Mikrokosmos

Autor: ZiKo

               Stara kamienica z otwartą bramą na ciemne podwórze, co jak rozdziawiona paszcza smoka zionie mieszaniną przeróżnych zapachów, zabójczych dla co wrażliwszych gości. Pozostałości skrzydeł frontowych, są jak wyszczerzone zęby na wypadek, gdyby dobywający się z wnętrza odór, nie był wystarczającym odstraszaczem na przypadkowego przechodnia. Długa gardziel traktu korytarzowego z ciemną plamą wejścia na klatkę schodową po lewej stronie, a po prawej drzwi do stróżówki dozorcy, zamknięte na kłódkę, chyba jeszcze przed wojną. Wszystko upstrzone różnokolorowymi wulgaryzmami, numerami telefonów do okolicznych kurew i nieudolnymi rysunkami fallusów w zwodzie. Dalej jest zawsze ciemne podwórze z blielejącą w półmroku figurką Bogurodzicy ustawioną po środku, na małym podwyższeniu z cegieł. Pod nią tabliczka z prośbą o opiekę, zdrowie i coś tam jeszcze, czego nie widać zza bukietu sztucznych kwiatów. Pięć rzędów ciemnych okien, z których jedno jest uchylone. Widać małą, aksamitną poduszeczkę, a na niej białego kota, wpatrzonego w jeden punkt na welonie Najświętszej Panienki. Jest jeszcze śmietnik ukryty w najciemniejszym kącie podwórza z wysypującymi się obierkami oraz wykrzywiony trzepak. Te cztery zespawane rury, to chyba jedyna atrakcja dla kilku pokoleń najmłodszych mieszkańców kamienicy, co w zależności od potrzeb i pomysłowości mogą być statkiem piratów, ogromnym baobabem na środku afrykańskiej sawanny lub zwykłym, przekrzywionym trzepakiem, na którym można zrobić fikołka i powisieć z głową w dół. W godzinach nocnych jest idealnym miejscem do głośnego kontestowania otaczającej rzeczywistości, snucia planów, całowania sąsiadki spod siódemki i do zespołowego picia jakiegoś sikacza, którego ktoś z przekory albo z ludzkiej złośliwości nazwał winem.               

                  Mikrokosmos, otoczony czynszowymi planetami, co dla jednym mogą się wydać ciemnymi norami bez wygód np. w postaci łazienki, a dla drugich są najważniejszym miejscem, leżącym dokładnie w samym centrum wszechświata. To tutaj się wszystko zaczyna i kończy, dokładnie odmierzone przez stare zegary wiszące na brudnych ścianach z odłażącą tapetą albo stojące na zakurzonych komodach w otoczeniu pożółkłych fotografii z uśmiechniętymi mieszkańcami kamiennicy, których już nie ma, ale gdyby tylko Pan Bóg pozwolił, to chętnie by tutaj wrócili. 

 

1

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy