(Nie)szczęśliwy numerek

Autor: przemas666

A wszystko zaczęło się od tego że Billy poszedł do wróżki...

Słoneczny poniedziałkowy dzień. Billy, wieczny fajtłapa postanowił odmienić swoje życie i umówił się na wizytę z wróżką na konsultację... Ale zacznijmy od początku, tak naprawdę Billy nie był fajtłapą w każdym razie nie aż takim jak sam o sobie myślał , jasne czasem coś upuścił czasem się o coś potknął lub czegoś zapomniał. Ale kto tak nie ma? Prawda jest taka że Billy był całkiem normalnym facetem, miał normalną pracę , normalną dziewczynę i normalne mieszkanie,jednak według swojego mniemania zawsze był fajtłapowatym „facecikiem”. Zawsze chciał być mega macho, sexy i elokwentny, nie chciał być też normalny, Billy chciał wybijać się ponad swoją normalność i być kimś. Jak już wcześniej wspomniałem po trzydziestu minutowym normalnym spacerze wszedł do wróżki.

-Dzień dobry- wnętrze pomieszczenia spowijała ciemność , Billy nic nie widział i pomyślał ze może jeszcze jest zamknięte i już kiedy miał złapać za klamkę i wyjść odezwał się niski przepijaczony głos.

-Eeee ...cho no, tutej ty jesteś- Billy słysząc ten głos trochę się zestresował, pomyślał sobie że może zabukował się tutaj jakiś żul, i chciał czym prędzej opuścić to miejsce ale postanowił odpowiedzieć. 
-Billy, byłem umówiony na konsultację anlan...kastraln, znaczy się ten no...
-Astralną kretynie! Poczekaj pięć minut ubiorę się i możemy zaczynać, wporzo?
-T-tak, chyba tak 
-Do jasnej cholery -krzyknęła wróżka- tak czy nie?
-tak, niech będzie poczekam- wróżka zapaliła światła i jego oczom ukazał się malutki zagracony pokoik , na środku stał mały okrągły stoliczek a na nim jakaś stara zakurzona kula, po jednej stronie stolika był duży stary porozrywany fotel a po drugiej rozklekotane krzesełko. Oprócz tego był regał pełnych ksiąg, które jak myślał Billy, były pełne zaklęć.
-I co tak stoisz pacanie, siadaj...tylko nie na moim magicznym fotelu, już do ciebie idę 
Billy zaczynał już żałować że w ogóle tutaj przyszedł , nie dość że jakiś babsztyl go obrażał to zaczynał szczerze wątpić czy jest mu w stanie pomóc.
Chwilę później z zaplecza wyłoniła się ogromna murzynka ważyła ze sto dwadzieścia kilogramów i miała prawie metr dziewięćdziesiąt wzrostu, ubrana była w coś co przypominało zasłonkę , na głowie miała papiloty a w zębach trzymała dymiącego się peta.

Pierwszą rzeczą jaką pomyślał Billy było„jakim cudem Ona się w ogóle tutaj mieści”

Murzynka usiadła w fotelu i rzekła 
-No! chłoptasiu powiedz mi co cię do mnie sprowadza i jak mogę ci pomóc, aaa przy okazji, koszt jednej wizyty to trzysta dolarów.
-Co!? Trzysta dolarów, przecież to rozbój w biały dzień- krzyknął Billy
-nie pasi to won -kobieta już zaczęła podnosić się z fotela 
-nie nie , no dobrze niech będzie, bardzo tego potrzebuje-krzyczał spanikowany Billy
-No, tak myślałam chłoptasiu. Więc podaj mi teraz swoją datę urodzenia 
-siódmy listopad tysiąc dziewięćset osiemdziesiąty piąty 
-Ooo! Świetnie jesteś mistrzowską czterdziestką czwórką 
-Co to znaczy- spytał Billy
-To bardzo dobrze ludzie z mistrzowską cyfrą odnoszą w życiu sukcesu, zwłaszcza Ci z czterdziestką czwórką 
-Czyli co, bo nie rozumiem-Billy wreszcie był już trochę spokojniejszy i bardziej weselszy na myśl ze wreszcie w żuciu mu się powiedzie
-Będziesz odnosił same sukcesy w życiu prywatnym i zawodowym, poza tym będziesz pr

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy