Route 66

Autor: Dax


Taaak... Papierosy to zło, zawsze mamusia powtarzała. Heh, staruszka sama się przekręciła na raka, a mi kazania prawiła. Szmata. Nie trzeba było się puszczać i wydawać mnie na świat, pomiędzy jednym pokazem na sztandze, a drugim. Trzeba było się mną zająć, jak sam się wychowywałem, a nie pieprzyć potem, ze nie chciała. Idiotka. Jak zdychałem na ulicy to mi nie pomogła, jak się wybiłem, dopiero wtedy się w niej obudził instynkt macierzysty. Wybiłem się bez niej, w Ameryce wszystko jest możliwe.
Tak.... Moje ulubione Route 66... Brakowało mi was. Szkoda, że widzimy się w takich okolicznościach.
Wybiłem się z bagna pracą i poświęceniem. Miałem kasę, żonę, dziecko. Co się stało? Dlaczego widziałem tylko strzelbę i tyle krwi, całe wiadra, hektolitry.... Przecież to nie ja pociągałem za spust, przecież, to nie ja ich zabiłem, dlaczego więc, ciągle mam te wyrzuty sumienia? Przecież sam odnalazłem sprawiedliwość. Zabiłem go, to jego Charley stoi pod tym zawszonym motelem. Powinno być mi lżej, nieprawdaż? Dlaczego nie jest...
Jack, ty jedyny przy mnie jesteś. Od zawsze, od samego początku. Ty mi to wszystko wytłumacz.
Nie!
Po prostu pozwól mi zapomnieć. Niech odejdzie ból, niech zapomnę. Carpe diem, tak się chyba w Europie mówi. Tak... Zapomnę. A potem znów wsiądę na motor z obrzynem w olstrze. W okularach, by nikt nie dostrzegł, że od początku mej podróży płaczę.
Boże, ależ jestem żałosny.
Żyję dla drogi, tylko to ma dla mnie sens. Jadę ku własnej śmierci w smutnej parodii wolności w szczęściu.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy