Ratchet & Clank: misja II: Marcadia, cz VI

Autor: Rinoa017
Wdrapałem się jakoś na tą skarpę, na której posadziłem nasz pojazd. Oczywiście Clank w ogóle mi nie pomógł. Oczywiście… Co wysiłek, to sam musiałem sobie radzić. Zawsze, od kiedy pamiętam…
Rozejrzałem się trochę na około. Tak… Marcadia była przepiękna. Właśnie, była… Ale znając Marcadian, to szybko się z tym uporają… No, przynajmniej ostatnio tak było…
- No, to co teraz? – Zapytałem, próbując spojrzeć na Clanka. Nic z tego, trudno jest spojrzeć na coś, co jest na twoich plecach.
- Nie wiem? – Odpowiedział pytaniem kompan, kręcąc się z tyłu. – Może zadzwoń do Sashy?
- No… Dobra. – Powiedziałem, spuszczając ręce w dół. Wyjąłem komunikator z kieszeni i wystukałem numer do Sashy.
- Komandor Sasha. – Usłyszałem głos w komunikatorze. – O! Ratchet! – W chwilę później zobaczyłem zaskoczoną kocicę. – Nie wiem, co zrobiliście, ale Reflactor wrócił na swoje miejsce.
- CO?! – Krzyknąłem zaskoczony, patrząc w komunikator jak ogłupiały.
- Marcadia jest bezpieczna, Ratchet. – Usłyszałem w komunikatorze głos Sashy.
- No, to mamy wracać? – Zapytałem z nadzieją.
- Na to wygląda…
Nagle połączenie zostało przerwane. Co się ostatnio dzieje…?
- Cześć Ratchet… - Usłyszałem gdzieś z boku. Clank zaczął się gwałtownie obracać. Nagle pojawił się obok mnie, po prostu zeskoczył mi z pleców. Jak…? Mniejsza z tym! Kto powiedział te słowa?!
Zza skały wyszła znana nam robotka. Sassa.
- Co ty tu robisz? - Zapytałem agresywnie. Clank natychmiast się odwrócił w tą samą stronę.
- Ja? Nie pomyślałeś, że cię okłamałam trochę? – Zapytała robotka, naśmiewając się ze mnie. – Naiwny jesteś. – Zaraz potem ucichła, syknęła i… Zniknęła? Nie. Na pewno gdzieś się czaiła. O co chodziło tej dziewczynie?
- Ratchet, za tobą! – Usłyszałem głos kompana. Ledwo się uchyliłem, stalowy pręt zahaczył o moje ucho, ale nic się nie stało. Na szczęście…
- Nie myślałeś, że chodzi mi o ciebie?! – Zapytała, jeszcze raz się zamachując. Ponownie starała się mnie uderzyć, co ponownie jej nie wyszło. Uniki miałem świetnie wytrenowane, w końcu, w większości na tym polega moja „praca”. Chociaż ja i tak bardziej uważałem to za zabawę.
- O mnie? – Zapytałem zdziwiony po uniku. Ona to wykorzystała i porządnie się zamachnęła, trafiając mnie w ramię. W połowie zdążyłem się uchylić., Ale tylko w połowie. Robiło się niezbyt ciekawie… Clank starał się mi podać jakąkolwiek broń, wlazł już nawet do pojazdu. Wszystko powypadało mi z kieszeni. Było tylko gorzej. Sassa raz po raz się zamachiwała, ona się nie męczyła. Tak jak i Clank, oboje przecież byli robotami. Za to ja się męczyłem… I to coraz bardziej. Po takiej bieganinie w ucieczce przez tymi Thyrranoidami…

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy