Rozdział IV

Autor: klaudiuszlabaj
u się opanować i stanął prosto.
- Do widzenia. - zignorował Sylwię grzecznie zwracając się do barmana - Dziękuję za drinka.
- Do widzenia panu. Miłej nocy.
Barman przysłuchiwał się całej rozmowie z dystansu i obserwował troskliwie jak Konrad z trudem wstaje z krzesła i w miarę samodzielnie idzie trzymając się linii prostej prowadzącej wzdłuż baru prosto do wyjścia, lekceważąco minął wściekłą przyjaciółkę, trzech muszkieterów i ich natrętne spojrzenia.
Wewnętrzny stres i napięcie wypaliło alkohol jaki burzył się we krwi. Zamiast rauszu pozostało mieszane uczucie spokoju i żalu świadomości spędzenia ostatniej nocy w wygodnym hotelowym łóżku. Winda łaskawie przyjęła Konrada do środka, wszedł do niej powoli, leniwie wcisnął guzik a ręce w kieszenie i luzacko oparł się plecami o lustro, zginając nogę w kolanie i kładąc stopę na ściance za sobą. Zupełnie jakby otrzeźwiał. Winda miała się już zamknąć kiedy nie pozwoliła jej na to kobieca stopa w czerwonym pantoflu na wysokim obcasie, wciśnięta w ostatniej chwili między zamykające się drzwi.
Wpadła do środka i nie mówiąc ani słowa oparła się o ścianę obok mężczyzny.
Winda zdawała się czekać na kolejnego pasażera. Czekała i czekała... Ale nikt się nie pojawił. Tym, razem drzwi zamykały się jakby wolniej. Leniwy mechanizm pociągnął przekładnie i winda zaczęła sennie opuszczać się w dół. Para spojrzała po sobie obojętnie. Mężczyzna szybko przerwał więź i zwrócił wzrok w przeciwnym kierunku. Kobieta dźgała go wzrokiem nadal, nawet kiedy ją zignorował przyglądała mu się badawczo jak stoi, na jego beztroski sposób bycia, obojętność, wolność i niezależność. Winda stanęła i drzwi otworzyły się szybko, jakby martwa i nieczuła rzecz okazała sympatię i chciała umożliwić człowiekowi ucieczkę. Konrad odbił się od ściany jak sprinter i znikł za drzwiami w hotelowym korytarzu. Winda chciała mu pomóc i odciąć kobiecie drogę na zewnątrz ale mechanizm musiał odstąpić człowiekowi, kiedy ponownie damska stopa wysunięta do przodu nie pozwoliła domknąć się drzwiom.
Wyszła za nim na korytarz i podążała kilka kroków za nim jakby była pewna, że zaraz się odwróci i ją przeprosi. Dotarli w milczeniu do celu, Konrad wyciągnął klucz z kieszeni i włożył go do zamka. Nie zdążył nacisnąć klamki a poczuł jak jego prześladowczyni objęła go od tyłu i bezczelnym ruchem chwyciła go w kroczu równocześnie całując go wilgotnymi ustami w kark.
- Co ty do kurwy nędzy sobie wyobrażasz?
Zdanie, które wyrwało mu się z ust ugrzęzło w zmęczeniu alkoholowym, podnieceniu i głęboko ukrytym poczuciu strachu o grożącej samotności.
Zamiast odpowiedzieć, odwróciła go i ukąsiła w usta a jego krocze zaczęła masować jeszcze mocniej, nacisnęła klamkę i pchnęła ciało mężczyzny do przodu nie czując żadnego oporu, ani fizycznego ani psychicznego.
Zatrzymał się dopiero na środku pokoju oświetlonego tylko wpadającą przez okno nocną poświatą miasta. Sylwia domknęła drzwi i w półmroku, przyglądała się swojemu byłemu jakby oceniała jabłko na chwilę przed wbiciem zębów w miąższ.
- Czego chcesz?
Jabłko zapytało obojętnie z nutą złośliwości dla domokrążcy próbującego wcisnąć coś co nie było nikomu do szczęścia nie potrzebne. Zamiast odpowiedzieć słowami, przemówiła jej mowa ciała, zrobiła kilka kroków w jego kierunku jakby była modelką na wybiegu, przekładała stopy elegancko, biodrami kołysała seksownie ale ramię z ciężką bransoletą opuściła lekceważąco w dół kiwając nim przy każdym kroku jakby nabierała rozpędu, oczy uśmiechały się złośliwe więc podejrzliwie przyglądający się jej Konrad myślał, że zaraz będzie miał opuchniętą wargę od uderzenia damską biżuterią w twarz. Dziwne, że zamiast strachu przed fizycznym bólem poczuł rosnące podniecenie, jego bielizna wydała mu się okropnie ciasna.
Niestety lub na szczęście, kobieta przykle

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy