Ratchet & Clank: zapowiedź misji III

Autor: Rinoa017

Obudziłem się... Znowu... Głowa mnie już nie bolała, za to ruszyć się nie mogłem... Wzrok mi się wyostrzył... Widziałem dosyć dobrze...
Na pewno na tyle dobrze, by się z tego szpitalnego łóżka już wynieść.
Rozejrzałem się. Powoli zaczynałem rozgrzewać mięśnie, delikatnie poruszając rękoma, potem nogami...
Czułem się fatalnie. Jednak na pewno było lepiej niż przed.... No, niż po ostatnim obudzeniu.
No, i na szczęście nie byłem zmęczony...
JA CHCĘ W BITWĘ!
Dlaczego zawsze na mnie idą wszystkie najcięższe ciosy?
No cóż... Wróg nie jest o tyle głupi, by wierzyć, że to Qwark jest bohaterem... Jednak wolałbym akurat teraz siedzieć w jego cieniu.
Co?
Sam siebie zaczynam zadziwiać.
Czy jest tu ktokolwiek? Co? Nagle jakoś i roboty zniknęły.
- Al? Helga? Sasha?! – Wołałem każdego z ekipy kolejno. Najszybciej przybył jednak Clank. On jest niezastąpiony.
- Czy cos się stało, Ratchet? – Zapytał przyjaciel.
- Czy ktoś mi wyjaśni, dlaczego mnie przypięliście do łóżka? – Zapytałem z lekkim rozbawieniem. – Toć nie mam zamiaru nigdzie iść bez wyraźnego rozkazu.
- Baliśmy się, że będziesz chciał dokończyć sprawę na Veldin... – Wytłumaczył kompan, patrząc na mnie... Z troską? Hmmm... Co najmniej dziwne...
- A na pewno jestem na Phoenix? – Zapytałem nagle, przechylając głowę. Clank spojrzał na mnie dziwnie.
- A gdybyś nie był na Phoenix? – Zapytał kompan, patrząc na mnie podejrzliwie.
- Poszedłbym i sprawdził, czy w moim pokoju wszystko jest. Gdyby tego byłoby mi mało, sprawdziłbym, gdzie jest reszta załogi... – Odpowiedziałem spokojnie. - Poza tym... GDZIE JEST MÓJ KLUCZ?! - Wrzasnałem, gdy tylko spostrzegłem, że nie mogę go odnaleźć wzrokiem.
- Sasho, można wejść. Nie podmienili go. – Powiedział z rozbawieniem robocik. Zaraz potem i ja zacząłem się śmiać.
- To już nawet ranni są podejrzani? – Zapytałem ze śmiechem, starając się jakoś uspokoić. – Odepniecie mnie?
- To dla bezpieczeństwa, ponieważ mamy dwóch ważnych gości z Veldin... – Wyjaśniła Sasha, rozpinając pasy na rękach i nogach, które podtrzymywały mnie przy łóżku. Zaraz potem wstałem.
- Wiem, już tutaj były. – Powiedziałem z uśmiechem.
- A wiec dobrze. Lecisz wykończyć sprawę na Veldin. Zapobiegaliśmy rozwojowi wydarzeń, ale tylko tymczasowo. Niedługo skończy nam się ta możliwość. – Wyjaśniła mi pani komandor.
- Co to znaczy? – Zapytałem, podrywając się.
- To, że większość baz została już całkowicie zniszczona. – Powiedziała smutno kocica.
- Nie pozwolę! – Krzyknąłem wściekły. – Dajcie mi klucz i broń, zaraz ruszam!
- RATCHET! – Krzyknął ktoś z tyłu. Do pokoju weszła Key.
- Wybacz, ale wszyscy dobrze wiemy, że jak czegoś TERAZ nie zrobimy, może być za późno! – Krzyknąłem wzburzony. Key popatrzyła na mnie z przerażeniem w oczach.
- Ale... – Powiedziała, patrząc na mnie z troską.
- Nie martw się. – Powiedziałem spokojnie, poganiając ręką Clanka. – Uratuję Veldin. Powiedz siostrze jednak, że ja stamtąd nie pochodzę... Mimo, iż uważam siebie za Veldianina...
- A wiec kim? – Zapytała lekko zdezorientowana.
- Może kiedyś to sobie wyjaśnimy... – Powiedziałem, wybiegając. – Nie martw się o Veldin! – Krzyknąłem, wybiegając. Słyszałem jeszcze jej szept, który zbił mnie z nóg.
- Ale ja martwię się o ciebie. – Powiedziała i wyszła z części szpitalnej, prowadzona przez Sashę.
Natomiast ja szybko pobiegłem do swojego pokoju. Znałem teraz mniej więcej sytuację. Coś niszczyło nasze bazy. Były to prawdopodobnie roboty, więc bicz plazmowy się nią pewno nie przyda... Zostawiłem go na półce.
I znowu przebieranie w tym żeliwie... Zamęczą mnie. Ale wszystkiego nie wezmę, za dużo. Ostatnim razem mało co przez to nie narobiłem hałasu...
Tak, a więc... Analizując sytuacj

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy