Uzdrów znów moje serce.

Autor: AnastazjaWinkler

,, - Zaraz wrócę. Nie martw się, poradzę sobie sam. - zapewniał z uśmiechem Łukasz gdy wyjaśniał Agnieszce że chce tylko pójść do kawiarenki po drugiej stronie ulicy i zająć dla nich wolny stolik na obiad. Zamierzali zjeść na mieście ponieważ praktycznie od samego rana chodzili po sklepach i wybierali wózek dla dziecka i materiały do jego przyszłego pokoiku. Chłopiec miał 3 latka więc potrzebował zabawek i gier rozwojowych a oni mieli przy zakupach takich rzeczy tak wielką frajdę że nawet się nie zorientowali kiedy zrobiło się popołudnie. Na szczęście wszystkie towary już zamówili z dostawą do domu i nie mieli przy sobie wielu pakunków. Łukasz był tak szczęśliwy i podekscytowany zakupami że dopiero pod koniec dnia odczuł zmęczenie z powodu kul z którymi wciąż musiał się poruszać. Agnieszka wiedziała że przesadzili i noga musi go bardzo boleć ale gdy byli tak szczęśliwi nie miała serca zwracać Łukaszowi bardziej stanowczo uwagi. Był jak małe dziecko, nie chciał za nic przerwać wycieczki. Oboje czuli że oczekiwanie na adopcję małego Dawida jest najpiękniejszym okresem ich związku. Zwłaszcza od momentu gdy odzyskali siebie i przeżyli wypadek. Agnieszka straciła dziecko ale odzyskali coś bardzo ważnego - wzajemną miłość i zaufanie. Pomogło im to przetrwać załamanie nerwowe po wyjściu ze szpitala. Nie wiele rozmawiali na ten temat i wciąż ta strata ich bolała, ale już było lepiej. Decyzja o adopcji była szybka ale przemyślana. Nikt nie powiedział na głos że jest jedyną rozsądną decyzją jeśli chcą mieć dziecko. Bo Agnieszka po wypadku już nie mogła, często płakała w samotności - nie czuła się już jak kobieta. Pragnienie macierzyństwa było silniejsze od niej, musiała mieć dziecko aby zapomnieć o swojej stracie... Oboje go pragnęli z całego serca pomimo iż za pierwszym razem perspektywa ciąży była ich przekleństwem. Czymś co uruchomiło proces zniszczenia ich bliskości. Najpierw Agnieszka odeszła ukrywając swój stan ponieważ nie chciała aby Łukasz zrezygnował z kariery.Kiedy prawda jednak wyszła na jaw i doszli do porozumienia pokochali to nie narodzone maleństwo.To był cud że utrata ciąży kolejny raz ich nie rozdzieliła.

- Kochanie nie wiem czy powinieneś, jesteś taki zmęczony... Może wezwiemy taksówkę i wrócimy do domu??? - spytała z troską czule gładząc wierzchem dłoni jego policzek.

- Wszystko będzie dobrze, poczekam na Ciebie po drugiej stronie ulicy i tam odpocznę. Musisz mi pozwolić się trochę usamodzielnić... To tylko kule... - powiedział z gorzką nutą w głosie. Cieszył się że wogóle może samodzielnie się poruszać, tęsknił za tańcem na scenie i śpiewaniem. Agnieszka się o niego troszczyła i czasem denerwowało go że wciąż musi być od kogoś zależny. Bolała go teraz głowa, czuł że ból pulsujący w nodze roznosi się promieniami po całym ciele ale chęć udowodnienia sobie poczucia samodzielności była silniejsza.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy