Rozdział IV

Autor: klaudiuszlabaj
środku łóżka w nieoświetlonym pokoju. Spojrzał po sobie na zmiętą, wyciągniętą ze spodni, mokrą koszulę, na mokrego i twardego jeszcze penisa i zaczął się zastanawiać co to do jasnej cholery miało być? Kim on jest? Facetem czy psem? Jak ona go traktowała i czemu na to pozwolił?
Wstał i poszedł pod prysznic. Zmył pot i próbował pozbyć się też przygnębiających myśli ale nie dały się przegonić nawet zimną wodą. Wskoczył do łóżka i leżał przez godzinę przewracając się z boku na bok nie zmrużając oczu ani razu. Czuł w powietrzu jeszcze ten słodki zapach kobiety i niedokończonej sprawy. W każdym razie ona skończyła! Chyba, że udawała orgazm? Cholera wie! Facet nie potrafi udawać, widać kiedy jest zadowolony i kiedy ma dość, kobiety zawsze są pełne tajemnic, od tego co jej chodzi po głowie do tego co się dzieje między jej nogami. Kurwa mać, od tego można zwariować! Nerwowo spoglądał co chwila na zegarek i doszedł do smutnego wniosku, że ta ostatnia noc w hotelu nie będzie miła. Na pewno nie uda mu się szybko zasnąć więc wstał, ubrał się zmieniwszy koszulę i wyszedł na korytarz ponownie kierując się do baru. Jadąc samotnie w windzie czuł się jakby wcześniej nikogo tu nie było, jakby poprzednim razem również jechał sam, właściwie cały czas był sam nawet kiedy Sonia wbijała mu paznokcie w klatę a on jej kutasa między nogi. Przecież to nienormalne!
Przekroczył próg baru zupełnie trzeźwy. Spod oświetlonej ściany szkła i alkoholi przywitał go pogodny uśmiech tego samego barmana, trzech muszkieterów nie wyglądało już tak elegancko, nie trzymali się już tak sztywno i wyniośle raczej osuwali się w dół. Dobrze, że nie miał kto tego oglądać bo o tej porze, w środku tygodnia zrobiło się już pusto.
- Nie może pan zasnąć?
- Nie. Za dużo emocji.
- Ostatni drink? Ten który zwali pana z nóg?
- Nie. To już mi nie sprawia przyjemności do picia trzeba mieć nastrój.
- To może coś do jedzenia?  Jeżeli trzeba to przyniosą z restauracji, kuchnię mamy czynną całą dobę.
- Nie również dziękuję.
- To może filiżanka zielonej herbaty na ukojenie nerwów? Bardzo dobra przed snem.
Konrad uśmiechnął się jakby usłyszał dokładnie to czego potrzebował. Barman bez dalszych pytań odwrócił się i wstawił wodę, ściągnął porcelanę z półki i otworzył drewniane pudełko ze staranie poukładanymi kolorowymi papierowymi torebeczkami.
- Aromatyzowana owocami cytrusowymi czy czysta?
- Czysta!
Pracownik hotelu postawił przed klientem filiżankę a obok imbryk do którego wrzucił torebkę herbaty. Znieruchomiał spoglądając na szumiący czajnik, który po chwili zaczął parować a następnie głośno bulgotać i u szczytu możliwości temperatury wrzenia wody wyłączył się. Barman sięgnął po naczynie, postawił obok imbryka i podniósł pokrywkę znów nieruchomiejąc spoglądawszy na delikatny obłok pary unoszący się nad gorącym naczyniem.
- Musi trochę ostygnąć. Poniżej 90 stopni Celsjusza.
Wyjaśnił nie spuszczając oka z ulatniającej się w powietrze wody. Minęły długie przyjemne sekundy oczekiwania, w której klient nabierał coraz większej ochoty na łyk napoju. Wreszcie czajnik został uniesiony i gorąca woda wypełniła imbryk z tańczącą w środku torebką suszonych liści gdzieś na azjatyckiej ziemi. Imbryk został przykryty spodeczkiem i Konrad podążył za wzrokiem tymczasowego przyjaciela, który spojrzał na wiszący na ścianie zegar.
- Maksymalnie trzy minuty. Później będzie działać pobudzająco a po pięciu minutach naciągnie goryczą.
Kolejne sekundy odliczał sekundnik na tarczy zegara, zwinny, szczupły i szybki a jednak poruszał się teraz jak zmęczony i im bliżej wyznaczonego czasu zdawał się zwalniać.
- Już.
Torebka została wyciągnięta i wylądowała na osobnym talerzyku. Natychmiast płyn został przelany do filiżanki przedłużającym się strumieniem z co

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy