Pan Szalony (cz.3) (chyba lepsza niż pozostałe)

Autor: Insa

...Wcześniej wspomniany „uśmiech dobrego pomysłu” wstąpił na moją twarz. 
- Ooo, więc masz gdzieś w pobliżu dom? Normalny, czy pełen fos, pajęczyn i kamiennych grobów?
- Do czego zmierzasz? - spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Ja mam coś twojego i nic swojego. Brak pieniędzy, poczucia kierunku i jakiejkolwiek wiedzy o tym miejscu. Do tego to co mam, jest dla ciebie ważne, więc chyba nie będzie problemu jeśli wymienię to na informacje i kilka noclegów, co? - Hehe, wyszło lepiej niż sądziłem. Jak dobrze pójdzie, to wszystko przemyślę na spokojnie. W mieszkaniu.
- Niech będzie. W końcu jestem Ci coś dłużna, a w domu akurat zwolniło mi się miejsce. No, ubieraj się! - jej słowa nawet mnie zaskoczyły. Sądziłem, że będzie się migała.
- Ok, jeszcze jedno...
- Na więcej żądań się nie zgadzam!
- Dobra, nie proszę. Ale jak masz na imię? Ja jestem Kacper.
- Kacper? Nie obraź się, ale to imię bardzo dziwnie brzmi.
- Wiem, też go nie lubię. J... - miałem właśnie wspomnieć o tej nowo poznanej ksywie, ale doszło do mnie, że jest ona jeszcze głupsza niż moje imię. Białowłosa pstryknęła palcami.
- Skoro go nie lubisz, to zmienimy je na Arachne. W końcu zabiłeś pająka. Hihihi...
- A Arachne to nie kobieta z mitologi grackiej? A co mi tam z resztą...
- Mi brzmi na męskie imię. Ja mam na imię Szerli.
- I to ja mam dziwne imię..?
- Skrót od Szerminla. Skrócone mi się podoba, ale dłuższa wersja jest kiepska. To jak? – Szerli uśmiechnęła się do mnie – Idziemy?
- Yhym.

Skończyło się na tym, że ubrany w niespotykane kapłański ciuchy, które zwisały ze mnie niczym worek po kartoflach, szedłem z jakąś dziewczyną po szarej, kamiennej pustyni. Szczęście było takie, że ów kapłan miał buty akurat w moim rozmiarze. Po dłuższej chwili milczenia, kiedy ja zastanawiałem się, o co pytać, a Szerli strzepywała bród z tego całego kijafo, białowłosa zatrzymała się nagle. 
- Co jest? - zapytałem głosem bez wyrazu. Jakby odpowiedź miała jakieś znaczenie. To co się dzieje i tak jest bez sensu.
- Widzisz tą czarną, szeroką plamę? Nie tam! W drugą stronę, tam daleko! - powiedziała wyciągając rękę na …. yyy, jeśli uznamy, że szliśmy na północ, to to byłby północny-wschód. Nigdy nie byłem dobry z geografii.
- To las? Czemu wszystko na tym świecie jest szare, czarne albo białe? - zapytałem zdołowany widokiem koron drzew zlewających się w podłużny pasek czerni.
- Bo jest noc. Bardzo możliwe, że nie prędko zacznie świtać. Haha, ty chyba długo nie będziesz spać, po tylu latach wylegiwania się – jej słaby żart dał dobrą okazję do zaczęcia tematu.
- Dobra, zacznijmy od początku. Informacje. Z kąt ja się tu wziąłem i dlaczego byłaś częścią kamienia?
- Co do tej skały, to moja... prywatna sprawa – wydawało mi się, że mówiąc to głos jej zadrżał, ale nie ważne – A co do Ciebie, to będąc skałką, moje ciało zostało tak jakby „zapieczętowane”, ale mogłam wszystko widzieć i słyszeć. Pewnego dnia po prostu szedłeś przed świątynią, upadłeś i nie wstawałeś. Leżałeś trzy dni i myślałam, że umrzesz, ale alfinis się do Ciebie przyczepił i podtrzymywał przy życiu. Ha! - następne słowa dodała z rozbawieniem – I nie myśl sobie, że zapraszam nieznajomego do domu tak nierozważnie! Skoro alfinis Ci pomógł, to znaczy, że jesteś dobrym człowiekiem! Inaczej by Cię olał!
- Ehh, alfinis to te korzenie? Były suche.
- Nie dziwi mnie to. Jakiś powód twojej pobudki musiał być. Nie miałeś z czego czer

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy