Bałagan damsko- męski: Perfekcyjna randka cz. 1

Autor: martatrzasi

Czujesz się jak akwizytor, który usilnie stara się komuś coś wcisnąć i wmówić, że „to” akurat jest TO, na co ten człowiek czekał całe życie i już chwili dłużej czekać nie powinien, bo jeszcze ktoś mu sprzątnie TO coś sprzed nosa i do końca życia będzie żałował, że był gapa, kuciapa i paputek, a na wszystko masz zaledwie kilka sekund. A jako, że nadal nie udało ci się TEGO czegoś umiejętnie sprzedać, tak by nikt nie zechciał towaru oddać ani też złożyć reklamacji, wyniki twojej sprzedaży, nie są obiecujące, jednakże z każdym kolejnym mężczyzną nabierasz doświadczenia, budujesz bazę danych i jesteś bliżej momentu zawarcia transakcji. Takie są fakty. W końcu odniesiesz sukces marketingowy i nie ma co się załamywać, tłumaczyć ich kryzysem osobowości, zajętością i stanem posiadania równym dwa plus jeden, czyli ona, on i chociażby pies. Pojawi się potencjalny nabywca, który posiądzie z dobrodziejstwem inwentarza TO coś wyjątkowego i unikalnego. Tymczasem należy sprawnie działać, zanim jego mózg błyskawicznie dokona analizy zysków i strat, mianowicie:

- zgrabna? tak / nie

- ładna? tak / nie

- wydaje się sympatyczna? tak / nie

- ma poczucie humoru? tak / nie

- kaprysi, fochy? tak / nie

- słucha? tak / nie

- ma własne zdanie? tak / nie

- marudzi? tak / nie

- stosunek do piłki nożnej / boksu ? pozytywny / nie będzie przeszkadzać / następna

A Ty niczym Kubica, musisz być szybsza niż impuls nerwowy i zanim On dojdzie do wniosku, że więcej straci (mecze, piwo, koledzy, drinki, wyjścia do pubu, lekkie prowadzenie), musisz przekonać go, że to inwestycja życia bez, której dalsza samotna egzystencja będzie niemożliwa. Giełda zamknięta, dzwonek już nie zadzwoni i kuniec. Słowem same korzyści! (dla ciebie, dla niego to jak jedynka w totku, a też nie zawsze się uda ją trafić! nie takie hop-siup, niech sobie nie myśli!)

            Powiedzmy, że imię swoje już poznałaś, policzyłaś głoski, nagimnastykowałaś się i usprawniłaś większość mięśni wchodzących w skład aparatu mowy. Powitasz go aksamitnym, seksownym czeeeść, a do tego przygotowałaś prawdziwą bombę! Czeeeść, Ania – miękko i łagodnie plus zniewalający uśmiech i jest powalony! Leży, kwiczy i czeka na ciebie obok! Niach, niach! I już tryumfujesz w przedpokoju przed lustrem, gdy nagle dostrzegasz to badziewie, to ohydne coś, to świństwo… „to” może stanąć na drodze do twojego szczęścia! Noł! Niet! Najn! Zajad!

- To swoisty brak witamin z grupy be tak chamsko się manifestuje - co jak co, ale na witaminach się znasz, przecież miałaś te mikro i makrobiologie – no widzisz, tak się tym zdenerwowałaś, że zajad ci się zrobił – orzekniesz – uzupełnisz braki i zniknie dziad szybciej niż się pojawił, na obiad ryba! Ale chwila, co z rybim zapaszkiem z ust? Zaraz, zaraz, widziałam w czasopiśmie artykuł o tym co jeść, żeby ładnie pachnieć, tylko gdzie jest ta cholerna gazeta? - i rzucasz się w wir przekopywania stosu czasopism, przecież nie możesz pozwolić sobie na jakiekolwiek zaniedbania, zwłaszcza w strefie zapachu.

            Jest! I tak:

Ble, ble, ble ooo, po zjedzeniu pewnych potraw twoje ciało wydziela nieprzyjemną woń i NIE POMOŻE TU MYCIE ZĘBÓW ANI ANTYPERSPIRANTY – głośno sylabizujesz w panice – co to za podstępne potrawy? Nie, jedzenie też przeciwko mnie dziś? Jeśli już zjadłaś czosnek, cebulę, rzodkiewkę, chińszczyznę nie pomoże nawet kilogram natki!

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy