Opowieści z Przeklętej Doliny: Ucięta Mowa - część V

Autor: KonradStaszewski
z inicjałami detektywa. - Kazał posprzątać gabinet. Może ktoś nas uprzedził ale nie sądzę, żeby znalazł rękopis albo zdjęcie, ojcze. Może wejdziemy i sami poszukamy? - Zapytał młodszy z mężczyzn. Pozostali spojrzeli wyczekująco na Gvidona. - Nie mamy na to czasu Samuelu. Musimy go znaleźć zanim wyjedzie do doliny. Mam dziwne przeczucie, że ktoś mu pomaga. Zbiegli po schodach na parter i, nie zatrzymując się nawet przy strażniku, wybiegli z budynku. Furman czekał tam, gdzie go zostawili. - Ruszaj! - Rzucił ostro Gvidon wskakując do furmanki jako ostatni. - Jedziemy do jego posiadłości? - Stukot kopyt prawie zagłuszył pytanie. - Nie. Złapiemy go na nabrzeżu. Furman zrozumiał, że ma się kierować do portu. Pierwszą myślą, jaka teraz krążyła mu po głowie było jak najszybciej spakować bagaże i odnaleźć Cagliostra. Nic nie zwróciło jego uwagi - ani uchylona furtka na podwórzu, ani ślady błota zostawione na klatce i schodach - a może nie chciał ich widzieć. Myślał tylko co powinien spakować. Wbiegł po schodach, przeskakując po dwa, trzy stopnie i stanął zaskoczony przed swoim gabinetem, nie mogąc złapać oddechu ani wykrztusić z siebie ani jednego słowa. Jego wzrok wędrował z jednej zapakowanej i zamkniętej szczelnie skórzanej walizki, na której widniały wyszyte inicjały J.M. na drugą z inicjałami N.M. Pomiędzy nimi widział parę wypolerowanych butów. Ich właściciel stał wparty o grawerowaną laskę ze złotą rączką i uśmiechał się najwyraźniej zadowolony i dumny z siebie. Detektyw zebrał w sobie resztkę siły i rzucił się na niego i rękami chwycił za kołnierz. Stracili równowagę i wpadli do gabinetu. John przygniótł przeciwnika do ściany i uniósł do góry. Tamten poczerwieniał na twarzy ale nie zmienił wyrazu oczu i nie wypuścił laski z ręki. Żaden wyraz skrzywienia, bólu, złości ani zaskoczenia nie przebiegł przez jego oblicze. - Gdzie jest moja siostra?! - Wysapał. W jego oczach tliły się iskierki szaleństwa. - Mów, łajdaku! - W Przeklętej Dolinie. - Wykrztusił z siebie Cagliostro. - Zabiję Cię! - Jeśli Ci się uda. - Na wargach hrabiego pojawił się ironiczny uśmiech. - Ale wątpię czy ją wtedy odnajdziesz. Detektyw puścił Cagliostra, nie chciał popełnić morderstwa, poza tym tylko hrabia wiedział gdzie jest Nikki. Hrabia poprawił płaszcz. John nie wiedział co ma robić, złapał się za głowę. - Pomyślałem, że lepiej będzie jak wyjedziemy jeszcze dzisiaj. Spakowałem nasze bagaże. Słowa hrabiego nieco otrzeźwiły Johna. - Ale tu jest tylko walizka Nikki i moja a...? - Moja jest w przechowalni na dworcu. Pociąg mamy za godzinę. - Ale nie mogę tak zostawić... - Wahał się jeszcze detektyw. - Tu chodzi o życie Nikki. John w odpowiedzi chwycił walizki i zbiegł po schodach. Hrabia podążył tuż za nim. Zostawili domostwo na pastwę losu. Detektyw tylko pozamykał drzwi i furtkę. Gdy znaleźli się na ulicy krzykiem wezwali powóz. Wrzucili bagaże na sam tył i wsiedli do środka. - Zawieź nas na dworzec! Co koń wyskoczy! - Krzyknął John siadając wygodniej. Gdy zamykał drzwiczki usłyszał świst bata i rżenie paru koni. Z miejsca ruszyli galopem. - Pogoda nam sprzyja. - Rzekł niby od niechcenia Cagliostro. John wyjrzał przez okienko - nawet nie wiedział kiedy słońce zatrzymało się w zenicie. Ulica w połowie była jeszcze zamarznięta a w połowie już zabłocona. John nic się nie odezwał. Postanowił milczeć całą drogę i przeanalizować zaistniałą sytuację. Nie wyglądała ona zbyt ciekawie: najpierw zaginięcie matki, potem tajemnicze przesyłki, zniknięcie Nikki, a teraz wyjazd z nieznajomym i podejrzanym. Ale John miał dużo czasu na refleksje ponieważ stacja Jednego Szlaku znajdowała się na drugim końcu miasteczka. Ukradkiem tylko zerkał na wyniosłego towarzysza podróży. - "Kim Ty naprawdę jesteś?" - Nie umiał odpowiedzieć na to pytanie ale wiedział, że najbliższe dni, a nawet godziny, mogą przynieść mu wiele niespodzianek nie bardzo przyjemnych. Nie wiedział czy hrabia zdaje sobie sprawę, że jest bacznie obserw

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy