Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 13

Autor: Pilar

Judyta obudziła się cała zalana potem. W nocy śniło się jej, że jakiś mroczny stwór chce ją całą opleść swoimi czarnymi mackami. Nie mogła na to pozwolić. Jeszcze nie teraz. Teraz musi urodzić zdrowe dziecko. Czuje się w obowiązku dać Kajtkowi cząstkę siebie, żeby tak bardzo nie brakowało mu ukochanej. Nie wiedziała jeszcze, jak poradzi sobie ze świadomością, że jest w niej rak, który zżera ją od środka. Co innego, gdyby podjęła leczenie. Wtedy miałaby świadomość, że walczy i tym samym może przedłuża sobie życie. Jednak miała w sobie poczucie, iż dobrze robi. Nie miała nikogo na tym świecie. Jej rodzice zmarli, kiedy miała zaledwie pięć lat. Od tamtego czasu opiekę nad nią sprawowała jej babcia, która odeszła, kiedy dziewczyna miała skończone osiemnaście lat.

Tego dnia miała stawić się ponownie u lekarza, by ustalić plan dalszego działania. Mimo tego, że nie chciała poddać się chemioterapii, musiała współpracować z lekarzami, by donosić ciążę. Niespiesznie zjadła duże śniadanie. Normalnie zadowoliłaby się zwykłą bułką z masłem i łykiem kawy, ale teraz musiała dbać przede wszystkim o dziecko. Zamiast kawy wypiła całą szklankę soku pomarańczowego.

Chwilę później usłyszała dźwięk dzwonka do drzwi, co oznaczało przybycie Kajtka. Wpuściła go do środka, po czym po paru minutach wyszli, podążając prosto do szpitala. Do środka budynku weszli trzymając się za ręce.  Judyta wyczuła lekkie drżenie rąk chłopaka. Wiedziała, że jej decyzja jest dla niego ciosem. Kajtek nie mógł pogodzić się z jej śmiercią. I choć widziała, że szanuje jej decyzję, czuła, że walczy ze sobą, starając się nie pokazywać po sobie swojego cierpienia.

            - O, są już państwo - powiedział lekarz, spotykając ich na korytarzu. - Zapraszam do środka.

            - Pani Judyto, rozumiem, że nadal nie zmieniła pani swojej decyzji?

            - Nie i nie zrobię tego. Dziecko musi przyjść na ten świat. Panie doktorze, proszę mi powiedzieć, jakie mam szanse? Jak to wszystko wygląda?

            - Nie będę ukrywał, że jest pani bardzo uparta. Jak to wygląda? Źle, pani jest w ostatnim stadium choroby. Z każdym dniem choroba postępuje. Najbezpieczniej będzie zaczekać ze wszystkim do momentu wykształcenia się w pełni płuc u dziecka i wtedy rozwiązać ciążę cesarskim cięciem. Wtedy podamy pani dawkę chemii. Nie rokuje to jednak najlepiej. Nie wiemy, jak daleko będzie wtedy posunięta choroba.

            - A czy… To będzie bezpieczne dla dziecka?

            - Wie pani, nic nie jest lepsze niż dziewięć miesięcy w brzuchu matki, ale wtedy może już być za późno i dla pani i dziecka. Wypiszę pani receptę. Proszę zażywać te tabletki dwa razy dziennie. Ponadto zero stresów i wysiłków. Proszę jeszcze zajrzeć do ginekologa i zrobić badanie usg.

 Dziewczyna wzięła receptę i razem z Kajtkiem poszli do wspomnianego przez Artura medyka. Kiedy Judyta zobaczyła na monitorze małą fasolkę zdała sobie sprawę, że jest świadkiem cudu.

            - Zobacz Kajtek - powiedziała przez łzy. - To nasze dziecko - chłopak złapał ją za rękę i tłumił wydobywający się z niego szloch. To nie było, tylko wzruszenie. On wiedział, że zyskując tą mała kruszynkę traci swoją najdroższą. Pojął, że będzie dbał o dziecko i kochał je, ale nie potrafił wymyśleć, jak poradzi sobie z cierpieniem. Po prostu nie potrafił sobie wyobrazić, jak to będzie. Nigdy tak blisko nie stał z obliczem śmierci. Co prawda jeszcze bił się z nadzieją, że kiedy dziecko przyjdzie na świat jeszcze lekarze uratują Judytę. Jeszcze może się udać.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy