Ratchet & Clank: misja III: Veldin, cz III

Autor: Rinoa017

- Ale dałem się wkopać! - Krzyknąłem nagle. Zacisnąłem pięści i zbiegłem w dół, ku ruinom bazy. Clank siedział mi na plecach jako całkiem wygodny "pakunek". Jak zwykle...

Klucz... Miałem go w ręce od dłuższego czasu, raczej się z nim nie rozstaję...

Spojrzałem na ruiny. Ani żywej duszy... Nic, kompletnie. Więc zacząłem rozglądać się dookoła. No, o dziwo, Clank nie miał nic do powiedzenia. Czyżby zrozumiał, że teraz akurat strasznie mi głupio i nie chcę rozmawiać? Dziwne...

Znowu się rozejrzałem, tym razem dokładniej. Jednakże nadal nic nie mogłem dostrzec... Podszedłem bliżej do zawaliska i wlazłem na nie. Może stąd będę miał leszy widok?

Znowu spojrzałem w dal, bliżej, dalej, ale nadal nic niepokojącego nie zauważyłem. Westchnąłem głęboko, miałem tego dosyć. Poza tym, kilkakrotnie ujrzałem tamtą wioskę, w pobliżu której wylądowaliśmy...

Właśnie! Może tam odnajdę odpowiedż?

- Ratchet, możesz powiedzieć, co kombinujesz? - Zapytał wreszcie Clank, poruszając główką. Chyba także się rozglądał...

- Co? A tak... Chciałem zobaczyć, czy może dowiem się czegoś w miasteczku... - Powiedziałem, zdejmując hełm. Oh, jak dobrze jest odetchnąć świerzym powietrzem...

Przeklęty hełm...

- Nawet jak założysz to coś, mogą cię rozpoznać. - Powiedział spokojnie Clank.

- Niby jak? - Zapytałem, odwracając głowę w jego stronę. Jednak dokładnie na niego spojrzeć nie mogłem, nie dałem rady aż tak mocno obrócić głowy.

- Po ogonie, chociażby. - Powiedział robocik, po czym także odwrócił głowę w moją stronę.

- Mało prawdopodobne... - Mruknąłem pod nosem, przecinając oonem powietrze tak, że aż słychać było świst.

- Klucz? - Zapytał Clank, odwracając główkę w drugą stronę.

- Zostawię w statku. Broń masz w sobie. - Mruknąłem, wzdychając.

- A jeśli będą chcieli, byś zdjął to żelastwo? - Zapytał, wskazując hełm dopiero co wyciągniętą z tułowia ręką. Zawsze chował kończyny, przynajmniej się nie plątały i nie krępowały moich ruchów...

- To się wkopię znowu... - Powiedziałem zdecydowanie. Widać było, że wiem, co mam zamiar zrobić, chociażby po samej postawie. Znowu ogon rozciął powietrze ze świstem, mało co nie udeżyłem nim Clanka.

- I co chcesz zapytać? - Czy on zawsze musi coś popsuć? Czy nie mógłby choć raz pozwolić mi podejść do moich "rodaków"?

Nienawidziłem ani swojej sytuacji, ani tego, co ostatnio się działo.

Najwyraźniej długo milczałem, bowiem kompan w którymś momencie puknął mnie w ramię.

- Co? Zapytam, czy ostatnio nie dzieją się niepokojące rzeczy. - Powiedziałem, wzruszając ramionami.

- A jak spytają po co?

- To odpowiem krótko, że jetem wysłannikiem ich bohatera. - Powiedziałem zaczepnie, patrząc na Clanka. Ciekaw byłem, jak zareaguje.

- I tego właśnie się obawiałem... - Powiedział robocik, kręcąc z niedowierzaniem głową. A może zmęczył się przebywaniem ze mną? Tak też bywało.

- Idziemy. - Zdecydowałem, wdrapując się na górę. W chwilę później biegłem ku miasteczku... - Ciekawy tylko jestem, co ta Sassa bliżej kombinuje... - Powiedziałem ciszej do siebie, po czym włoźyłem na głowę hełm.

Kurczę, ale to duszne jest...

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy