PLAN sztuka teatralna

Autor: Grzegorz
o czasu, właściwie nie masz go wcale… Marek: Dlaczego tak mówisz? Michał: Bo tak to jest. Dawniej było inaczej, a teraz wiesz, dla takiego jak ja szkoda czasu. Trzeba udawać współczucie, silić się na jakieś kretyńskie komplementy. Marek: Widzę, że trafiasz w sedno, zawsze to w tobie ceniłem. Słuchaj, mam taki pomysł na film. O tobie. Michał: Nieźle się zaczyna… Marek: No bo tak...byłeś już prawie na szczycie… no wiesz… sława, powodzenie… talent… a tu nagle stop! Wypadek… odsunięcie na aut. Michał: Świetny pomysł, ale ograny do granic wytrzymałości. To już było. Już kręcili o tym filmy. To upada. Masz rezerwowy pomysł, jakiś inny plan na swój film. Bo tamten banalny do bólu. Kicz i Wenezuela. Marek: Nie mam, myślałem że skręcę coś odkrywczego. Michał: Chętnie bym robił za szczebel w drabinie twojej kariery, ale sam widzisz, pomysł III liga. Marek: To co robić? Michał: Kawę mi zrób Marku jak już tu jesteś. Napijemy się, pogadamy. Może coś ci przyjdzie do głowy odkrywczego. (Marek robi kawę. Pijąc rozgląda się po pokoju) Marek: Masz nowy obraz. Michał: Taki tam kicz. Marek: Anioł… ładny. Michał: (patrzy w okno) Mam teraz czas i widzę drzewo. Pierwszy raz je widzę w życiu. Marek: To drzewo rośnie tu z 50 lat. Michał: Dawniej go nie dostrzegałem. Teraz widzę, że ono zmienia się wraz z porą dnia i moim nastrojem. Chyba zrobię cykl zdjęć o tym. To akurat mogę. Marek: To ja już pójdę… Michał: Dziękuję… i tak byłeś długo… no i pomyśl o swoim filmie. Tematy leżą na ulicy. Tylko uważaj, bo ja też leżałem na ulicy… ale sam widzisz, co ze mnie za temat. Akt I Scena IX (po wyjściu Marka Michał w ciemnym pokoju patrzy na drzewo za oknem. Nagle słychać głos, reflektor skierowany na obraz Anioła Stróża) Głos Anioła: Michale, muszę wykorzystać chwilę gdy nie gra radio, telewizor, czy komputer i nie masz gości. Chcę z tobą porozmawiać jestem twoim Aniołem Stróżem. Michał: Co, chcesz wytłumaczyć, że zawiodłeś nie uchroniłeś mnie, tak? Wyrzuty sumienia? Głos Anioła: Słuchaj, nie jestem reliktem z dziecinnego obrazka… Michał: Ale przyznaj się, zawiodłeś. Głos Anioła: Uchroniłem cię… Michał: Przed czym mnie uchroniłeś? Głos Anioła: To długa historia. Michał: Mam czas. Głos Anioła: Chcę żebyś wiedział, że cię chronię i muszę czasem stosować drastyczne metody. Od tego ma się prawdziwych przyjaciół. Ci od głaskania po głowie prędzej czy później cię zdradzą. Przyjaciel musi być czasem ostry aż do bólu… Michał: Przed czym mnie uchroniłeś? Głos Anioła: Już muszę iść… jeszcze porozmawiamy. Pamiętaj o mnie. (Michał włącza kompakt – śpiewa Grechuta: „tyle było dni od utraty tchu…”) Akt I Scena X (Michał robi zdjęcia przez okno. Wchodzi Krzysztof, wita się i siada na kanapie) Michał: Marek chciał o mnie nakręcić film. Przecież zrobiłby plagiat. Już nakręcili film o facecie na wózku, patrzącym przez okno, i jeszcze do tego prowadzącym śledztwo. Krzysztof: Masz duży dystans do swojego cierpienia… Michał: Bo to co mnie spotkało jest takie typowe. Szczyt i dół. Klasyczny banał. Że też nie mogło mi się przydarzyć coś nieogranego. Marek miałby temat. Krzysztof: Słyszałem, że fotografujesz. Michał: No, muszę coś robić. Krzysztof: Kiedyś z tego wyjdziesz… będziesz już innym człowiekiem… Michał: Był u mnie Anioł Stróż. Krzysztof: Jak to był? Anioł jest przy każdym z nas bez przerwy. Michał: Mój jak widzisz nie… nie jest bez przerwy… zdarza mu się zostawić mnie samemu sobie i wtedy przejeżdżają samochody po moich nogach. Krzysztof: To co, pogadaliśmy sobie… a tu czas leci nieubłaganie. Michał: Pędzisz… no tak… rozumiem. Wpadniesz kiedyś, co? Krzysztof Michał, na każde twoje żądanie jestem. A powiedz… te zdjęcia… podobno masz ciekawe pomysły. Mógłbym zakręcić się za jakąś wystawą. Michał: Pomyśl

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy