Świat Ojczysty: Rozdział I Część 7 OSTATNIA

Autor: kleve

 

ROZDZIAŁ I

STACJA HALLA

Część 7 Ostatnia

 

        Lata nienagannej służby. Listy pochwalne od najwyższych dowódców we flocie i armii lądowej. Liczne odznaczenia państwowe nadane przez prezydenta. Wszystkie zadania powierzone mu przez dowództwo zakończyły się sukcesami. Cele zrealizowane, straty w ludziach minimalne. Ilekroć komandor Andrzej Pledczyński czytał jego akta nie mógł wyjść z podziwu.

         Siedział on w swoim gabinecie położonego na pokładzie okrętu flagowego ORP Pazur. Starszy oficer przeglądał kolejne strony popijając spokojnie kawę. Przed każdą poważną misją robił zawsze to samo. Zamykał się we własnym gabinecie wśród modeli żaglowców i statków, które złożył własnymi rękoma. Na jego biurku stał ulubiony model komandora, szesnastowieczny galeon Smok. Cenił sobie nie tylko piękno okrętu, ale także jego historię. Niewiele brakowało, a Pazur podzieliłby los statku budowanego za czasów Zygmunta Augusta. Na szczęście ta historia zakończyła się pomyślnie. Smok nigdy nie wziął udziału w prawdziwej bitwie, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że Pazur dostąpi tego zaszczytu. Pozostało tylko umiejętnie wszystko zaplanować.

        Pledczyński usłyszał pukanie do drzwi. Odrzucił akta i zaprosił gościa do środka. Okazał się nim być człowiek, na którego czekał. Ogłosił swoje przybycie i zameldował się.

        — Proszę spocząć.

        — Komandorze.

        — Kapitanie.

        Przed biurkiem na fotelu usiadł kapitan Stanisław Tarnowski — dowódca polskich Gwiezdnych Marines. Pozwolił sobie na nalanie wody do szklanki ze znajdującego się w pobliżu dzbanka. Wziął mały łyk i postawił szkło przed sobą.

        — Z pana wezwania komandorze mniemam, że sprawa jest poważna.

        — Dziękuję, że tak szybko się zjawiłeś. Chciałem omówić niektóre rzeczy z tobą sam na sam jeszcze dzisiaj.

        — Zamieniam się w słuch.

        — Skontaktował się ze mną admirał Scherfen i powierzył nam zadanie odbicia zakładników z rąk piratów.

        Kapitan zrobił wielkie oczy, jakby nie będąc do końca pewnym, czy dobrze zrozumiał jego słowa.

        — Czy ja dobrze usłyszałem? Piratów? Przecież tutaj nie ma piratów. To nie Ziemia.

        — Niestety wygląda na to, że te robactwo dotarło nawet tutaj.

        Stanisław Tarnowski, dwudziesto ośmioletni mężczyzna pochodzący z Dolnego Śląska doskonale pamiętał ile trudu i zachodu kosztowało go wykurzenie ich z orbity Ziemi. Piraci nie stanowili poważniejszego zagrożenia, o ile nie łączyli się w większe grupy.

        — Jakie mają siły i gdzie przetrzymują zakładników? Na orbicie czy na Marsie?

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy