Bestiariusz toskański -poloniki (fragm)

Autor: maciejdroga

                - O widzisz – rozjaśnia się. – To stary patent. Zbieraliśmy szmaty w Paryżu, wielkie bele. Taką właśnie wiązarką ściągało się je drutami żeby trzymało.

Gdzieś z paryskich zimnych poranków, w których garstka młodziaków, może kobiet, szykuje transporty szmat, ubrań wracam do Toskanii. Gwiżdże na psy i ruszamy w dół stara ścieżką oliwetta. Obok oliwka, którą można ocenić spokojnie na jakieś 150 – 200 lat. Rosła sobie już wtedy beztrosko na tym samym stoku.

                Żakowa historie eksplodują znienacka. Czasem lubi po prostu pogadać.  Jedziemy właśnie do resztek posiadłości rodziny jego żony. Skalista  Rocca zwiesza łeb na wprost zjazdu z autostrady otoczona u podnóża 14 hektarową winnicą.

                Żak odpala w samochodzie papierosa i uchyla okna widząc moje ponure spojrzenie.

-Wszyscy palą! – Nawet dla mnie wyraźnie odcina się jego francuski akcent, brzęczący w jego włoskim. –Amelia – (ponad 90-letnia teściowa Żaka) podkrada mi papierosy! Zostawiam je na stole i… hyc! Już ich nie ma. Śmieje się Żak po udawanym oburzeniu. – We Francji tez palili – zamyśla się chwilę. Rozpoczyna się opowieść o Jean Poul.

                Prawdopodobnie ta opowieść była tyle razy przekazywana i powtarzana w tej rodzinie, że ubarwiła się odpowiednio i ubrała, w co bardziej prawdopodobne szczegóły. Tak bywa w rodzinnych opowieściach.  Jean Poul – członek rozlicznej żydowskiej rodziny Żaka, mieszkał we Francji zdaje się, od urodzenia. Trochę talentu, dużo fantazji no i młodość sprawiły ze został pilotem. Wojna znalazła go latającego gdzieś w okolicach Algieru i tam zetknął się z faszystami. Alternatywa to albo obóz jeniecki albo … prowadzenie instruktażu dla niemieckich pilotów.  Wybiera to drugie, choć po zajęciach wraca do koszar prawie na zasadach internowanego.  Na jakiś czas skierowany z powrotem do Europy ucieka w iście francuskim stylu, w mundurze przełożonego uwodząc jego kochankę, oficerskim ukradzionym samochodem.  W rodzinie Żaka krąży opowieść jak zaraz potem Jean Poul podjeżdża trąbiąc głośno pod mieszkanie swojej mamy, ciotki Żaka, gdzie mieszkała cichaczem cała rodzina.  Pobrał potrzebną pomoc a rodzinka odetchnęła spoglądając w przerażeniu czy w paryski zaułek nie wjada jakieś rozwścieczone niemieckie czołgi ścigając Jean Pohula… Kolejna informacja pojawiła się po lądowaniu aliantów. Jean Poul zaczął robić jakieś niesamowite interesy z dopiero, co lądującymi Amerykanami, ponoć w handlu plastikowymi butami.

                Opowieść się urywa, bo wyjeżdżając z zakrętu oglądamy już najeżone wieżami, opasane murem, jakby mało było tego ze stoi na niedostępnej skale, etruskie Orvieto. Gdzieś przed nami, na linii zakręcającej w tym miejscu autostrady Del Sole, zwieńczony skałą wzgórek, fragment przeszłości rodzinnej Anglity, żony Żaka.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy