Restaurator 5

Autor: klaudiuszlabaj

5. Upadły anioł 

Z ulgą przekroczyłem próg mojego małego, pustego mieszkania. Przywitał mnie hałas tykającego zegara i eksplozje opadających kropli z cieknącego kranu. W pustce drobne szczegóły nabierają przeogromnych rozmiarów. Chciałem się już tylko położyć, obejrzeć telewizję, coś przeczytać. Wyłączyć mózg bo zasnąć z pewnością bym nie mógł. Nie było jeszcze dziesiątej, a rzadko bywałem wcześniej w domu ponieważ nie ciągnęło mnie tu. No bo do kogo?

Włączyłem telewizor. Wychowawcę mojego pokolenia. Ojciec i matka w jednym. Marne zastępstwo ale zawsze jest to coś, jeżeli ktoś ci powie: że będzie padać więc weź parasol, w jakiś tam sklepie jest tani proszek do prania, ktoś dobroduszny zajmuje się bezdomnymi kotami, polityk przegrał rozprawę w sądzie i pójdzie siedzieć, warzywa gotowane na parze są cenniejsze w składniki odżywcze. Jedyne czego nie zrobi telewizor to cię nie przytuli. Ale od tego ma się przecież poduszkę. Włożyłem ją sobie pod głowę kładąc się na kanapie przed „rodzicem”. Zdążyłem się wygodnie ułożyć aby zgrać się w czasie z dźwiękiem telefonu stacjonarnego, który zlał się z początkiem interesującego dialogu dobiegającego z telewizora. Złośliwość losu. Wstałem przeklinając osobę po drugiej stronie linii telefonicznej i niechętnie poszedłem do przedpokoju. Podniosłem słuchawkę i  przedstawiłem się znużonym głosem zastanawiając się kto może do mnie dzwonić o tej porze. Darii, nie zdarzało się dzwonić tak późno a Marcin rzadko telefonował, jeżeli już to tylko na komórkę. Usłyszałem westchnienie w słuchawce, poznałem od razu, Marcin! Chryste! Tamci wrócili, pobili go i spalili restaurację, podpowiedział mi strach. Głos Marcina wydawał się przybity, od razu ogarnęły mnie wyrzuty sumienia, że zostawiłem go samego w knajpie i byłem zły wstawiając z kanapy.

- Sorry… przeszkadzam ci? – zaczął nieśmiało ale wyczułem, że ma problem.

- Marcin! Nie każ mi czekać. Co się stało?!

- Chyba nawaliłem. I to bardzo poważnie

- Oni wrócili! Zrobili ci coś?

- Co? Jacy oni...? Aha! Ci! Niiieee… – był zaskoczony moim pytaniem. Nagle zrobił się rozbawiony, dosłownie czułem jak uśmiecha się po drugiej stronie słuchawki. – Próbowałem do ciebie dzwonić na komórkę ale chyba masz wyłączoną. Ale faktycznie ktoś cię szukał.

Fakt. Bateria padła. Spacerując po mieście zawsze miałem słuchawki w uszach. Bez muzyki zdawało mi się, że nie potrafię oddychać. Nawet jeżeli niczego nie słuchałem to pamięć przynosiła mi ulubioną melodię i słyszałem ją w środku głowy jakbym siedział w środku pustej filharmonii a muzyka dobiegała do mnie z każdej strony. Telefonu używałem częściej do słuchania niż telefonowania. Skutek, bateria wyzionęła ducha w trakcie drogi do domu. Zaraz! Co on powiedział?

- Kto mnie szukał?

- M o n i k a – wyrecytował jakby kończył fraszkę z zabawną puentą

- A czego chciała? – nie zwróciłem uwagi na jego kpiny. Serce zabiło mi mocniej kiedy usłyszałem imię dziewczyny, którą w południe tak chłodno potraktowałem. Przejąłem się tym faktem jakby to policja pytała się o mnie a nie zwykła kobieta.

- Nie wiem. Wiele mi nie mówiła. Po prostu chciała z tobą pogadać. Nalegała żebym po ciebie zadzwonił. Tak zrobiłem, ale nie odbierałeś.

- No rozumiem. Ale w czym problem? Na początku dziwnie brzmiał twój głos.

- No właśnie. No bo ja… Ona nalegała. Nie odbierałeś – wyraźnie się tłumaczył

- To już mówiłeś. O co ci chłopie chodzi? – rzadko traciłem cierpliwość dla tego chłopaka ale po dzisiejszym dniu miałem już dość.

- Dałem jej twój adres. – powiedział szybko, głośno i wyraźnie aż mi zaschło w gardle.

W tej chwili rozległ się bardzo rzadko spotykany dźwięk w

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy