Que debemos pasar tiempo juntos. Tom II. Rozdział 6

Autor: Pilar

Dochodziła czternasta dwadzieścia. Odliczała już sekundy, dzielące ją od dzwonka, kończącego dzisiejsze lekcje. Miała dość już tego dnia. Niemal na każdej lekcji miała niezapowiedziany sprawdzian. Przez chwilę miała wrażenie, jakby wszyscy nauczyciele zmówili się przeciwko jej klasie. Egzaminy gimnazjalne były już coraz bliżej, a ona coraz bardziej się denerwowała. Tak bardzo jej zależało, żeby napisać je, jak najlepiej. Bała się jednak, że ma braki, których już nie jest w stanie nadrobić.

Nareszcie usłyszała upragniony dźwięk. Spakowała książki i razem z koleżankami podążyła do wyjścia z sali. To była ostatnia lekcja dla wielu klas, dlatego zajęło jej chwilę zanim wyszła z budynku szkoły. Dzień, jak przystało na początek kwietnia był bardzo ciepły. Wszystko na dobre budziło się do życia. Tylko ona miała wrażenie, jakby stała w miejscu. Ciągle miała przed oczyma wspomnienie tamtego roku. Wciąż czuła to upokorzenie. Nie potrafiła inaczej spojrzeć na chłopaków. Jej zdaniem wszyscy byli tacy sami. Każdy chciał jedynie zabawić się jej kosztem. Oddaliła się od kolegów z klasy, a na nowe znajomości nie miała ochoty. Koleżanki coraz częściej nazywały ją zakonnicą. Nie reagowała. Lepsza ta nazwa niżeli miałyby ją nazywać laską na jedna noc. Na samą myśl robiło się jej gorąco. Była zła na samą siebie. Tamtego wieczoru, gdyby nie usłyszała rozmowy chłopaka, oddałaby mu to, co kobieta ma najważniejszego. Wtedy myślała, że to ten jedyny. Jakże się wówczas myliła. Dziękowała Bogu, że czuwał nad nią. Jej koleżanki wybierały się do pobliskiej kawiarni. Basia niechętnie, ale się zgodziła. Było jej obojętne, co o niej pomyślą, jednak chciała chociaż na chwilę oderwać się od zeszytów. I choć wiedziała, że będzie sobie wypominać, że przez ten czas mogła sobie powtórzyć wiadomości z fizyki, ostatecznie postanowiła pomyśleć o tym później.

Całą paczką weszły do kawiarni i od razu zajęły stolik. Koleżanki wesoło rozmawiały o swoich chłopakach i planach na weekend, który zbliżał się nieuchronnie, a ona rozglądała się po lokalu. Co miała innego robić? Ona jako jedyna z grona koleżanek nie miała chłopaka, co więcej nie zamierzała go nawet szukać. Pomieszczenie było ciepłe. Beżowe ściany kontrastowały z pomarańczowymi stołami przykrytymi pasiastymi obrusami w odcieniach błękitu. Na każdym z nich stał świecznik z zapachowymi świecami i menu zakładu. Nie było tam zwykłego światła. W suficie zamontowane były lampki punktowe, co nadawało intymności całemu pomieszczeniu. W głębi sali znajdowały się stoliki dla zakochanych. To taki ukłon dla par. Były one znacznie oddalone od wszystkich i rozdzielone czymś przypominający parawan. Basia zawsze lubiła sobie wyobrażać, że kiedyś zasiądzie przy jednym z takich stolików, właśnie ze swoim ukochanym.

Z zamyślenia wyrwały ją znajome, które widząc jej zamyślenie zaczęły wyraźnie się z niej nabijać. Tym razem nie były już to zwykłe docinki. Basia miała już tego dosyć. Wstała i bez pożegnania wyszła. Nie chciała się im tłumaczyć. Cóż by z tego zrozumiały? One były szczęśliwe. Żyły z dnia na dzień. Nie miały takich wspomnień, które dręczyłyby je, tak jak ją wspomnienie tamtego wieczoru.

Niczego się nie spodziewając skręciła na drogę, prowadzącą prosto do jej domu. Nie spieszyło się jej. Wiedziała ile ma jeszcze materiału do powtórzenia, mimo wszystko chciała przemyśleć parę spraw zanim dojdzie do domu. Nagle usłyszała dziwny dźwięk. Przypominał on, jakby jęki jakiegoś człowieka. Ruszyła w kierunku słyszanego hałasu i stanęła, jak wryta. W krzakach leżał chłopak. Oceniła, że jest niewiele starszy od niej. Podeszła bliżej i już chciała się odezwać, gdy on ją zauważył. Zaczął  się podnosić, jednak po chwili zrezygnował. Wyglądał strasznie. Był cały we krwi. Dziewczyna zdążyła zauważyć, że z okolic brzucha wydobywa się strużka krwi świadcząca o źródle wycieku płynu. Basia zaczęła się bać. Co jeśli to jakiś bandyta, uciekający przed policją?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy