Sekret Alicji cz.1

Autor: annakowalczak

Dzień: 1

Alicja z ledwością uniosła głowę od poduszki, była ciężka jak z ołowiu. Błędnym wzrokiem - rozejrzała się po sali. Stały dwa łóżka, jedno było puste. Widocznie ktoś je zwolnił, a następna pacjętka jeszcze nie dotarła. Zatrzymała wzrok na podłączonej kroplówce, płyn kropelka po kropelce, ściekał do jej żyły; butelka miała się na ukończeniu. Jeszcze raz obiegła wzrokiem szpitalną salę. Na stoliczku, obok jej łóżla - leżał inhalator i nienapoczęta paczuszka higienicznych chusteczek. Stała też butla z tlenem, widocznie dostała atak astmy i zaczęła się dusić. Nie powiedziała lekarzowi, że choruje na astmę; a powinna. Niczego nie pamięta, w jej głowie nastąpiła pustka. Przyłożyła dłoń do czoła, jakby chciała zebrać w jedną całość, porozrzucane myśli. Ale na próżno. Jednego była pewna, przyszła do szpitala, żeby urodzić dziecko. Kiedy zabrano ją na oddział, wszystko wskazywało, że nie będzie komplikacji, a nieco później było inaczej. Weszła pielęgniarka. Uśmiechnęła się, okazując zadowolenie. Odłączyła kroplówkę, podniosła wyżej podgłówek, poprawiła poduszkę i wygładziła dłońmi kołdrę. Alicja spoirzała na nią miną męczęnnicy. 

- Fatalnie się czuję. Jestem osłabiona, nawet nie potrafię poruszyć ręką ani nogą - powiedziała słabym głosem.

- Nie dziwię się, miała pani bardzo ciężki poród. Jednak muszę pani powiedzieć, że największą winę ponoszą lekarze. Nie obyło się bez cesarskiego cięcia, ale powinno ono być przeprowadzone, o wiele wcześniej.

- To znaczy, że moje dziecko umarło?

- Skądże? Ma pani syna, waży prawie cztery kilo: dosłownie 3,950. Duży chłpak, aż miło na niego spojrzeć. Zaraz go pani przyniosę, przecież powinien przywitać swoją matkę - powiedziała radosnym głosem i wybiegła z sali.

Alicja zamknęła oczy. Nareszcie ujrzy to, co dziewięć miesięcy nosiła pod sercem. Odwróciła się w stronę drzwi i ujrzała tą samą pielęgniarkę z zawiniatkiem, z malutkim tobołkiem w rece. Położyła chłopca na pierś matki i tyłem wycofała się do wyjścia. Alicja drżącymi rękami, osłoniła maleńką twarzyczkę synka. Smacznie spał, chyba też był wymęczony przez długotrwały poród. Pocałowała go w maleńką, zwinietą w piąstkę rączkę: była bardziej delikatna od aksamitu. Nagle zmęczenie gdzieś uleciało, a jej twarz - rozjaśnił uśmiech. Objęła niemowlę, i delikatnie przytuliła do swojego serca. Była szczśliwa. Najchętniej, wyrzyczałaby całemu światu, że ma syna.

- Witaj mały ksiąze. To ja, twoja mama - powiedziała cichutko. - Nawet nie wiesz maleńki, jak bardzo czekałam, kiedy się narodzisz. Jednak nie spieszyło ci się, żeby ujrzeć ten swiat: urodziłeś się dwa tygodnie później. Powiadają, że jesteś dużym chłopcem, ale to nieprawda. Jesteś tylko maleńkim okruszkiem. Jesteś takim ślicznym dzieckiem, jakiego nie widziały moje oczy. Muszę ci jeszcze powiedzieć, że jesteś pierwszym mężczyzną, którego nad życie pokochałam. Nieważne, że po swoim ojcu odziedziczyłeś rude włosy. Ale pozostałe cechy ja tobie przekażę. Będę cię wychowywać w miłości do Boga, nie będę uczyła fałszu i zdrady. Ale będę ci wpajała, byś nigdy nie ufał przyjaciołom, bo przyjaźń nie istnieje.

Dzień:2

- Witaj mój maleńki książę. Tak bardzo za tobą tęsknię. Już nie mogę się doczekać chwili, kiedy bedziesz zasypiał w moich ramionach. Nie mogę cię jeszcze karmić piersią, mam temperaturę. Lekarze sami nie wiedzą, co się dzieje. Ale ja jestem pewna, że jeśli byś był przy mnie, wtedy wszystko by minęło. Nie pamiętam, czy już ci mówiłam, że masz piękny uśmiech, kiedy się uśmiechasz? Wyglądasz jak aniołek, który zstąpił z nieba, żeby dać mi szczęście, o którym nigdy nie śniłam. Kocham cię od chwili. kiedy byłeś jeszcze bardzo maleńki, jak kiełkujące ziarenko szłonecznika. Przysięgam. Nigdy nie przestanę cię kochać, bo jesteś moim skarbem, który zesłał mi los. Nieważne, że nie mam męża; mam ciebie.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy