Opowieść-Rozdział siódmy

Autor: Robert-Altamiro

Rozdział siódmy


Z każdą sekundą wiatr przybierał na sile! W mieszkaniach trzaskały okna, drzwi. Wicher zrywał balkonowe ozdoby, przewracał donice z kwiatami. Na trawnikach drzewa „kłaniały” mu się do samej ziemi. Ludzie z trudem robili kroki naprzód! Tracili wyrywane z rąk parasolki! Powyginane w różne kształty z niezwykłą prędkością leciały w powietrzu, „zatrzymując się” na przystankach, słupach, krzewach! Mając blisko do domu Pierr zdążył przed wichurą.
„Co się dzieje?”- pomyślał wchodząc do bramy.
Utrzymując się ledwo na nogach Nicole schroniła się w pobliskim sklepiku. Przez okno wystawowe obserwowała fascynujący, zapierający dech w piersiach a zarazem groźny spektakl. Przerażającą potęgę! Nieokiełznaną moc natury!:
Za dnia nastąpiła czarna noc! Ciemność jakiej ludzie od dawna nie widzieli. Na miasto z niespotykanym szumem spadła ściana deszczu! Chodnikami, ulicami popłynęły wartkie strumienie! Wraz z ulewą przyszły rydwany ognia!
Nie zważając na złe warunki na drogach i rozpętującą się nawałnicę Pierr wsiadł do samochodu i ruszył do szpitala. Nie mógł opuścić pacjentów.
Niebo otwierało się jakby chciało wszystko i wszystkich pochłonąć! Pełne dzikiej furii płonęło! Wściekłe oblicze zmieniało ubarwienie od granatu poprzez żółć aż do krwistości! Rozsyłając w pionie i poziomie czerwone błyskawice obniżało się! Jakby chciało spaść na ludzkie głowy!
-Duszno mi...mamo-powiedziała znajdująca się w sklepiku dziewczynka.
Matka sięgnęła do torby która w tym momencie wyleciała jej z rąk. Kobieta wpadła w panikę:
-Jezu Chryste co ja teraz zrobię?!
-Co się stało?- spytała Nicole widząc jej roztrzęsienie i strach w oczach.
-Nie mam lekarstwa dla mojej córeczki. Nie wzięłam go ze sobą . Poszliśmy na spacer i... O mój Boże! Co teraz będzie?! Ona ma  astmę musi je mieć. Gdzie miałam głowę?!
Młoda mama chodziła w kółko. Wykonując nerwowe ruchy:
-Jeśli Grace go nie zażyje... Kochanie postaraj się głęboko oddychać.
-Co z niej za matka- odezwała się któraś  z osób  w sklepie.
-Proszę pani takie jak one nie umieją zająć się sobą a co dopiero dzieckiem.
-Święte słowa, myślą tylko o sobie.
-Matka od siedmiu boleści.
-Przymknijcie się!- krzyknęła dziewczyna. Kocham córeczkę ponad wszystko!
-Słyszała pani?- z oburzeniem.
-To nie do pomyślenia. Wrzeszczy na nas, porządne obywatelki.
-Wstydźcie się- nie wytrzymawszy Nicole!
-Następna pyskata.
-Tyle w was przyzwoitości jak u diabła świętości.
-Co?
-Zamiast osądzać z zrozpaczoną matkę lepiej pomóżcie biednej kobiecie.
-My?
-To jej dziecko.
-W takim razie zamknijcie kłapaczki obłudne hipokrytki.
Jakby na potwierdzenie tych słów rozległ się grzmot.
-Coś takiego!
-Tak się do nas odzywać.
-Głupie świętoszki.
-Co proszę?!
-Słucham?!
-Dobrze słyszałyście. Proszę się cieszyć że jestem dobrze wychowany i nie wyrzucę was ze sklepu-powiedział do zakłamanych egoistek właściciel sklepu. Nie słuchając jego rozmowy z bigotkami Nicole zwróciła się do roztrzęsionej mamy:
-Jakie lekarstwo jest potrzebne pani córeczce?
-Bierze Atrovent n.
-Za parę minut wrócę.
-Co pani chce zrobić
-Nie daleko stąd jest apteka.
-Nie dadzą go bez recepty.
-O to proszę się nie martwić.
Matka nic nie powiedziawszy z niedowierzaniem popatrzyła na dziewczynę. Przy drzwiach zatrzymał ją  głos sklepikarza:
-Gdzie pani idzie
-Przynieść lek.
-Czy pani oszalała? W taką pogodę? To niebezpieczne!
-Zdrowie małej Grace jest ważniejsze.
Po tych słowach zamknęły się za nią drzwi. Zmagając się z żywiołem kierowała się w stronę Rue Petrelle. Ulewny deszcz zalewał jej oczy. Potężna wichura cofała do tyłu, tak jakby chciała ją

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy