Pamiętnik wampira, rozdział VI

Autor: Vlad

W końcu nadszedł grudzień. Miałem poznać Wladimira, brata Anastazji, jednak pierwszego dnia nie pojawił się. Tak, jak się spodziewałem- trening tego dnia został odwołany. Widziałem,że Danił jest zmartwiony i zaniepokojony nieobecnością mojego trenera. Pozwolił mi spędzić dzień w ich dworze- byłem pełen podziwu! Ich miejsce zamieszkania było niezwykłe, niesamowicie duże i przestrzenne. Dominowały tam ciemne kolory, niezliczona ilość odcieni szarości, granatu i czerń. Wokół było mnóstwo obrazów, wszelkiego rodzaju ozdób, a były tam też miejsca przeznaczone na trofea, puchary oraz różne inne odznaczenia. Gdzieniegdzie można było natknąć się na trupie czaszki- miały zapewne wzbudzić lęk w potencjalnym gościu. Po dość skromnym śniadaniu, złożonym z krwi służącej, udałem się do biblioteki- Danił wyraźnie sobie nie życzył, żeby mu przeszkadzać. Cały dzień spędziłem zatem w bibliotece. Znalazłem tam kilka interesujących pozycji. Chłonąłem wiedzę jak gąbka wodę, sprawiało mi to przyjemność. Wieczorem odwiedziła mnie młoda dziewczyna- miała być moją przekąską. Wiedziałem, w jaki sposób się tutaj znalazła. Wśród niewolnic odbywają się codziennie losowania, która ma iść do danego wampira. O wydarzeniach mających miejsce w nocy, nie będę wspominał- ani pamiętnik, ani tym bardziej ktoś, kto to przeczyta wiedzieć nie muszą. Następnego dnia wreszcie poznałem Wladimira. Przyjechał na miejsce wczesnym rankiem, pojazdem, którego nigdy wcześniej nie widziałem. Był to człowiek niezwykle przystojny, jeżeli w ogóle mam prawo oceniać urodę mężczyzn. Wysoki, dobrze zbudowany, długowłosy blondyn. Bardzo zaskoczył mnie fakt, iż miał on zielone oczy- wyjątkowo piękne i hipnotyzujące. Po krótkiej rozmowie z nim dał mi eliksir, każąc wypić cały. Zrobiłem to, co kazał. Skutki tego były opłakane, gdybym wiedział, nigdy nie wypiłbym tego świństwa. Wladimir odciął mi ręce i powiedział,że mam wrócić równo za 12 godzin. Wytłumaczył,że płyn, który niedawno wypiłem spowalnia regenerację u wampira. Następnie odciął mi uszy i wyrzucił je za drzwi- bolało mnie niesamowicie, był to ból, jakiego nigdy w życiu nie doświadczyłem. Postanowiłem jak najszybciej udać się do chatki, którą sobie wybodowałem. Wszedłem zatem do lasu i skierowałem się w stronę,gdzie- jak myślałem, będzie moja chatka. Zdziwiłem się jednak, a może raczej okropnie zdenerwowałem, bo nie zobaczyłem jej tam. Najwyraźniej ktoś ją zniszczył- nie musiałem się zastanawiać, wiedziałem kim był ten typ. Wyglądało na to,że do wieczora będę marzł. Mój trener pozbawił mnie rąk, nie mogłem więc nic robić, byłem kaleką. Bezradny przysiadłem na najbliższym pniu. Doskwierał mi chłód, choć sam byłem bardzo zimnym człowiekiem. Niska temperatura i wiatr nie powinna być niczym dziwnym, to w końcu Syberia. Ręce powoli odrastały, jednak był to bardzo powolny proces. Najgorsze było to,że kompletnie nic nie słyszałem. Musiałem nieustannie się rozglądać i wypatrywać zagrożenia. Starałem się używać wampirzych zmysłów, co nawet mi się udawało. Po kilku godzinach wyczułem zagrożenie- zbliżał się wilk. Wiedziałem,że jestem niemalże zupełnie bezbronny. Mogłem jedynie wziąć go z zaskoczenia. Wspiąłem się na drzewo, czekałem i wciąż obserwowałem. Po kilku minutach pojawił się- był wielkich rozmiarów, większy od przeciętnego wilka. Mogłem po prostu poczekać, nic nie robić, ale byłem spragniony krwi. Skoczyłem na jego grzbiet, momentalnie go łamiąc. Wiedziałem jednak,że jeszcze przez kilka minut będzie żył. Wgryzłem się w jego kark i zacząłem pić krew. Wypicie jej przyspieszyło nieznacznie regenerację, jednak i tak cholernie bolało. Było mi trochę cieplej. Z nudów zacząłem biegać. Po 12 godzinach(no cóż, przynajmniej według mnie było to 12 godzin) wróciłem do dworu. Pomyliłem się niewiele, bo zaledwie 15 minut, ale tych 15 nic nieznaczących minut wystar

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy