz Justyny O. była rozmazana, ponieważ życzyła sobie anonimowości.

- A jak wyjaśni pani fakt – drążył dziennikarz – że w kieszeni pani brata znaleziono portfel Stefana O.?

(…)

- Pani prokurator – padło pytanie dziennikarza spoza kadru – dlaczego wobec Stefana O. zastosowano takie drastyczne środki?

- Drastyczne? – Prokurator Irena Kowalska wyglądała na oburzoną. – Stefan O. zadał Jakubowi I. kilka ciosów nożem. W związku z tym musimy mieć pewność, że nie stanowi zagrożenia dla społeczeństwa. I dlatego właśnie zastosowaliśmy dozór policyjny i badania psychiatryczne.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy