Świat Ojczysty: Rozdział I Część 1

Autor: kleve

        — Peter, najpierw zasilanie awaryjne, dobrze? Myślę, że z tym szybciej sobie poradzimy. Musimy je… mam, znalazłam! — poznała po dotyku materiał spodni. — Poczekaj na mnie, muszę się ubrać.

        Zsunęła z siebie nocną koszulę i naciągnęła szybko spodnie. Następnie udało się jej założyć resztę i odnalazłszy szufladę, wysunęła ją i rozpoczęła poszukiwania latarki.

        — Miałam gdzieś tutaj na pewno latarkę. Jak ją znajdę przyjdę do ciebie. Gdzie teraz jesteś?

        — W centrali — usłyszała.

        — Dobra, więc zrobimy to po mojemu, okej?

        — OK. Czekam na ciebie. Jak coś skontaktuj się ze mną — i rozłączył się.

        Schowała aparat do kieszeni i mając teraz wolne obie ręce energicznie przeszukiwała szufladę. Nic nie znalazłszy, otworzyła boczne drzwiczki i opróżniła górną półkę. Kiedy i tutaj nic nie znalazła głośno syknęła i zaczęła się zastanawiać, czy kogoś nie wezwać. Już miała to zrobić, ale wyrzucając przedmioty z szafki chwyciła w końcu pożądany przedmiot. Wstała i przełączyła guzik mając nadzieję, że jest sprawna. Na szczęście lampka z przodu zaświeciła białym strumieniem światła, rażąc ją w oczy. Teraz mogła opuścić pokój.

        Zignorowała przedmioty leżące na podłodze i oświetlając drogę przed sobą minęła je, po czym założyła buty i pociągnęła za klamkę. Otworzyła drzwi i wyszła na zewnątrz. Poświeciła najpierw w jeden, a potem w drugi koniec korytarza. Czuła się, jakby znajdowała się kilkanaście kilometrów pod ziemią. Czarna pustka otaczała ją ze wszystkich stron. Zamknęła za sobą drzwi i ruszyła przed siebie. Idąc zastanawiała się, co mogło spowodować tą awarię. Do tej pory wszystko działało bez zarzutu. Poczuła dreszcze, kiedy pomyślała, że ten stan mógłby się przeciągnąć. Nie martwiła się zbytnio o siebie, lecz o personel i swoje badania.

        Tak, badania. To dla nich się tutaj znalazła. Skręciła w lewo i ostrożnie pokonywała stopnie, schodząc w dół. Odnosząc wrażenie, jakby mijała kolejne poziomy jakiejś opuszczonej kopalni nie była daleka od prawdy. W końcu od ponad roku mieszkała na stacji kosmicznej.  Stacje kosmiczne w przeciwieństwie do struktur kopalnianych znajdowały się nad ziemią, a nie pod nią. I w dodatku znacznie wyżej, lecz teraz była pewna, że oba miejsca zapewne niewiele musiały się od siebie różnić.

        Zeszła schodami i usłyszała dobiegające z od dali głosy. Należały one do członków personelu. W słowach przez nich wypowiadanych można było wyczuć nutkę strachu i zdenerwowania.  Sprawiły one, że dziewczyna mimo zaspania i zdezorientowania powinna była w tym momencie wykazać się cechami przywódczymi. Ona tutaj dowodziła i musiała rozwiązać problem. W innym przypadku załodze i badaniom groziło niebezpieczeństwo. Czując się za nich wszystkich odpowiedzialna, zaczęła iść ku nim. Dostrzegła migające światło latarek. Głosy umilkły, jak tylko usłyszeli odgłos jej kroków.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy