Pierwsze podejście - Rozdział trzeci.

Autor: candylove27

- Kochanie. Czy ja narzekałam, kiedy ty przez ostatnie miesiące zaniedbywałeś nasze małżeństwo? Nie.

- Przepraszam, że pracowałem.

- Przepraszam, że czekałam na ciebie. Przepraszam, że pamiętałam o naszej rocznicy ślubu i robię ci wyrzuty, że ty nie pamiętałeś.

- Tobie tylko chodzi o tą głupią rocznicę?!

- Głupią rocznicę? Może już w ogóle nasze małżeństwo takim nazwiesz? Przestałam się już dla ciebie liczyć. Nie chcę być traktowana w taki sposób.

- W jaki?

- Nie wygłupiaj się.! Wiem, że oboje pracujemy. Wiem, że czasami się mijaliśmy. Ale ostatnio to ciebie w ogóle nie było w domu. Chcę, aby było tak jak kiedyś.

- Wiesz dobrze, że ja też chcę, aby wszystko wróciło do normy. Może parę razy mnie nie było…

- Parę razy… - powtarzam za nim. – Wiele razy. Codziennie.

- Przyjedź do domu. I nie każ mi się prosić.

- Dlaczego?

- Bo to niedorzeczne.

- Chciałabym uwierzyć, że tobie zależy jeszcze na nas.

- Zależy. Powinnaś wierzyć mi na słowo.

- Czasami słowa nie wystarczą. Liczą się czyny, kochanie, czyny.

- Przyjedziesz?

- Nie. – Mówię i odłączam się bez żadnego słowa pożegnania.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy