okruch...

Autor: czador

...gdy palę twoje papierosy wypalam w sobie ciebie. Gryzący dym otula szczelnie moje ciało, zachłannie bierze je w objęcia, przenika przez ubranie, wgryza się boleśnie w każdą jego cząstkę. Nie pozwala zapomnieć uczucia, które obudziło mnie ze snu, które przyniosło ból o słodkim smaku dojrzałych pomarańczy, lecz z nutą goryczy, pojawiającej się na koniec każdej, nieproszonej uczty.

Pokochałam cię. Miłością dwubiegunową. Gorącym południem i zimną północą. Miłością przyjaciółki i miłością kochanki. Kochanki namiętnej, poddającej się chwili, w której rozsądek depta się butem jak niedopałek.

...gdy palę twoje papierosy kłębek żalu wypełnia me serce, bo tracę wszystko. Już nie będziesz mym przyjacielem. Rzuciłam to jednej nocy w przepaść twych ramion krusząc skorupę braku uczuć. W miłości tej nie ma miejsca na zazdrość i egoizm, nieszczerość i nietolerancję. Jest bezgranicznie i boleśnie świadoma rzeczywistości. Los nie jest naszym sprzymierzeńcem. Nie śnie snów o wspólnej przyszłości mimo poczucia utraty szansy na związek doskonały.

Czy będziesz kiedyś tego świadomy, że omiatając wzrokiem innych mężczyzn okruchem w mym oku będziesz zawsze ty...?

 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy