Opowieści z Przeklętej Doliny: Język Plonów - część VI

Autor: KonradStaszewski

 

* * *

 

- To wszystko co wiem o tej rewolucji.
- Czyli jest was więcej? – upewniła się Nikki.
- Tak, tylko, że ja jestem najbardziej udanym dzieckiem eksperymentu.
- Czy John wie z czym ma do czynienia?
- Raczej nie. Mieszkańcy jeziora niewiele wiedzą o tej rewolucji.
- Muszę tam pojechać.
- Pojedziemy tam razem – Mary wstała i zdjęła z półek jeszcze kilka książek. – Mapy też nam się przydadzą.
- A kto zajmie się Klasztorem w czasie twojej nieobecności?
- Starsza Przełożona Zakonu.
- Dobrze. Daj mi godzinę na spakowanie się i wydanie służbie dyspozycji. Pojedziemy powozem.
Nikki nie czekając na odpowiedź wybiegła z plebanii.

- A może ty coś zauważyłeś albo Aaron wspomniał ci o czymś, o czym teraz zapomniał? - detektyw zapytał Stevena.
- Nie.
- Z tego co zrozumiałem to jesteś jego najlepszym przyjacielem a przyjaciele wszystko sobie mówią.
- To prawda ale niczego nie pamiętam.
- To powiedzcie mi jeszcze jedno. W domu Aarona znajdują się ciała ofiar „naszego” mordercy; nie jednej ofiary czy dwóch ale więcej. Czy domyślacie się jak się tam znalazły albo kim mogą być zamordowani?
- Nie – odpowiedział Aaron.
Hrabia spojrzał pytająco na Stevena ale chłopiec odpowiedział tak samo. Sean tylko przecząco pokiwał głową. Mothman zamknął notes, schował przybory do pisania i wstał bez słowa.
- I co dalej? – zapytał starszy Mclean.
- To będzie zależało od waszej dalszej współpracy i waszych dobrych chęci. Jeśli mój przyjaciel niczego się nie dowie po przeprowadzeniu sekcji zwłok a wy nie zaczniecie ze mną współpracować to będę zmuszony zamknąć to dochodzenie.
- Powiedzieliśmy już wszystko.
- Czas pokaże – hrabia uśmiechnął się tajemniczo i wyszedł z domu Mcleanów.

- Pierre!
- Przyjdź do pokoju! – odkrzyknął Poitos. – Pośpiesz się!
Mothman zrzucił płaszcz na podłogę. Chirurg trzymał mocno Agnes za ręce. Kobieta majaczyła i bezskutecznie próbowała wyrwać się z jego mocnego uścisku.
- Ile to już trwa?
Detektyw usiadł na łóżku i głaskał żonę po czole.
- Kilka godzin. Ma bardzo wysoką gorączkę. Dowiedziałeś się czegoś?
- Niedużo. Przejrzyj mój notatnik. Jest w kieszeni płaszcza w przedpokoju.
- Dobrze.
Lekarz wyszedł i po chwili wrócił z mocno zatroskaną miną.
- I co zamierzasz?
- Nie wiem. Jeśli nie dowiem się niczego nowego to będę musiał zostawić tę sprawę nierozwiązaną.
- To do ciebie nie podobne.
Hrabia uśmiechnął się słabo. Dopiero po chwili zauważył, że Pierre jest ubrany do wyjścia.
- Bądź przy niej. Jesteś jej potrzebny. Niedługo wrócę. Może się czegoś dowiemy. Czas działa na naszą niekorzyść. Chirurg odwrócił się i wyszedł z pokoju. Chwilę później Mothman usłyszał odgłos podnoszonej torby i zamykanych drzwi zewnętrznych.

Bez trudu odnalazł dom Aarona. Wskazówki detektywa okazały się bardzo pomocne. Rozejrzał się dookoła aby upewnić się, że nikt za nim nie idzie. Drzwi były otwarte więc wszedł do środka i od razu znalazł pokój, który był miejscem zbrodni. Mothman powiedział mu, że znalazł kilka ciał ale chirurg znalazł w pomieszczeniu tylko jedno ciało. Wokół niego natomiast dostrzegł na podłodze liczne smugi krwi. Podszedł do ofiary, wyjął z torby rękawiczki i odwrócił ciało na plecy. Z obrzydzeniem cofnął się o kilka kroków i zatkał dłonią usta i nos, żeby powstrzymać odruch wymiotny. Dopiero po chwili przemógł się i ponownie pochylił nad ciałem. Z pokiereszowanej i zakrwawionej twarzy nie mógł odczytać wieku ale po reszcie ciała zorientował się, że ma do czynienia z dość młodym mężczyzną. W miejscu jego lewej piersi była wielka, poszarpana rana. Chirurg wyjął skalpel i szczypce.

- Może cię podwieźć?
Poitos zatrzymał się w miejscu i niedowierzając własnym uszom odwrócił się w stronę źródła głosu. W powozie siedziała Mary Mothman. Nikki nie czekała aż powóz zatrzyma się całkowicie. W biegu zeskoczyła z zydla i rzuciła się narzeczonemu w ramiona.
- Przyjeżdżacie w samą porę - głos chirurga załamywał się ze wzruszenia.
- Czemu?
- Agnes lada chwila będzie rodzić a John uparł się, żeby dokończyć sprawę. Muszę mu pomóc.
- W takim razie nie traćmy już ani chwili - Mary powiedziała chłodno i wymownie spojrzała na zakochanych. - Nie macie pojęcia z czym macie do czynienia.
Nikki i Pierre wskoczyli do powozu.

Sean odczekał aż chirurg wyjdzie z domu chłopca. Bał się przekroczyć próg miejsca zbrodni ale przyciągało go ono w jakiś specyficzny sposób. Jakiś głos w głowie ostrzegał go ale serce było silniejsze od rozumu. Przed wyjściem Aaron i Steve próbowali nakłonić go do zmiany decyzji ale zignorował ich argumenty. Nie bał się swojej śmierci jeśli tylko ona mogłaby uratować życie chłopców.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy