Rozmowy przez sen 3.

Autor: Marzycielka555

Po szkole poszłam od razu do swojego pokoju i klapnęłam na łóżko. Myślałam o moim śnie. Nie był takie jak wszystkie, które do tej pory miałam. Ten był piękny. Prawie, że prawdziwy. Przecież czułam wodę. 

- Czary...- szepnęłam, lecz potem od razu się zaśmiałam.

- No tak, pewnie odbiło mi od tej miłości. Założę się, że dzisiaj nie przyśni mi się nic- jednak myliłam się. Od razu, w chwili kiedy zasnęłam byłam już na tej samej łące, na tej samej trawie, przy tym samym stawie. Złapałam się za głowę.

- To znaczy... jejku!- pomyślałam.

- O jesteś! Czekałem na ciebie. Nie za późno chodzisz spać? Musimy się jakoś umawiać, żeby mieć więcej czasu na ten raj- powiedział znany mi już głos. Paweł stał tuż obok mnie. Przetarłam oczy. Nadal tam stał. Patrzył na mnie z uśmiechem.

- Dokończymy przejażdżkę?- spytał. Przytaknęłam. Już chciałam pędzić w stronę mustangów, lecz on zatrzymał mnie.

- Wyobraź ją sobie, a będzie stała koło ciebie już po kliku sekundach- oznajmił. Chodziła mu o Kremówkę. Popatrzyłam na niego pytającym wzrokiem. On tylko wzruszył ramionami i zamknął oczy. Skupił się odrobinę i po pięciu sekundach obok niego stał Węgiel. Zrobiłam wielkie oczy. Spróbowałam tak samo. Wyobraziłam sobie Kremcię. Tę jej piękną, kremową maź, biała grzywę i te okrągłe, czarne oczy. Usłyszałam rżenie. Stała koło mnie i radośnie szturchała mnie w łokieć. 

- Łał!- powiedziałam. Paweł zaśmiał się i wskoczył na Węgla. Ja wsiadłam na Kremówkę i zaczęliśmy jechać kłusem.

- Od kiedy tu jesteś?- spytałam Pawła.

- Od miesiąca. Zdążyłem się już przyzwyczaić, że jak zasypiam dzieją się te rzeczy- odpowiedział.

- Ale czemu akurat nam? Czy jest tu ktoś jeszcze?

- Nie. Nie wiem czemu nam... może...- chciał coś powiedzieć, ale nie powiedział. Zamilkł i jechał dalej.

- Ustalmy coś. Mógłbyś nie czytać mi w myślach? Proszę- błagałam. Paweł zgodził si, lecz nie byłam pewna czy mnie posłucha.

- To ty naprawdę istniejesz? W prawdziwym świecie też?- zapytałam. Chłopak przytaknął. Ta wiadomość mnie uszczęśliwiła. Lubiłam go i to bardzo. Nagle Paweł zszedł z konia i podał mi rękę.

- Zaprowadzę cie gdzieś- powiedział. Poszliśmy w głąb lasu. Był ciemny i ponury. Nie zbyt bardzo przypadł mi do gustu. Lecz po chwili moim oczom ukazał się wspaniały widok. Mała altanka, oświetlona lampkami z małą ławeczką z boku. Paweł usiadł na ławce, a ja koło niego. Czułam się przy nim bezpiecznie. Poza tym, miał wszystko. Lecz wiedziałam, że to tylko sen...

- Zatańczysz?- spytał. Zgodziłam się. Weszliśmy pod dach altanki i tańczyliśmy bez muzyki. Nie potrzebowaliśmy jej. Złapał mnie za biodra, a ja go za szyję. Robiliśmy wolne kroki, patrząc na siebie z uśmiechem. 

- Mało wiem o tobie... powiedz coś jeszcze- poprosiłam. Paweł powiedział tylko, że jest z Gdańska i mieszka z ojcem. Reszty nie potrzebowałam. Po prostu rzuciłam się na niego i pocałowałam namiętnie. Chłopak wziął mnie na ręce i poszedł w kierunku ławki pieszcząc mnie ustami po szyi. Usiadł ze mną na ławce i dotknął dłonią mojego policzka. Delikatnie i długo całowaliśmy się w blasku światła. Było mi tak dobrze. Jednak przerwała nam moja mama. Cała zła, wstałam z łózka, czując jeszcze pocałunki na moich ustach. Nie mogłam w nic uwierzyć. Było jak w bajce.

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy