Pociag

Autor: wdajcz

                 Dzień po tej bajkowej nocy zbudził się razem z nami pogodny dzień obfitujący w wiele wspaniałych przeżyć. Oszołomiły nas atrakcje Oliwy. Katedra z organami obsadzonymi gromadką drewnianych aniołów pięknie grających na drewnianych piszczałkach, bogaty w egzotyczną faunę ogród zoologiczny i słynny park, gdzie wśród egzotycznych roślin i bajecznych kwiatów najbardziej zadziwiła nas aleja ze szpalerem zwykłych topoli, uformowanych rękami ogrodników w wysokie zielone i tak równe ściany, jakby żadna gałązka, żaden listek nie śmiały wysunąć się z szeregu. Niestety wszystkowiedzący przewodnicy ciągle nie pokazywali nam morza. Tego morza, co nam się śniło nieustannie podczas nocnej podróży, czasem wzburzone, stalowo-szare i groźne, a czasem szmaragdowe, łagodne przytulające się do piaszczystej plaży. Przyjechaliśmy tu, żeby poczuć na twarzach słony powiew morskiej bryzy, zapach ryb niesiony wiatrem z pokładów rybackich kutrów pomieszany z wonią morskich wodorostów. Zobaczyć wyśnione w nocnym pociągu obrazy zbudowane podczas czytania przygodowych książek  dla chłopców,  pełnych fantastycznych opowieści o tajemniczych wilkach morskich, którym nie straszny był żaden sztorm, żadna burza, na których żadnego wrażenia nie robiły groźne fale, ani wiatry wyjące jak sto diabłów.

 

              Po takich właśnie morzach pływał kaptan US Nawy Marian Wieczorek, wcześniej drugi oficer na zatopionym przez Niemców transatlantyku Piłsudski, brat naszego sąsiada we Woli. Na takie morza i oceany miał wkrótce wypłynąć oficer Marynarki Wojennej a później kapitan żeglugi wielkiej Ryszard Gąsior, prawnuk Józefa Motyki. Szara rzeczywistość zazwyczaj nie przystaje do wspaniałych marzeń. Tak też się stało, gdy po sforsowaniu wysokiej wydmy zobaczyliśmy ruchomą płaszczyznę wielkiej wody wznoszącą się w oddali ku niebu,  aż do zupełnego złączenia się obu żywiołów na horyzoncie. Wszystkim się zdawało, że ta zawieszona na krawędzi nieba masa wody lada chwila zwali się na piaszczystą plażę, zmiatając wszystko po drodze łącznie z grupką ludzi schodzących właśnie w dół do linii wody. Nic takiego jednak się nie stało, a biegnąca w naszym kierunku, pryskająca białą pianą fala nagle wytraciła impet i zaczęła się cofać w głąb królestwa Posejdona. Pozdejmowaliśmy odświętne obuwie,  wysypując piasek zaczerpnięty podczas przechodzenia przez wydmę i wystawiając gołe stopy na chłodny dotyk uciekającej fali.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy