Okna 2

Autor: renua

 

 

Jadąc windą na ostatnie piętro, Tomasz niecierpliwymi palcami błądził po sukni szukając zapięcia, całując namiętnie usta ukochanej.

- Marta, litości, gdzie się to odpina?

Marta zagruchała rozbawiona. - Cierpliwości kochanie wytrzymałeś pięć lat to wytrzymasz jeszcze pięć minut. Ajj, nie łaskotaj mnie. Wysiadamy dziesiąte.

Obłapiając się i chichocząc dotarli do właściwych drzwi. Tomasz wyjął klucze i nie bez trudu otworzył drzwi mieszkania przyjaciela będącego za granicą. Zapalił światło.

- Zgaś, ja zapalę – powiedziała Marta i podeszła do witrażowej lampki stojącej na stoliku w pobliżu okna. Po wciśnięciu włącznika ciepłe światło rozlało się dyskretnie. Marta stanęła w pewnej odległości tak, że lizało ono zarysy jej sylwetki.

Tomasz w tym czasie usadowił się w szerokim małżeńskim łożu, ukrytym w mroku pomieszczenia i patrzył zachwycony urodą swojej świeżo upieczonej żony. - Mój ty cudowny rudzielcu - szepnął.

Marta roześmiała się zmysłowo. Tak, była ruda, tycjanowski kolor włosów który obrzydził jej dzieciństwo, był teraz największym jej atutem. Zaczęła po kolei wyjmować spinki mocujące kunsztowną fryzurę. Rude fale jedna po drugiej poczęły spływać na twarz i kark. Jej pełne ciepła, brązowe oczy okolone ochrowymi brwiami spoglądały z miłością na męża. Daj Boże, żeby świat pełen był takich rudzielców. Uradowane wolnością loki odrzuciła do tyłu i jednym ruchem odpięła gorsetową suknię. W miejscu zapięcia na lewym boku ukazała się listwa wykropkowana punkcikami z których każdy był integralnym zapięciem typu ,, rzep” .

- Technika – w życiu bym tego nie znalazł – roześmiał się Tomasz. Ale zaraz umilkł gdyż Marta poczęła powoli zsuwać suknię i po chwili stała naga. Jej mlecznoalabastrowe ciało, ubarwione cieplejszymi tonami w miejscach gdzie muskało je światło witrażowej lampki, w bezruchu sprawiało wrażenie posągu. Nagle, jak gdyby zdając sobie sprawę ze swej nagości, błyskawicznie odwróciła się w stronę okna, szybkim ruchem zaciągając roletę. Kilkoma susami znalazła się obok Tomasza ukryta w mroku pokoju, po chwili zniknąła w jego objęciach.

Tomasz i Marta znali się od czasów kiedy on stał się właśnie dumnym posiadaczem dowodu osobistego a ona była trzpiotowatą nastolatką, Wiewiórą jak zwykli o niej mówić znajomi. Przeszli wszystkie fazy znajomości począwszy od koleżeństwa, poprzez przyjaźń, do szalonej miłości zwieńczonej ślubem, a moralność podyktowana zasadami wyznawanej wiary spowodowała, że ze swą cielesnością tak blisko zetknęli pierwszy raz.Tak, to była ich prawdziwa noc poślubna.

Wbrew oczywistemu mniemaniu dwa pośpiesznie bijące serca nie były jednak jedynymi uczestnikami tej sceny.

 

Jarek rozluźnil zbielałe z wysiłku kłykcie dłoni wspartej na kuli i z westchnieniem, opadł ciężko na fotel. Pare minut wcześniej, zaskoczony zapaleniem się światła na dziesiątym piętrze, na przeciwko, pochylił się nad swoim teleskopem, szybko ustawiając ostrość.To mieszkanie zawsze było zaciemnione, bez śladów życia, pustostan. A teraz zobaczył w oknie kobietę. Patrzył zafascynowany na jej piękne kształty w aureoli rudych włosów z narastającym niepokojem, przeradzającym się w pulsujące wewnątrz głowy przerażenie. Kiełkowało w nim przekonanie, utwierdzane z każdym rudym pasemkiem rozsypujących się włosów, że ta dziewczyna, ta ruda dziewczyna rozbierająca się dla jakiegoś meżczyzny to jego dama z pieskiem. Sam nie wiedział skąd w nim takie emocje, przecież był człowiekiem racjonalnym, stoicko spokojnym i rozsądnym. Gdyby to nawet była ona, to cóż mu do tego. Ale skąd te emocje? Dlaczego? I nagle dziewczyna odwróciła się by zaciągnąć roletę...

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy