Bałagan damsko-męski: Czatman (18+)

Autor: martatrzasi

Był Batman. Był Spiderman. Pojawił się i w Warsawcity Czatman. Myślisz sobie teraz zapewne „ Łot de fak?” Pozwól, że go ci przedstawię. Usiądź wygodnie. Napij się czego tam chcesz. Tak, wódka może być, wino też się nada, bo prawda może niczym szampan w nadmiarze uderzyć ci do głowy.

            Masz kochającego męża, który stara się by jego księżniczce niczego nie brakowało. Niczym super bohater z kina akcji sprawia wrażenie, że zawsze możesz na niego liczyć. Zjawi się o każdej porze, wyciągnie cię z opresji. Mało tego, jak będziesz grzecznie niegrzeczna w sobotni ranek pobiegnie do piekarni po świeże bułki, kupi ci wiecheć kwiatków od pani handlującej tuż za rogiem. Do tego masełko, dżem i twoja ulubiona mała czarna z mlekiem. Wszystko podane do łóżka. Koleżanki ci zazdroszczą, co? Że przezywacie drugi miesiąc miodowy. Że on taki czuły teraz. Że tak dba o ciebie. Że robi zakupy, kolację w sobotę uszykuje i to w cztery lata po ślubie. Cztery lata po ślubie tak się stara, no kto to widział?! Cóż, nie każda miała szczęście trafić na takiego tygryska, misia pysia jak twój Skarbulek. Tak, on musi cię kochać. Tak bardzo cię kocha, że się poświęca dla was, rzecz jasna. Jest w stanie wiele czasu spędzić w pracy, ale miej na uwadze, że nie robi tego dla siebie, tylko dla was. Prawda? Żeby niczego wam, co ja mówię. Żeby tobie, tobie niczego nie brakowało!

 Biedactwo poświęca się. Zabiera nawet pracę do domu. Nawet jeśli bardzo nie chce, bo przecież on bardzo nie chce, ale musi. Dobrze wiesz, że wolałby ten czas spędzić z tobą. Dobrze wiesz, że wolałby posiedzieć oglądając kolejny odcinek „m jak love” u twego boku na kanapie lub oczywiście, jeśli masz życzenie zabrałby cię do kina albo na elegancką kolację czy obiad. Co tylko wolisz, jednak nie teraz, bo musi to skończyć. „To” jest ważne i nie może poczekać, a ty możesz, prawda? I po co te dąsy? No po co? I po co kolejny foch, kochanie? Niepotrzebnie. Skończy i będzie twój. Nie jego wina, że kładziesz się spać po dwudziestej trzeciej i nie dotrzymujesz mu przed monitorem towarzystwa, a chętnie wyłożyłby ci swoją wiedzę na temat tych zmiennych zebranych na tych wykresach i w tamtych słupkach . Nie jego wina, że nikt tych obliczeń nie wykona na jutro i musi dłużej posiedzieć. Nie jego wina, tylko ten chory system, ten chory kraj i kryzys. W weekend sobie odbijecie, bo weekend rzecz święta i rodzina najważniejsza, tak? No właśnie. Nie marudź, nie narzekaj. Koleżanki i tak ci zazdroszczą.

-Może idź na basen lub zapisz się na siłownie, bo ostatnio boczków dostałaś, co? No co ty na to? Masz za dużo czasu i wymyślasz głupoty, a ja mam dużo pracy słońce i nie mogę ci tyle czasu poświęcić, ile bym chciał (logiczne, prawda? nawet jego doba ma tylko 24h, zapamiętaj!) - spokojnie ci tłumaczy ósmy dzień z rzędu.

- Nie, nie twierdzę, że ty nic nie robisz Kotku, bo dużo robisz. Też pracujesz, pyszne obiadki gotujesz, dbasz o swojego tygryska, no rozchmurz się. No Miśka, no hej – i posyła ci ten boski uśmiech, który zawsze cię obezwładniał.

-To dobranoc kotku – usłyszysz na pożegnanie. Cmok w czółko i mąż ginie na polu bitwy z cyferkami, numerkami, ale walczyć dzielnie będzie do rana. Promise. Dla ciebie. Na chlebek. Na rachunki, na nowe szpilki i inne szmatki. Co tylko zechcesz, więc teraz daj mu spokój. Pracuje. W dodatku w trudnych warunkach, bo po nocach, wytęża wzrok wlepiając go w mały monitorek. A promieniowanie, a fale, a radioaktywne, a słyszałaś o tym? A o przegrzanych jądrach słyszałaś? To z przepracowania od laptopa i to dla ciebie. Jemu przecież wystarczyłaby zgrzewka piwa, stek i miejsce na materacu. Zatem przykryj się kobieto, przewróć na boczek i daj mu popracować.

I tak targany namiętnościami mąż, głowa rodziny, pan domu, niczym bohater tragiczny w „Antygonie”, zabiera ten laptop ze sobą wszędzie. Tym razem do pokoju gościnnego. Zalega na kanapie i walczy o lepsze jutro i o to by już nie chodzić smutnym, jak usłyszysz później. O, już świta. Pora spać. Kolejna ciężka noc za nim. Oczy przekrwione, zamglone spojrzenie, dziwny uśmieszek na twarzy… „To przepracowanie” – myślisz przewracając się na drugi bok. Powinien zrobić sobie wolne.

Musisz być zalogowany, aby komentować. Zaloguj się lub załóż konto, jeżeli jeszcze go nie posiadasz.

Reklamy