Opowieść Ariany II

Autor: Divide

- Nie mogę ci niczego zabronić, pani komendant. – mężczyzna wzruszył ramionami. – Gdybyś jednak zmieniła zdanie, przez najbliższe trzy dni możesz mnie znaleźć w Heron. Jest to niewielka osada, na wschód od świątyni Jedynego. – rzekł, po czym wspiął się na wierzchowca i odjechał.

Ariana opuściła czym prędzej trakt, przecięła pola i łąki, aż dotarła do ruin. Wysoko wznoszący się księżyc rzucał bladą, srebrzystą poświatę na miejsce walki. Przedzierała się przez gruzowisko, szukając ciała króla, a także jakiegoś ekwipunku. Podczas potyczki z poczwarcem straciła całą broń, a na dodatek skórznia była w strzępach. Przemierzając nie tak dawno temu stojąca tu korytarze i komnaty, dotarła do zbrojowni Strażników Świątynnych. Niewiele zdołało przetrwać zawalenie sklepienia, lecz zauważyła leżącego w kącie, połamanego manekina przyodzianego w kolczugę. Prosta ochrona, ale powinna wystarczyć. Gdy pochyliła się ku kukle, coś przykuło jej uwagę. Obróciła głowę w prawo. Do kolumny wspierającej resztki łuków przybity był orkowy zwiadowca. Spalone zwłoki nadziano na włócznię i rozrywano ciało orka, dopóki ten nie padł w męczarniach. Niewątpliwie robota Strażnika. Połączenie magii i oręża. Zostawiając trupa w spokoju, odnalazła krótki, wyszczerbiony miecz, po czym poszła dalej, w kierunku katakumb. Schodząc po stromych, wąskich stopniach, przytrzymywała się ściany. Mimo ubytków w sklepieniu, wciąż było tu ciemno. Kiedy dotarła do ostatniej komnaty, nie znalazła tam tego, czego się spodziewała. Ciało króla zniknęło, zaś dwójka młodych rekrutów spoczywała na prowizorycznych podwyższeniach, leżąc na wznak, z rękoma złożonymi jak do modlitwy. Gdy podeszła bliżej, poczuła swąd gnijących zwłok. Musieli leżeć tu od dobrych kilku godzin, zaś moc Arakash oddziaływała o wiele szybciej, niż można się było tego spodziewać . Tak więc Anders był magiem, do tego potężnym. Żadne zioła nie byłyby w stanie uleczyć jej w takim tempie. Nieopodal leżeli kolejni martwi orkowie. Zatem i król musiał walczyć o życie? – pomyślała. Mimo tego, że próbowała go uratować, proponując ucieczkę, on wrócił. Nie zostawił jej, jak większość ludzi. Ponieważ nie znalazła już niczego, po za kolejnymi trupami, opuściła świątynię, przez niewielkie, ocalałe okienko. Na zewnątrz, pośród poległych Strażników, klęczał jeden z nich. Ciemnoskóry mężczyzna, z tatuażem pokrywającym prawą część twarzy, odziany w solidnej roboty kirys i togę zakonną pochylał się nad ciałem władcy.

- Niech Stwórca będzie z tobą, werbowniczko. – rzekł, nie odwracając się do niej.

Podeszła cicho, omijając poległych i przykucnęła obok mężczyzny. Niewątpliwie musiał użyć magii. Nie było sposobu, aby odgadł kto idzie, nawet się nie oglądając.

- Zasłużył na stosowny pochówek. – szepnęła.

- I go otrzyma. Claudius był zacnym władcą, długo nie ujrzymy podobnego do niego.

Podniósł się powoli, wydarł z ziemi ciężki miecz dwuręczny i przerzucił go na plecy, jakby był dziecięcą zabawką.

- Pomóż mi jedna zebrać w jedno miejsce ciała mych towarzyszy. Później zabierzemy się za pogrzeb. – dodał ciemnoskóry.

Gdy tylko ostatni ze Strażników wylądował na stosie trupów, mężczyzna stanął w pewnej odległości i przyglądał się chwile w milczeniu. Po chwili spuścił głowę i rzekł z cicha.

- Dzieleni walczyliście, bracia moi. Wielu wrogów Jedynego padło od waszych ostrzy. Idźcie przed siebie bez lęku, służyć Panu naszemu, albowiem nie przynieśliście ani jemu, ani sobie samym wstydu. Podążajcie w chwale godnej bohaterów ku Stwórcy i wiedzcie, że wasze poświęcenie, nie będzie zapomniane…. Poczyńcie ostatnią posługę.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy