rozdział 23

Autor: ffiona902

ROZDZIAŁ XXII

Na podłodze leżał Ian. Z brzucha wystawał mu nóż.  Annie natychmiast do niego podbiegła. Zauważyła, że chłopak nie ma na szyi Złotej Koniczyny. Z przerażeniem zdała sobie sprawę, że Ian nie żyje. Zaczęła płakać. Dziwiła się, że nie budzi się mimo jej dotyku. Niewiele myśląc wyciągnęła nóż.  Podniosła go i nie zwracając uwagi na gapiących się na nią ludzi wyniosła go ze szkoły. Doszła do wniosku, że najszybciej będzie, gdy pojedzie samochodem. Ta myśl niezbyt jej pasowała. Od śmierci Endiego nie prowadziła w ogóle. Teraz jednak nie było czasu na rozmyślanie. Musiała pokonać strach i jak najszybciej udać się do starej szkoły. Z trudem prześlizgnęła się przez parking mając wrażenie, że jej chłopak staje się coraz cięższy. Niestety zdała sobie sprawę z tego, że samochód Iana jest zamknięty. Po drugiej stronie placu zobaczyła szczupłą brunetkę wysiadającą z auta. Szybko przedostała się z chłopakiem na drugą stronę i powiedziała do dziewczyny:

-       Musisz pożyczyć mi samochód.

Reakcja brunetki była oczywista. Widząc rannego Iana otworzyła oczy ze zdumienia. Po chwili zaczęła krzyczeć:

-       Morderczyni! Ona zabiła Iana! Łapcie ją!

-       Zamknij się! – powiedziała Annie i pokazując jej nóż zażądała: - oddaj mi auto, a nic ci się nie stanie!

Oczywiście to był tylko blef. Annie nigdy nie zrobiłaby jej krzywdy. Teraz chodziło tylko o życie Iana. Na szczęście dziewczyna wykazała się zdrowym rozsądkiem i oddała kluczyki. Nie czekając dłużej Annie posadziła Iana na tylnym siedzeniu, a sama zajęła miejsce z przodu. Gdy dotknęła kierownicy, przed oczami stanął jej obraz martwego Endiego. Szybko otrząsnęła się z dręczących ją myśli i odpaliła silnik. Ostrożnie opuściła parking i ruszyła w stronę starej szkoły, która była jedyną szansą na uratowanie Iana.

Już po kilkunastu minutach była na miejscu. Zatrzymała się jak najbliżej budynku i pospiesznie wyciągnęła Iana. Wniosła go do środka i położyła na starym łóżku. Usiadła obok i czekała, aż jej ukochany się obudzi. Niestety nic takiego się nie wydarzyło. W końcu ze łzami w oczach zaczęła się modlić.

-       Panie Boże, proszę Cię, spraw, by się obudził. Obiecuję, że zrobię wszystko, co zechcesz, ale błagam, ocal go. Zabrałeś już prawie całą moją rodzinę, mojego przyjaciela. Nie odbieraj mi jego. On jest dla mnie wszystkim. Nie mogę żyć bez niego. Oszczędź jego, a weź mnie, proszę Cię. Co mam zrobić, żeby go ocalić? Pomóż mi. – mówiła połykając gorzkie łzy.

Nagle ją olśniło. Szybko zdjęła z szyi wisiorek ze Złotą Koniczyną, którą kilka dni temu dostała od Iana. Powiesiła go na jego szyi i w tym momencie jej oczom ukazał się najwspanialszy widok. Chłopak otworzył oczy i zaczął oddychać. Natychmiast go objęła i pocałowała.

-       Mój kochany, nawet nie wiesz, jak mnie przestraszyłeś. Myślałam, że straciłam cię na zawsze. – powiedziała.

-       Jak mnie uratowałaś? – zapytał zdezorientowany i dopiero po chwili zauważył, że Annie nie ma Złotej Koniczyny.

Na jego twarzy pojawił się grymas niezadowolenia, gdy powiedział:

-       Nie mogę uwierzyć, że to zrobiłaś. Myślałem, że jesteś rozsądniejsza.

-       Spoko, nie musisz mi dziękować. – odparła sarkastycznie Kate.

-       Nie rozumiesz.

-       Masz rację, nie rozumiem. O co ci chodzi? – zapytała zirytowana.

Ian usiadł powoli i patrząc jej głęboko w oczy powiedział:

-       Jestem ci wdzięczny, że narażałaś dla mnie życie, ale również z tego powodu jestem zły.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy