Daleko do nieba. Rozdział 9.

Autor: Kasiula94

  Kiedy otworzyła oczy miała nieodparte wrażenie, że od czasu, kiedy straciła przytomność minęło wiele czasu i nie umiała nawet określić czy minęło parę godzin, dzień czy może tydzień?
Najprawdopodobniej spała od paru godzin, a może trwało to zaledwie chwilę? Nie. Raczej nie.
Kiedy zemdlała był początek dnia, teraz za oknem było ciemno, a światło w pokoju było zgaszone. W pokoju panował półmrok.
 Dłuższą chwilę zajęło jej uporządkowanie w myślach tamtych wydarzeń.
Kiedy doszła do momentu, w którym upadła jej taca, drzwi do pokoju otworzyły się, a ona dostrzegła dr.Smitha. Zapalił światło, na co jej oczy automatycznie zareagowały. Przetarła je nieco i dopiero teraz spostrzegła, że do jej ręki podłączona jest kroplówka.
- W tym tygodniu będziemy przeprowadzali wyłącznie rutynowe badania. Codziennie obejrzymy twoje ciało, aby sprawdzić czy nie występują na nim pewne zmiany skórne, sprawdzimy temperaturę i przeprowadzimy test podobny do tego, który wypełniałem pierwszego dnia. Większość czasu będziesz spędzała tutaj.
Mężczyzna zaczął mówić i Amy miała wrażenie, że była to najdłuższa wypowiedź William Smitha, jaką miała okazję usłyszeć. Nie wspomniał nic o jej omdleniu i o tym, że zachowywała się jak wariatka. Sama była tego świadoma i czekała, aż ktoś przyjdzie i powie, że to jeden z objawów zakażenia bakterią, która wywołała u niej omamy. Jednak lekarz streszczał jej najbliższy tydzień tak jakby tamta sytuacja nie miała w ogóle miejsca.
A może te omamy wcale nie miały miejsca?
W tym momencie czuła się niezwykle dziwnie i czekała na moment, aż lekarz przestanie mówić.
- Dlaczego wtedy czułam się tak źle? - postawiła pytanie i wtedy usłyszała swój zachrypnięty głos, który przedtem taki nie był.
- Wtedy? Masz na myśli dwa dni temu…rano? - zapytał.
A więc minęły dwa dni…. Skoro przespała dwa dni, tydzień obserwacyjny miał się opóźnić.
- Dwa dni… - powtórzyła jakby do siebie.
- Tak, byłaś nieprzytomna przez dwa dni i byliśmy tym bardzo zaniepokojeni. Twój organizm jest bardzo osłabiony, ale wciąż nie znamy przyczyny. Teoretycznie w twoim organizmie nie znaleźliśmy żadnych przeciwciał, ale objawy, jakie pojawiły się u ciebie ostatnio wskazują na coś innego i wprowadza to spory chaos w całych badaniach. Jednak na razie pozostawiamy harmonogram takim, jaki ustaliliśmy na początku.
- Co z Kubą? - wtrąciła nagle jakby to, co mówił przedtem nie miało dla niej żadnego znaczenia.
Zignorowała sprawę tak jak on na początku.
- Jego stan jest podobny do Twojego - powiedział krótko i kiedy chciała otworzyć usta by wyciągnąć z niego więcej informacji, wyprzedził ją wyjmując z kieszeni gruby, czarny zeszyt na spirali.
- Chciałbym abyś w tym zeszycie zapisywała wszystkiego swoje odczucia. Szczególnie te fizyczne. Kiedy będę przychodził w tym tygodniu przedstawisz mi je - oznajmił podchodząc do stolika pod oknem. Położył na nim czarny zeszyt i długopis.
A potem bez słowa wyszedł z jej pokoju.
Po raz kolejny została sama.
W szarym pokoju, z pytaniami bez odpowiedzi… z czarnym zeszytem na stoliku i płynem, który nieustannie wpływał do jej żył.
Ona, jej samotność i tęsknota.

                                                                    *
- Jak mają się sprawy?
- Świetnie… - powiedział ze swoim przesadzonym angielskim akcentem. Usiadł przy stole, nad którym unosił się dym z papierosów. Mężczyzna siedzący na szczytowym miejscu w jednej ręce trzymał papierosa wypalonego do połowy, a w drugiej kieliszek czerwonego wina Stół zastawiony był daniami typowymi dla kuchni francuskiej. Większość dań miał już okazje
spróbować, jednak żadne z nich nie smakowało mu tak jak ratatouille. To właśnie warzywne danie, jako pierwsze przykuło jego uwagę i jako pierwsze wylądowało na jego talerzu tego wieczoru. Dym z papierosów drażnił jego nozdrza. Łącząc się z aromatem wszystkich potraw dawało to wyjątkowo nieciekawy efekt. Jednak jego dyskomfort był tu najmniej ważny.
- Czekałem na ciebie a ty milczysz, a raczej zajmujesz się swoją kolacją - powiedział z wyrzutem gasząc papierosa i odkładając kieliszek z winem.
Wiliam poczuł się nieco niezręcznie. Przełknął kawałek cukinii, zwilżył usta wodą i oparł się na krześle przerywając jedzenie.
- Nie wiele mam do powiedzenia, bowiem wszystko układa się idealnie.
- Które jest w gorszym stanie?
- Trudno powiedzieć. Z tego, co wiem, chłopak leży przywiązany do łóżka, ból wywołuje u niego omamy, miewa przejawy buntu. Wtedy krzyczy i przez parę godzin się rzuca na łóżku. Czasami jest w jakimś amoku. Patrzy w jedno miejsce i też nie wygląda normalnie.
- A ona?
- Ona… Również cierpi z bólu. Ostatnio miała poważne omamy.
- Tak, tak. Widziałem na nagraniu i czytałem twoje zapiski.
 Wiliam wstał podchodząc do kredensu, na którym po wejściu do jadalni położył brązowy skoroszyt z notatkami. Powolnym krokiem wrócił do stołu oddalonego o półtora metra. Jadalnia była niezwykle duża i jasno oświetlona. Obecnie przebywali w nim tylko oni, ale był przekonany, że w każdej chwili może pojawić się doktor Jaworska albo inny lekarz z zespołu.
  Podał skoroszyt mężczyźnie. Zapiski sporządzone były z niezwykłą dokładnością. Każde badanie, każda godzina ostatnich dziewięciu dni były idealnie opisany.
- Amy Peterson - męski głos obił się o ściany.
Mężczyzna wziął do ręki kromkę francuskiego chleba. Otworzył skoroszyt i podskubując powolnie chleb, czytał notatki sporządzone przez Wiliama, który korzystając z okazji wrócił do jedzenia kolacji.
- Tak, wszystko tak jak powinno być. Harmonogram idealny. Na dzień dzisiejszy zasłużyłeś na podwyżkę Smith - powiedział mężczyzna wstając od stołu. Położył na czystym talerzu serwetkę i ruszył w stronę drzwi. Zanim wyszedł powiedział jeszcze:
- Idę zająć się młodymi Rosjankami. Wpadnij do mnie jutro po odwiedzinach u Amy.
Mężczyzna opuścił jadalnie, a Wiliam z uśmiechem na twarzy sięgnął po dokładkę ulubionego dania.


                                                                      *
                                                                   Tydzień II
Mam pisać o tym, co mnie boli? O tym jak się czuje? Mam pisać, że ich nienawidzę i że tęsknie za rodzicami, za bratem i Kubą? Że moje ciało wygląda jak po bójce, a w głowie stosy pytań przewalają się pod swoim ciężarem. Tak, boli mnie głowa, bolą mnie pokaleczone nogi, bolą mnie oczy od patrzenia w sufit i boli mnie każde miejsce na ciele, gdzie znajduje się jakikolwiek nawet najmniejszy siniak. Ale chyba od całego bólu fizycznego, który zdążyłam doświadczyć w I tygodniu i który odczuwam także teraz, gorszy jest ten ból, który atakuje mnie tu, gdzie jak niektórzy twierdzą znajduję się serce. I nie chodzi mi o ten bijący kawałek mięsa. Tu mnie ból rozpiera, a jakiś wewnętrzny głos wyje. Wiem, panikuje. Jestem słaba i próbuje sobie wmówić, że coś jest nie w porządku. Ale może tak działa ta bakteria? Może atakuje moją psychikę wywołując dziwne odczucia? Nieufność, brak bezpieczeństwa, nienawiść i złość. Może to wszystko za sprawą tego, że jestem chora? Omamy to coś strasznego. Pojawiły się trzy dni temu po połknięciu 9 tabletek. I tej nocy znów mnie dopadły. Widziałam Kubę. Z przekrwionymi gałkami ocznymi, przykuty do ściany stał naprzeciwko mnie i mówił, ze to już koniec. Jego ciało było poranione i atakowane przez niewidzialne, ale słyszalne osy, których bzyczenie słyszałam z każdej strony głowy…
Nie! To nie możliwe.
Próbuje oddzielić rzeczywistość od wyobraźni. Spokojnie. Znajduje się w klinice. Zajmują się mną lekarze. Przecież nic ze mną się nie stanie… Kuba ma się dobrze, Kuba ma się dobrze - powtarzam w tym momencie na głos.
Teraz siedzę przy stoliku pod oknem. Tuż za nim rozciąga się polana, a dalej widzę wysokie mury i ogrodzenie pod napięciem, a dalej teren porastają wysokie drzewa.
Odłączyli kroplówkę, ten tydzień zapowiada się spokojnie. O ile omamy nie powrócą, także tej nocy…

Amy odłożyła długopis roztrzęsioną dłonią. Zamknęła zeszyt i wstała z krzesła chowając go pod poduszkę swojego niewygodne łóżka. Ale nie. Pod poduszką nie był tak bezpieczny jak pod prześcieradłem. Od przebudzenia się wczoraj wieczorem po dwóch dniach nieprzytomności, nie poznawała samej siebie. Miała wrażenie, że jej osobowość podzielona jest na dwie osoby, które w jej psychice prowadzą zażytą walkę. Nienawidziła tego uczucia, które ogarniało ją nieustannie.
Podeszła do szafy. Otworzyła drzwi i dostrzegła białą koszulkę i szare dresowe spodnie, a także czystą bieliznę. Pielęgniarka musiała zostawić to rano, gdy przyniosła jej śniadanie ( tym razem bez tabletek).
Chwyciła ubrania jedną ręką i poszła do łazienki. Położyła je na blacie szafki od umywalki. Chwyciła szczoteczkę do zębów i pastę. Przez kolejne parę minut szczotkowała zęby. Następnie zsunęła z siebie bieliznę i weszła pod prysznic. Odkręciła zimną wodę i przez następne dziesięć minut stała nieruchomo, a zimna woda spływała po niej. W pewnym momencie ocknęła się wybuchając płaczem. Po prostu wyła pod prysznicem osuwając się po ścianie wyłożonej kafelkami. Skulona w rogu brodzika spoglądała jak strumień wody znika w odpływie.
- Mamo… Tato… Niko - wyszeptała niemal bezgłośnie.
Podparła się ręką i zakręciła kurek z wodą, a potem wróciła na swoje miejsce. Oparła głowę o ścianę i zamknęła oczy. Nie miała pojęcia jak długo tak siedziała, może nawet zasnęła, ale ze stanu, w jakim się znajdowała wyrwała ją rozmowa, która dobiegała zza ściany.
- Ona umiera… Proszę spojrzeć - damski głos wydawał jej się znajomy.
- Umiera… - teraz był to męski głos, który brzmiał niczym jak echo tamtego.
Serce Amy waliło jak oszalałe.
- Nie jesteśmy w stanie nic zrobić. Nie wiedzieliśmy, że tak to się skończy.
- Jak mogliście do tego dopuścić?! - krzyk tego samego męskiego głosu.
- To nie nasza winna. Robiliśmy wszystko, co w naszej mocy.
- Czy jest jakaś szansa?
- Nie ma żadnej. Ona umrze.
- Ile jej zostało?
- Około dwóch dni. Jest bardzo słaba…

Umrze, zostały jej dwa dni. Ona umrze.
Teraz wiedziała, do kogo należał ten damski głos. To głos doktor Łucji Jaworskiej.
Umrze.
- Czy tą, która umrze jestem ja? - powiedziała na głos, Amy, a z jej oczu spłynęły łzy.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy