Ukryte marzenie (Miłosna trylogia 1) - prolog + 1 rozdział

Autor: Willa871

Prolog

 

 

Zawsze trzymały się razem i mogły na siebie liczyć w każdej sytuacji, niczym trzej muszkieterowie z powieści Dumasa. Przyjaciółki z dzieciństwa, każda na swój sposób inna, ale te różnice sprawiały, że nigdy się ze sobą nie nudziły. Dzieliły się swoimi małymi sekretami jak i troskami, zarówno dobrymi jak i złymi.

Ashley, Chantelle i Tracy: trzy koleżanki z dzieciństwa. Z biegiem czasu przyjaźń przemija, ale one trzymały się dzielnie. Nie pozwoliły, żeby ich więź uległa zerwaniu. Mimo upływu lat, mimo własnych problemów, nadal były dla siebie tak samo ważne. Jak rodzina, jak siostry, bo tym dla siebie były. Siostrami, chociaż nie łączyły ich więzy krwi. Więzy przyjaźni często są silniejsze niż pokrewieństwo. Łączyło ich wiele rzeczy, a jedną z nich było to, że wszystkie były jedynaczkami. Może dlatego tak bardzo się zaprzyjaźniły i pokochały. Były między nimi jakieś spięcia, jak to między przyjaciółkami, ale równie szybko jak się kłóciły, tak też i się godziły. Nic tej więzi nie zniszczyło, nawet kiedy Ashley na kilka lat wyjechała z rodzinnego miasteczka. Jednak raz do roku spotykały się na parę godzin gdy odwiedzała rodzinne strony. Nie zerwały kontaktu, nawet gdy dorosły i każda miała swoje życie i problemy.

Przyjaźń to piękne uczucie i ważne dla każdego człowieka. Nie jest wtedy taki samotny i może liczyć na drugą osobę w trudnej sytuacji. One o tym doskonale wiedziały. Stanowiły doskonałe trio, lepsze niż w niejednym zespole.

Ashley Jones czuła się gorsza od innych, ale w obecności swoich koleżanek nie czuła tego. Zawsze czuła się zakompleksiona. Miała lekką nadwagę, a na nosie okulary, gdyż była krótkowidzem. Jedynie długie kasztanowe włosy uważała za ozdobę i bardzo o nie dbała. Z powodu swoich kompleksów była nieśmiała, chociaż starała się to przezwyciężyć. Może z tego powodu nigdy nie miała odwagi zrobić czegoś szalonego, zawsze pomyślała dwa razy zanim coś zrobiła.

Chantelle Green – niebieskooka , długowłosa blondynka miała powodzenie u chłopaków, ale nie korzystała z tego. Marzyła o wielkiej miłości i wiedziała, że kiedyś ją spotka. Wierzyła, że kiedy się zakocha to bez pamięci, tak raz na całe życie.

Tracy Adams była przeciwieństwem swoich przyjaciółek. Jedna rozważna, druga romantyczna, a ona ... zwariowana. Jej długie, rude włosy z długą grzywką spadająca na czoło układały się w lekkie fale. To zazwyczaj ona wpadała na szalone pomysły i używała całego swojego wpływu żeby dziewczyny jej nie odmawiały. Dzięki temu dobrze się bawiły, chociaż niejednokrotnie wynikały z tego tarapaty.

Trzy przyjaciółki, każda z własnymi marzeniami, problemami, troskami, planami na przyszłość. Trzy osoby i trzy różne historie.

 

 

 

 

Rozdział pierwszy

 

Zastanawiała się wiele razy, czy ją jeszcze pamiętał? Bo ona pamiętała o nim przez te wszystkie lata. Wiedziała, co do niego wtedy czuła. Chociaż jak wyjeżdżała miała zaledwie piętnaście lat, wiedziała co to jest miłość. Była w nim do szaleństwa zakochana, ale on traktował ją tylko jak młodszą siostrę, której nigdy nie miał. Zawsze chciała, żeby widział w niej kogoś więcej niż tylko koleżankę. To było jej marzenie, niestety niespełnione. Kiedyś wyglądała inaczej, więc nic dziwnego, że nie zwracał na nią uwagi. No bo kto by zwrócił uwagę na nieśmiałą pulchną dziewczynę w okularach? Był jej prawdziwym przyjacielem z sąsiedztwa. Ich rodzice się przyjaźnili. W żartach mówili, że ich dzieci kiedyś, w przyszłości się pobiorą. Ale dla niej to nie były żarty. Były to naiwne marzenia nastolatki. Ale te marzenia szybko się skończyły wraz ze śmiercią rodziców.

To był najgorszy dzień w jej życiu. Pamiętała go tak jakby to się zdarzyło wczoraj, a od tamtego czasu minęło już ponad pięć lat. Bawiła się w ogrodzie ze swoimi przyjaciółkami: Chantelle i Tracy. Biegały i śmiały się radośnie. Nie przeczuwała wtedy, że ta radość zginie z jej twarzy tak szybko jak szybko się pojawiła z powodu odwiedzin przyjaciółek. Potem pamiętała tylko swoją rozpacz, gdy Emily, gospodyni jej domu, przyniosła tą okrutną wiadomość. Chociaż starała się jak najłagodniej jej to powiedzieć, to i tak czuła ten straszny ból po stracie najbliższych osób. Emily nie powiedziała dokładnie co się stało, chciała jej oszczędzić szczegółów. Wspomniała tylko że mama i tata są już w niebie i na pewno będą nad nią czuwać. Co z tego! Skoro ich już nie było z nią. Miała już piętnaście lat i nie musiała jej traktować jak małe dziecko. Nie chciała w tamtym momencie dopytywać co się stało, dlaczego. Emily i tak nic by jej nie powiedziała. Prawdy dowiedziała się kilka dni później, gdy przypadkiem podsłuchała rozmowę swojej ciotki Amelii, siostry mamy, z rodzicami Dave'a, którzy przyszli, żeby złożyć kondolencje. Jej rodzice zginęli przez pijanego kierowcę, który na nich najechał. Ironia losu sprawiła, że ten człowiek przeżył, trafiając do szpitala jedynie ze złamani żeber, podczas gdy jej rodzice... To on powinien nie żyć, nie oni. Oni byli tacy dobrzy, wspaniali. To niesprawiedliwe!! Tyle dobrego, że zapłacił za ich śmierć. Trafił do więzienia na wiele lat. No i co z tego?! To i tak nie wróci im życia. Na szczęście w tamtej trudnej chwili mogła liczyć na Dave'a jak i na swoje najbliższe przyjaciółki.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy