Restaurator 6

Autor: klaudiuszlabaj

6. Krzyk umierającej duszy

Czekali na mnie maskując niecierpliwość każdy na swój sposób. Daria próbowała zjeść zimną już zupę, mieszała łyżką licząc i sortując w myśli warzywa pływające w misce a piętami wstukiwała w ramę barowego krzesła ten sam rytm, który wybijałem w podłodze baru czekając na słowa Moniki. Nie miałem pojęcia, że córka poczuje ten sam rytm z tak daleka, widocznie była tak samo nerwowa jak ja.
Marcin plątał się po kuchni wycierając ścierką co popadnie a przecież było czysto. Udawał, że sprząta czy nie myślał co robi? Raczej to drugie, wdał się we mnie przejmując moje nawyki. Jeżeli miałem coś na głowie, z czym nie mogłem dać sobie rady, robiłem coś zupełnie bezsensu. Jakbym nie kontrolował swego ciała. Tak jak Marcin teraz.
Nie pytali mnie o nic, kiedy wszedłem przez drzwi, rzuciłem kurtkę na wieszak i usiadłem za barem obok Darii. Marcin bez słowa podsunął mi miskę z zupą. Z trudem odpowiedziałem dziękuję i zabrałem się do wiosłowania łyżką. Po chwili stwierdziłem, że mam więcej marchwi w zupie niż Daria ale za to kilka sztuk więcej grzybów i kawałków kurczaka. Bambusa mieliśmy po równo. Chaos nad którym nie da się opanować.
- No i co? - spytała nieśmiało.
- No i... dupa wołowa. Było tak jak mówiłaś. Nie miałem szans.
- Przykro mi - ciekawość przerosła jednak grzeczność w następnym zdaniu - A co próbowałeś jej wytłumaczyć?
- Nic ważnego. Proponowałem jej żeby ze mną zamieszkała.
- Zwariowałeś! – czy kobiety zmówiły się na mnie? - Zdajesz sobie sprawę jak taka propozycja niedorzecznie brzmi? Jesteś... nienormalny.
- To fakt - odparłem spokojnie instalując sobie w ustach łyżkę gorącej zupy. Nie zdawałem sobie sprawy jaki byłem głodny. - No bo czy normalny facet próbowałby pomóc takiej dziewczynie? Raczej nie.
- Tato mogę cię prosić o szczerą odpowiedź? - jej nietknięta zupa została przesunięta po blacie w głąb kuchni gdzie sięgnął po nią Marcin. Ze zdziwieniem obserwowałem jak bierze łyżkę używaną przez Darię i opierając się o piec zajada ze smakiem niedokończoną zupę. Mnie nagle odechciało się jeść. Przyglądałem mu się z zainteresowaniem.
- Kiedy rozmawialiśmy wcześniej o Monice powiedziałeś, że jesteś facetem który nie ma celu w życiu. Czy to prawda?
- W jakimś sensie tak. To była spontaniczna odpowiedź. Musi być prawdą.
- A co ze mną? Co z restauracją? Co z Marcinem? My nie mamy dla ciebie znaczenia? - Dopiero teraz zauważyłem jak bardzo jest zdenerwowana.
- Kochanie przepraszam. Źle się zrozumieliśmy kocham cię bo jesteś moją córką. Ale jestem też samotnym facetem z pustką w sercu której ani ty, ani praca ani przyjaciel nie wypełni...
- Tato przestań! Nie o to mi chodzi! Wiesz co mi powiedziała kiedyś matka? – nastąpiła długa pauza w której Daria zbierała siły jak sztangista przed pobiciem życiowego rekordu - Kiedy była w ciąży powiedziałeś jej, że małżeństwo z nią to był twój największy błąd życia, a płacić będzie za to wasze dziecko. To prawda? - Chryste! Co ja narobiłem? Za jakie grzechy? Czułem jak w gardle coś mi rośnie i zaraz wyrwie mi głowę od tułowia. - TATO! Czy to prawda?
No i co mam odpowiedzieć. Kłamać? Obiecałem sobie kiedyś, że nie będę. Kłamstwo przynosi samo nieszczęście. Moja przeszłość to najlepszy dowód. Wszystko się komplikuje z powodu jednego fałszywego zdania. Wszystko się pierdoli bo nie byłem wierny swoim zasadom. Jedno kłamstwo a płacisz za to przez całe życie. Gorzej! Płaci za to ktoś kogo kochasz. Oto piekło na ziemi.
- Tak. To prawda. Powiedziałem jej coś takiego.
Zerwała się z krzesła i wybiegła z restauracji trzaskając drzwiami. Marcin przyglądał nam się cały czas spokojnie dojadając zupę Darii. Kiedy wyszła, odłożył delikatnie miskę do zlewu, podszedł do mnie, oparł się o blat baru i zapytał mnie wisząc nad moją

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy